Od razu ustalmy sobie jedno: polski rynek elektroniki nie daje prostych odpowiedzi. Każdego roku scenariusz wygląda podobnie. Na początku listopada, a czasami nawet pod koniec października (rozejrzyjcie się) sklepy zaczynają mówić do nas głównie krzykliwymi kolorami, przekreślonymi cenami i odliczaniem do końca promocji. Laptop, nad którym zastanawialiśmy się od trzech miesięcy, nagle akurat staje się „okazją życia”. Monitor, którego wcale nie potrzebowaliśmy, kusi rabatem 4%. I tak dalej, i tak dalej. Wówczas część z nas zawsze zadaje to jedno pytanie: brać, czy może za dwa tygodnie będzie jeszcze taniej?
W przypadku elektroniki odpowiedź brzmi: to zależy od konkretnego modelu, nie od daty w kalendarzu. I nie jest to żaden unik, tylko fakt. Polskie Black Friday paradoksalnie potrafi przynieść świetne oferty, ale równie często dostarcza tylko świetnie zaprojektowane banery. Co więcej, w 2026 roku do tej układanki dochodzą drożejące podzespoły, które mogę wpłynąć na skalę realnych promocji. Sprawdźmy więc, co mówią dane z poprzednich lat. I kiedy rozsądniej nacisnąć „kup teraz”, a kiedy lepiej wrzucić w notatkę pt. “obserwować”.
Black Friday trwa dziś prawie miesiąc. I trochę stracił magię
Black Friday w 2026 roku wypada 27 listopada, a Cyber Monday – 30 listopada. Tyle teorii. W praktyce takie sklepy jak Media Expert, RTV Euro AGD, x-kom, Media Markt, Morele czy Komputronik wcale nie muszą czekać na konkretny piątek czy poniedziałek. Mamy już przecież Black Weeks, a nawet Black Month. Kody w aplikacji, promocje weekendowe i akcje „tylko do północy”, które potrafią trwać od dłuższego czasu i wracać kilka dni później pod nową nazwą. Bo wiecie – w świecie konsumpcjonizmu przesuniętego do granic możliwości klient przecież zapomni…
Tak długi sezon wyprzedaży ma oczywiście dwie strony medalu. Z jednej nie trzeba polować na laptopa o 00:01 w piątek, zarywając nockę, w poszukiwaniu najlepszych ofert. Z drugiej trudniej ustalić, gdzie zaczyna się faktyczna przecena, a gdzie kończy zwykła cena rynkowa. Łatwiej wtedy o manipulacje, nawet przy będącym na straży Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Powiedzmy, że z roku na rok coraz trudniej dosłownie oszukać klienta. Zwłaszcza internetowego, ale nawet mimo to jakiś niesmak sprzed lat mógł pozostać.

Zmienia się też nastawienie Polaków. W najnowszym raporcie Ceneo „E-commerce 2026” możemy przeczytać, że aż 51% ankietowanych coraz mniej wierzy w prawdziwe promocje podczas Black Friday. Kolejne 25% korzysta z rabatów, ale nie planuje zakupów specjalnie z tej okazji. Tylko 3% deklaruje, że faktycznie czeka na ten termin i kupuje wtedy więcej. Ale widzimy, że wtedy to już nie święto konsumpcji, tylko kolejna runda pojedynku klientów z algorytmami cenowymi.
A jednak sklepom nadal bardzo zależy na tym terminie. Też według Ceneo średnia wartość koszyka podczas Black Week w 2025 roku była o około 10-15% wyższa niż w tygodniu poprzedzającym akcję. To wzrost wartości zakupów, nie wysokości rabatów. Branża ma więc powód, by pompować atmosferę nawet wtedy, gdy kupujący patrzą na nią coraz bardziej podejrzliwie. Mówiąc wprost, to oznacza, że zawsze będzie istnieć część społeczeństwa bardziej podatna na marketing.
Jak chronić się przed cyberoszustami podczas Black Friday i Black Week?
