aqirys

Antlia, Hydra i Magnetar – trio od Aqirys dla mojego „blaszaka”

Artykuł sponsorowany

firma Aqirys, która w swojej ofercie posiada wszelkiej maści wyposażenie dla graczy, szczególnie tych wybierających jako swoją platformę desktopy, przysłała nam testy kilka swoich elementów dla stacjonarnych pecetów: obudowę, zasilacz, chłodzenie wodne. Na zasadzie: jak przetestujecie, to możecie sobie zostawić. A że akurat w naszym zespole tematyką desktopów zajmuję się ja, to i w naturalny sposób cała paczka trafiła do mnie. „He he, chcą mnie kupić!” pomyślałem sobie. Nie ze mną te numery!

No ale koniec końców, jak nakazuje redaktorsko-recenzencka sztuka, musiałem jakąś konfigurację z tego, co miałem pod ręką sklecić. Nazwy otrzymanego przeze mnie zestawu to wbrew pozorom nie imiona demonicznych bossów z jakiegoś soulslike’a. I tak mój paroletni PC otrzymał nową obudowę – Aqirys Antlia, chłodzenie wodne Hydra 240 AIO oraz zasilacz Aqirys Magnetar o mocy 850 W. Na ten moment daje on spory zapas mocy, ale biorąc pod uwagę, że po głowie chodzi mi wymiana GeForce’a RTX 4060 na coś mocniejszego, a i zainstalowany na mojej płycie głównej Ryzen 5 7400F też już swoje lata ma, to warto było już teraz coś z większym zapasem mocy włożyć w obudowę.

Jako że nie posiadamy procedury oraz warunków do profesjonalnego testowania zasilaczy oraz pecetowych „składaków”, to potraktujcie tę publikację jako pół-recenzję, a pół-przegląd tego, co rumuńska marka ma do zaoferowania jeżeli chodzi o średnią półkę wyposażenia PC. Bo tak, trzeba wiedzieć, że gamingowa Antlia to obudowa za ok. 4 stówki, Hydra 240 AIO to koszt ok. 460 zł, a najdroższy z całego zestawu okazał się zasilacz Aqirys Magnetar. Można go już kupić za nieco ponad 500 zł. Wszystko w zależności od sklepu.

Antlia, Hydra i Magnetar tworzą jedność

Sporo na temat podzespołów mogę powiedzieć już dzięki samemu przekładaniu swojej konfiguracji do nowej „budy”, podłączeniu wszystkiego i skonfigurowaniu jej w odpowiedni sposób. No dobra, przyznaję, że mojej konfiguracji daleko do high-endu, co widać chociażby po CPU oraz karcie graficznej. No ale, nie od razu Rzym zbudowano, a modernizacja mojego blaszaka i tak chodzi za mną od pewnego czasu. Zanim się rozpędzę: błagam nie szkalujcie mnie za estetykę ułożenia kabli – nie znoszę tego! W sensie – zabawy okablowaniem, a nie szkalowania. Tutaj zastosowałem etykę pracy Bogdana Łęciny: „Pyk, pyk, pyk, jako tako i fajrant!”

Biorąc pod uwagę, że otrzymałem trzy elementy, no to postanowiłem sprawdzić wszystkie na raz, mimo że w zasadzie obecnie zainstalowany CPU obyłby się bez chłodzenia wodnego. Ba, Hydra 240 AIO wygląda ładnie, nawet w pewien sposób spektakularnie, nawet biorąc pod uwagę, że wyposażony jest wyłącznie w dwa podświetlane kolorowymi LED-ami wiatraki o średnicy 120 mm. Sama obudowa Aqirys Antlia zaś posiada ich aż sześć. I tutaj ciekawostka, bo chociaż radiator z wiatrakami chłodzenia Hydra został zainstalowany przeze mnie na górze obudowy, to równie dobrze mogłem go zainstalować na boku. Wystarczyłoby tylko odkręcić umieszczone w tych miejscach wentylatory i w to miejsce wkręcić radiator. Bo tak, wszystkie wiatraki z obudowy Antlia można zdemontować.

Wszystko fajnie, ale wyposażenie i podzespoły mogłyby sobie w tej obudowie być przytwierdzone do płyty głównej i obudowy, ale nie przydałyby się na zbyt wiele bez zasilacza, czyż nie? I tu Aqirys zaproponował w pełni modularny zasilacz Magnetar o mocy 850 W i certyfikacie sprawności 80 Plus Gold. W pełni modułowa budowa pozwoliła na wpięcie do zasilacza tylko niezbędnych przewodów. Już przy omawianiu zasilacza od Endorfy chwaliłem sobie to rozwiązanie, szczególnie przydatne jeżeli ktoś bardzo mocno dba o porządek wewnątrz swojej kasty lub ta posiada niewielką kubaturę.

