W czasie, kiedy realizując jedną z zapowiedzi z tzw. piątki Kaczyńskiego rząd zabrał się za wskrzeszanie ruchu autobusowego (PKS) w Polsce i likwidację tzw. białych plam na mapie, do których nie docierała żadna komunikacja publiczna, BlaBlaCar zapowiedział wprowadzenie na polski rynek swojej nowej usługi, czyli BlaBlaBus. O ile w planach rządu chodzi o udrożnienie komunikacji na prowincji kosztem około 800 milionów zł rocznie, o tyle w przypadku francuskiej firmy, przynajmniej na początku, połączenia będą między dużymi aglomeracjami oraz międzynarodowe. Tym samym BlaBlaBus stanie się poważnym konkurentem dla niemieckiego FlixBusa, który w 2017 przejął znaną i lubianą w Polsce markę PolskiBus.

 

 

Usługa będzie działała podobnie, jak w przypadku BlaBlaCar. Celem jest większe zapełnienie autobusów i połączenie obu usług tak, aby użytkownicy mogli się w miarę swobodnie przemieszczać w wybranych kierunkach. We Francji firma niedawno sfinalizowała transakcję przejęcia od kolei francuskich należącej do niej marki Ouibus i uruchomiła usługę w oparciu o jej tabor. Z autobusów można już także korzystać we Włoszech, w krajach Beneluksu i od niedawna w Niemczech, w porozumieniu z lokalnymi przewoźnikami. W Polsce pierwszym przewoźnikiem, który rozpocznie współpracę z BlaBlaBus będzie PKS Polonus, ale na tym zapewne się nie skończy.

Czy usługa ma szansę się przyjąć? Myślę, że tak. Dzięki połączeniu obu platform Francuzi będą mieli bardziej kompleksową ofertę niż FlixBus, który obecnie jest potentatem w przewozach autobusowych zarówno krajowych jak i międzynarodowych. Reakcją FlixBusa ma być wprowadzenie w 2020 roku usług konkurencyjnych typu car-pooling (FlixCar), czyli de facto zaatakowanie pozycji BlaBlaCar. Dla osób korzystających z tego typu przewozów jest to dobra informacja – im więcej konkurujących podmiotów na rynku, tym większa presja na trzymanie cen w ryzach. Pierwsze autobusy BlaBlaBus mają zacząć kursować już na przełomie września i października bieżącego roku.