Liczby kontra wielkie napisy „-70%”
Zacznijmy od historycznego punktu odniesienia. Znalazłem ciekawą analizę z 2020 roku od Deloitte i Dealavo, które monitorowały ceny setek produktów w ponad tysiącu polskich sklepów internetowych. Średnia skala obniżek między tygodniem poprzedzającym Black Friday a samym piątkiem wyniosła… około 3,3%. Jednocześnie średnia skala PODWYŻEK była bardzo podobna – mówimy i 3,4%. Tak, to nie żart. Wówczas wyniki opublikowano w ramach „Świątecznego Barometru Cenowego”.
To oczywiście nie znaczy, że każdy laptop staniał o trzy procent i też nie znaczy, że wszystko drożało. Średnia nie opisuje najlepszych ofert, tylko skalę zmian w analizowanym koszyku. Niektóre urządzenia potaniały znacznie bardziej, inne wcale, ale, tak czy siak, dawało to jakiś pogląd na rynek.
Jeszcze ciekawsze są jednak dane Deloitte i Dealavo z 2021 roku. Wtedy aż 67% sprawdzonych cen pozostało bez zmian względem tygodnia sprzed Black Friday! Tylko 18% spadło, a 15% wzrosło. Wniosek? Wielka wyprzedaż może być wielka pod względem ruchu w sklepie, ale niekoniecznie pod względem zaoszczędzonych pieniędzy. To nie USA, gdzie ludzie jak najbardziej mają powody, żeby wprowadzać się w szaleństwo zakupowe na widok promocji.
Nie oznacza to jednak, że warto skreślić listopad. Liczą się różnice między kategoriami, sklepami, a nawet wariantami tego samego produktu. No i przez ostatnich kilka lat, jak już wspomniałem, dokonywały się zmiany, choćby w prawie, które ograniczają pole sklepom do nabijania klientów w butelkę.

Najpierw Black Friday, potem niższa cena? Tak, to się naprawdę zdarza
Przykład z konkretnymi datami znajdziemy w 2018 roku. Deloitte i Dealavo porównały około 8 tysięcy cen z 23 listopada, czyli Black Friday, oraz 10 grudnia. Efekt? W grudniu 55% analizowanych cen pozostało bez zmian, 25% wzrosło, ale jednak 20% spadło. Co piąta obserwowana oferta była więc po Black Friday korzystniejsza. Tyle że na pozostałe cztery czekanie przeważnie nie dawało oszczędności.
Jeszcze bardziej namacalny, konkretny przykład sprzętu? MacBook Air z układem M2, 8 GB RAM i SSD 256 GB. Nic hiper fajnego, ale dzisiaj nie o tym. Chodzi o to, że w zestawieniu ofert w ramach Black Friday w 2024 roku wariant “Space Gray” kosztował 3949 zł. Tymczasem 2 grudnia 2024 roku, w ramach Cyber Monday, pojawiły się oferty za 3799 zł na tak samo wyposażonego Aira w innych wersjach kolorystycznych. Różnica to 150 zł.
Ważne zastrzeżenie jest tutaj takie, że to porównanie konkretnych ogłoszonych ofert, różnych sprzedawców i kolorów. Nie dowód, że nigdzie 29 listopada nie dało się kupić komputera za 3799 zł. Zresztą w Black Week takie ceny również się pojawiały. Dowodzi to czegoś praktyczniejszego: oferta opisana jako „Black Friday” nie musi być najlepszą dostępną ofertą, nawet w obrębie jednego weekendu. A przecież Cyber Monday nie jest tym głównym “świętem”, na które się czeka. Jeśli już, to takie poprawiny po weselu.
A co do grudnia – z nim trzeba uważać. Według tego samego historycznego badania częściej notowano podwyżki niż spadki. Kto chciał kupić popularny prezent tuż przed Wigilią, mógł zapłacić więcej. Czekanie do świąt nie jest więc uniwersalną strategią oszczędzania i można się na tym przejechać.
A skoro o promocjach… Łapcie monitor z fajną obniżką! (Monitor SAMSUNG ViewFinity)
Laptopy rządzą się innymi prawami niż na przykład słuchawki i ładowarki
W przypadku komputerów liczy się nie tylko cena, ale też cykl życia danego modelu. Sklepy chętnie przeceniają konfiguracje poprzednich generacji, aby zwolnić miejsce w magazynach. Musicie o tym pamiętać. Laptop z zeszłorocznym procesorem może być znakomitym zakupem, owszem, o ile jego wydajność, ekran i wyposażenie odpowiadają naszym potrzebom. Tylko wtedy.