No dobrze, to pora omówić wszystkie elementy po kolei i zastanowić się na ile ich obecność mi odpowiada.

Aqirys Antlia – całkiem solidna obudowa midi-tower ze średniej półki

Zanim jeszcze obudowa od Aqirys do mnie dotarła, postanowiłem sprawdzić z czym właściwie będę miał do czynienia. Nie ukrywam, że jest to moje pierwsze spotkanie z tą marką. I tak, okazało się, że jeżeli chodzi o obudowy, to oferta firmy Aqirys jest dość szeroka i obejmuje zarówno tańsze konstrukcje, jak i obudowy aspirujące do miana high-endu. Antlia plasuje się gdzieś mniej więcej po środku stawki, bo to obudowa za ok. 400 zł, umożliwiająca montaż chłodzenia wodnego i mająca w zestawie aż sześć wiatraków z podświetleniem ARGB chłodzących „bebechy” desktopa. Obudowa posiada dość sporą „piwnicę” dla zasilacza ATX oraz dysków, a jej front oraz lewa ściana wykonane zostały z hartowanego, całkiem grubego szkła. Podoba mi się, że szklany panel można otworzyć beznarzędziowo i montowany jest na całkiem sprawnie działające zatrzaski i magnesy. Prawa strona obudowy przykryta jest metalową pokrywą przykręconą dwoma śrubami, które da się odkręcić paluchami. U góry siateczka filtra przeciwkurzowego, perforowany tylni panel oraz osiateczkowane ścianki piwnicy – schludnie i dość praktycznie. I w zasadzie bardzo klasycznie, bo obudowa posiada prostą, kanciastą bryłę prostopadłościanu o wymiarach 48 x 42,5 x 21 cm i waży 7,2 kg.

Wiatraki  i kolorki

Dopóki obudowa nie jest włączona, albo wyłączy się podświetlenie wiatraków, ciężko uwierzyć, że jest to „buda” stworzona z myślą o graczach. Antlia dzięki temu jest bardzo uniwersalna i fakt ten przypadł mi to gustu. A jeżeli ktoś chce nadać swojej konfiguracji zdecydowanie więcej barw, to czas odpalić podświetlenie wiatraków!

Każdy z nich może pochwalić się średnicą 120 mm, a w dodatku jest w całości podświetlony przez kolorowe LED-y ARGB. Środek wentylatorów stara się hipnotyzować efektem „nieskończoności” znanym chociażby z wyposażenia od Gigabyte’a. Jeżeli mam być jednak szczery, to tam efekt sprawia jednak lepsze wrażenie…

Całość prezentuje się całkiem zgrabnie, muszę przyznać. Wiadomo – bez kolorków nie ma gamingu! Wszystkie wiatraki, włącznie z tymi od chłodzenia wodnego, wpięto do zasilanego z gniazda SATA modułu sterującego. Moduł pozwala na wpięcie i synchronizację aż 10 wiatraków, dwóch LED-owych pasków oraz obsługę podświetlenia Aura Sync (Asus), MSI Mystic Light oraz RGB Fusion od Gigabyte’a. Pełną możliwość sterowania podświetleniem daje dołączony do zestawu pilot, ale przełączanie się pomiędzy trybami umożliwia także przycisk Reset na obudowie. Oczywiście, najpierw trzeba wpiąć go w odpowiednie gniazdo sterownika.

Skoro już jesteśmy przy tej kwestii, to warto dodać, że wiatraki mogą mienić się we wszystkich kolorach tęczy, a także świecić jednym kolorkiem w trybie stałym lub „oddychającym”. Można je też oczywiście wyłączyć całkowicie.

Możliwości obudowy

Są dużo ważniejsze cechy obudowy niż podświetlenie wiatraczków, prawda? Chociażby jakie możliwości montażowe cała konstrukcja daje. A tu jest ich całkiem sporo, ale trzeba też pamiętać, że sporo zależeć będzie także od zamontowanej płyty głównej. W moim przypadku jest to pełnowymiarowy ATX, więc i konfiguracje mogą być bardziej rozbudowane. U góry obudowy znajduje się przycisk zasilania oraz Reset, gniazdo jack dla headsetu oraz trzy gniazda USB: jedno USB 3.2 Gen 1, jedno USB 2.0 oraz jedno USB-C.

Sama obudowa pozwala na montaż płyt mini-ITX, micro-ATX oraz ATX, zatem można powiedzieć, że mamy tu zachowany dobry standard i rozczarowań być nie powinno. Trzeba jednak mieć na uwadze, że największa płyta, czyli ATX, jak w moim przypadku, może kończyć się za dolnymi wiatrakami i jeżeli, ponownie – jak w moim przypadku – znajdują się tam jakieś porty (tutaj – SATA), to bezpośredni dostęp do nich może być nieco utrudniony.