Tutaj zaczyna się jednak typowy listopadowy trik, niekoniecznie niezgodny z prawem. Duży rabat na sprzęt, którego specyfikacja nie wygląda już tak atrakcyjnie. Laptop „do biznesu” z 8 GB pamięci RAM, słabą matrycą i niewielkim dyskiem nie staje się automatycznie dobrą inwestycją tylko dlatego, że kosztuje 700 zł mniej. Podobnie model gamingowy z mocną kartą na papierze, ale ograniczonym limitem mocy GPU, może ustępować konkurencji.
W takich sytuacjach musimy trochę ograniczyć emocje, nie dać się atrakcyjnej metce. No i research, sprawdzamy, co kupujemy! Ja przy zakupie do pracy sprawdziłbym przede wszystkim ekran, kulturę pracy, baterię, wygodę klawiatury, liczbę portów, pamięć RAM i możliwość jej rozbudowy. Nieco starszy ThinkPad, EliteBook czy Latitude potrafi mieć więcej sensu niż efektowny model konsumencki, który #nikogo. Ale akurat na Black Friday dany sklep musi się go pozbyć, bo zalega w magazynach.

Jest tutaj też polski kontekst rynkowy. Według analizy opublikowanej przez firmę ITHardware w czerwcu 2026 roku sprzedaż notebooków w Polsce wynosiła około 1,6 mln sztuk zarówno w 2024, jak i w 2025 roku. Po wcześniejszych latach na poziomie około 2 mln.
026To pokazuje nam obraz konsumentów, którzy rzadziej wymieniają komputer tylko dlatego, że pojawił się nowy model. To dodatkowy powód, żeby kupować sprzęt na kilka lat, a nie na kilka najbliższych aktualizacji marketingowych. Bo szczerze – jaki jest sens polowania na nowego laptopa, na przykład co dwa lata na Black Friday? Moim zdaniem żaden.
Co ciekawe, analizy wspomnianej firmy, tym razem dotyczące zachowania cen laptopów w 2024 roku, pokazały ważną tendencję. Otóż w jednym z badanych przekrojów średnie ceny mocno wzrosły w grudniu. Nie wynikało to jednak z masowego podnoszenia cen identycznych komputerów. Po prostu tańsze konfiguracje się wyprzedały i w ofercie zostały te droższe. To również świetna lekcja, że średnia cena kategorii to nie historia ceny konkretnego laptopa. Nie da się spłycić wszystkiego do jednej wartości i z łatwością określić: warto lub nie.
A jakby wątpliwości było mało…
Rok 2026 komplikuje sytuację. Winna jest między innymi sztuczna inteligencja
Dotychczas łatwo było doradzić: nie spieszy ci się? Luzik, poczekaj do stycznia, może ubiegłoroczny sprzęt stanieje. W tym roku takie podejście jest bardziej ryzykowne niestety (albo stety, zależy od podejścia) przez rozwój AI.
Rosnący popyt centrów danych na pamięci powoduje presję cenową w całym łańcuchu dostaw. Na przykład we wrześniu 2026 roku tajwański TrendForce prognozował na czwarty kwartał wzrost kontraktowych cen tradycyjnej pamięci DRAM o 10-15%. A NAND Flash (rodzaj półprzewodnikowej, nieulotnej pamięci komputerowej), wykorzystywanej między innymi w SSD, o 15-20% kwartał do kwartału. Pamiętajmy, że to prognozy cen komponentów w relacjach biznesowych, nie gotowa zapowiedź, że laptopy w polskich sklepach podrożeją dokładnie o tyle samo. Ale i tak – daje to jakiś pogląd.
W praktyce oznacza to, że przy atrakcyjnie wycenionym komputerze z 16 lub 32 GB RAM albo pojemnym SSD odruchowe czekanie na kolejny miesiąc może się nie opłacić, skoro trend globalny, będący ponad mini-trendem “blackfridayowym”, zmierza w jednym kierunku. Oczywiście cena detaliczna zależy jeszcze od kursów walut, zapasów magazynowych, marży i polityki konkretnych sieci. Nie jest zatem powiedziane, że tegoroczne Black Friday musi powtórzyć zachowania cen z poprzednich lat.
Mimo to, jeśli myśleliście nad przechytrzeniem sklepów, patrzcie choćby na to, co dzieje się z konsolami PS5. Myślicie, że nagle z okazji Black Friday ich ceny wyraźnie spadną? Albo że ktoś będzie chciał wyprzedawać ostatki w magazynach już po całej akcji, tuż przed premierą GTA 6 albo na święta? Trudno mi w to uwierzyć i to są właśnie takie zmienne, który czynią obecny rok chyba bardziej nieprzewidywalnym, niż zwykle.

A akcesoria? Tu akurat często łatwiej o prawdziwą okazję
Druga grupa produktów, schodząc z tematu takich grubasów ja laptopy i konsole, to cały sprzęt wokół: monitory, klawiatury, myszy, stacje dokujące, słuchawki, ładowarki, dyski zewnętrzne, fotele, biurka i inne. Są to akcesoria, których producenci nie odświeżają co kilka miesięcy, a rabaty bywają prostsze do oceny. Ba, tutaj warto poświęcić trochę czasu na znalezienie dobrych modeli nawet sprzed 2-3 lat, które i tak posłużą nam drugie tyle.
Dobry przykład to promocje iiyamy z 2024 roku. Wtedy producent ogłosił, że na przykład monitor biurowy ProLite XUB2497HSN-W1 będzie dostępny w akcji Black Friday za 699 zł zamiast sugerowanych 889 zł. Z kolei model XUB2797HSN-B1 wyceniono promocyjnie na 759 zł wobec 999 zł ceny sugerowanej. To konkretne oferty, choć ceny sugerowane producenta nie mówią jeszcze, ile sprzęt kosztował wcześniej w najtańszym sklepie. Ale jeśli już polować na jakieś upusty, to właśnie na takie, w takim segmencie.
Owszem, istnieje też tutaj pewna pułapka techniczna. Idąc dalej, przykładowy dok z USB-C za 149 zł niekoniecznie zapewni te same możliwości co stacja dokująca za 499 zł. Dlatego warto sprawdzić obsługę Power Delivery, maksymalną moc ładowania, przepustowość, porty wideo oraz zgodność z posiadanym laptopem. A w przypadku monitora warto porównać nie tylko przekątną, lecz także rozdzielczość, typ matrycy, ergonomię podstawy i obecność USB-C.
Słowem: rabat nie doda brakującego złącza. No i co ważniejsze: rabat nie uczyni średniego sprzętu dobrym. A z drugiej strony – jeśli nie celujecie w najwyższe standardy, a chcecie tylko uzupełnienia z rozsądku – nie ma co się obrażać na tańszy sprzęt.
Pracujecie biurowo i szukacie czegoś z okazji Black Friday? Przeczytajcie o stanowisku dla pracownika biurowego – jak je urządzić?
Sklepy lubią sprzedawać emocje. Dlatego naszą przewagą niech będą dane
Od 2023 roku, dzięki przepisom wdrażającym dyrektywę Omnibus, sklep informujący o obniżce powinien pokazywać najniższą cenę z 30 dni przed jej wprowadzeniem. Właśnie tę kwotę należy traktować jako punkt odniesienia dla ogłoszonego rabatu.
Ale, uwaga: najniższa cena z 30 dni to niekoniecznie najniższa cena z ostatniego półrocza ani cena dostępna u konkurenta. Jeśli laptop kosztował 3500 zł we wrześniu, 4000 zł w październiku, a podczas Black Friday 3699 zł, sam prawidłowo pokazany rabat nie uczyni z niego okazji roku. Chyba już zauważyliście, że nawet dobra dyrektywa bywa… sprytnie omijana. Faktycznie jest to luka, że sklep nie ma obowiązku podawać całej historii cenowej sprzed roku. Ale przecież są inne narzędzia, żeby to wszystko sprawdzać.
Dlatego dobrze wykorzystać historię cen w Ceneo, Skąpcu lub innym serwisie śledzącym konkretny wariant produktu, a także porównać sklepy. Ba, można nawet samemu analizować cenę, jeśli do iluś miesięcy czaicie się na jakiś produkt. Teraz co prawda na to za późno, ale warto pamiętać o tym na przyszłość. No i warto spojrzeć na cenę końcową w koszyku: promocja czasem wymaga kodu, aplikacji, określonej metody płatności lub zakupu drugiego artykułu. Sklepy lubią komplikować dojście do finalnej promocji z okazji Black Friday.

Kolejna sprawa. Jeżeli kupujemy sprzęt dla firmy, zwróćmy uwagę na rodzaj faktury, warunki gwarancji, dostępność serwisu i termin dostawy. Oszczędność 100 zł niewiele znaczy, jeśli komputer potrzebny do pracy dotrze trzy tygodnie później. Albo gdy okaże się, że po drodze dojdą jakieś dopłaty.
Przy zakupach internetowych konsument ma też co do zasady 14 dni od otrzymania towaru na odstąpienie od umowy bez podawania przyczyny. Promocyjny charakter zakupu tego nie zmienia. Ze stacjonarnym sklepem jest inaczej: ustawowego prawa do zwrotu tylko dlatego, że się rozmyśliliśmy, zasadniczo nie ma. Zakup na firmę również wymaga ostrożności, bo zakres ochrony może zależeć od statusu nabywcy i charakteru transakcji.
Dlatego, drodzy, spokój, dane i jeszcze raz spokój. Najgorsze, co może być, to kupowanie w emocjach.
Kupować teraz, w Black Friday czy po świętach?
Przejdźmy teraz do najważniejszego pytania i najważniejszych odpowiedzi. Tak, nie ma tutaj jednej. I moje zasady, jeśli chodzi o podejście do Black Friday, są proste.
Kup teraz, jeżeli sprzęt jest ci potrzebny do pracy tu i teraz, masz porównanie cen z kilku tygodni, a nawet miesięcy, i obecna oferta jest rzeczywiście korzystna. Wymiana padającego laptopa nie musi czekać na marketingowo zapakowany pod korek super piątek.
Poczekaj do Black Week, jeśli masz upatrzony konkretny model, ceny ostatnio pozostają stabilne, a zakup może poczekać kilka tygodni i nie określasz go “pilną potrzebą”. Wyznacz wcześniej jakąś granicę. Przykładowo kupujesz, kiedy cena zejdzie do 3200 zł, a nie wtedy, gdy obok pojawi się najbardziej czerwony baner. Trochę jak na giełdzie papierów wartościowych – wyczekać moment, wejść w coś na spokojnie. Ale bez presji obowiązku, jeśli nie spełni oczekiwań.
Rozważ grudzień lub styczeń, jeśli listopadowa oferta cię nie przekonuje, nie kupujesz prezentu z krótkim terminem dostawy (na przykład na prezent pod choinkę) i możesz zaakceptować ryzyko wyprzedania pożądanej konfiguracji. Styczeń potrafi przynosić dobre oferty poświąteczne, lepsze niż po Black Friday.
Ach, no i przed kliknięciem “kupuję” zrób jeszcze szybki test: sprawdź pełny kod modelu, historię ceny, najtańszą ofertę konkurencji oraz realny koszt zakupu z dostawą. A przede wszystkim zadaj sobie pytanie, czy kupiłbyś to urządzenie bez informacji o rabacie. To jest mega ważne!
Na koniec powiedzmy sobie wprost: Black Friday nie jest oszustwem jako takim. Ale nie jest też magicznym przyciskiem obniżającym ceny wszystkiego. To po prostu okres wzmożonej konkurencji, w którym naprawdę można zaoszczędzić, pod warunkiem że wcześniej zrobi się coś mało efektownego, ale najważniejszego. PORÓWNA CENY. Bo najlepsza promocja to nie ta, przy której napisano „-50%”. To ta, po której nie żałujemy wydanych pieniędzy.




Dodaj komentarz