Sam montaż poszczególnych elementów jest prosty i w zasadzie każdy, kto miał wcześniej styczność ze składaniem PC-ta, powinien poradzić sobie bez problemu. W zestawie są wszystkie niezbędne śrubki, dystanse, a nawet trytytki, ale należy pamiętać, że w tym miejscu beznarzędziowa obsługa obudowy się kończy. Do zamontowania płyty głównej, dysków, pompy i radiatora, sterownika podświetleniem oraz innych elementów przyda się już nieduży śrubokręt krzyżakowy.

Oprócz całej masy wentylatorów oraz chłodzenia wodnego w rozmiarach 120, 140, 240, 280 i 360 mm, w obudowie znaleźć się może także kilka dysków: dwóch 3,5-calowych (tak, one wciąż się przydają, chociażby jako pojemne magazyny na dane) oraz dwóch 2,5-calowych, przykręcanych pod prawą klapą obudowy. Można też stworzyć konfigurację z jednym dyskiem 3,5-calowym oraz trzema 2,5-calowymi. Wtedy jeden z mniejszych nośników trafi na górę półki dla dysków, umieszczoną w „piwnicy” obudowy, za zasilaczem. Przestrzeń wewnątrz obudowy pozwoli również na zainstalowanie w gnieździe PCIe x16 nawet większych kart graficznych, np. GeForce’a RTX 5080 czy nawet 5090, o 30,4 cm długości.

Wszystko fajnie, ale odniosłem wrażenie, że dół Antlii mógł zostać zaprojektowany lepiej. Półka dla dysków znajduje się na środku, pomiędzy zakończeniem strefy dla zasilacza a tylnym panelem, co sprawia, że sporo przestrzeni zostało niezagospodarowanej. Od strony zasilacza – to dobrze, bo jest więcej miejsca dla kabli. Ale idąc tym tropem, wystarczyłoby jeszcze troszkę przesunąć na tył, a miejsca dla kabli byłoby jeszcze więcej. Tym bardziej, że przecież nie każdy sięgnie po modularny zasilacz, tak jak ja.

Jakość wykonania

Chyba nic tak dobrze nie pozwoli poznać sprzętu, jak obcowanie z nim. A prosi się tu o wstawienie Micheala Scotta z jego sławnym „That’s what she said!”, ale nie o to chodzi…

Antlia jest dość masywna, szyby są grube, a wnętrze obudowy jest całkiem sztywne i zastosowany tu stop metalu budzi zaufanie. Nie będę za to rzucał na prawo i lewo „ochami” i „achami” na temat perfekcyjnego wykonania wszystkich elementów, bo chociaż są one dobrze ze sobą spasowane i estetycznie wykończone, to tu i ówdzie zdarzają się jakieś minimalne niedociągnięcia w postaci chociażby lekko nieprecyzyjnego spawu. Tyle tylko, że one i tak w większości przypadków pozostaną niezauważone, a ja o tym mówię, bo taki mój obowiązek jako recenzenta.

Najważniejsze, że wszystkie otwory i elementy wymagające dopasowania mają odpowiednie rozmiary i rozstawy. Przykręcanie poszczególnych elementów konfiguracji było zatem pozbawione wycieków przekleństw serwowanych przez zaciśnięte w złości wargi. Wyjątkiem była półka na dyski i tu dopiero docenicie, że od razu pisałem o „niewielkim” śrubokręcie, gdyż strop „piwnicy” obudowy znajduje się nisko i miejsca na manewry wkrętakiem z długą rękojeścią tu siłą rzeczy niewiele. Sama półka zaś przykręcona jest od spodu, więc to pozwoli na jej łatwe odkręcenie. Chociaż tyle.

Na koniec jeszcze jedna uwaga – chociaż ja otrzymałem do sprawdzenia obudowę Antlia w kolorze czarnym, to producent przygotował też wariant biały.

Aqirys Hydra 240 AIO

No dobra, płyta główna na miejscu, Ryzen 5 7600F w swoim gnieździe wszystko zostało przygotowane, aby móc zamontować wydajne chłodzenie na CPU. Nie będę ukrywał, że jest to mój pierwszy kontakt z chłodzeniem tego typu – nigdy wcześniej nie instalowałem takiego dodatku w swojej stacjonarce.

Pierwszy plus dla Aqirys leci za odpowiednie zapakowanie swojego chłodzenia wodnego, bo nie ma szans, żeby tak szczelnie okutanym przez pianki elementom stało się cokolwiek złego podczas transportu. W pudełku nie zabrakło także wszystkich niezbędnych elementów montażowych (kompatybilne śrubki, opaski zaciskowe, brackety dla CPU od Intela i AMD, backplate itp.), a nawet dołączonej do zestawu pasty termoprzewodzącej. Oczywiście, jeżeli ktoś woli postawić na pastę od innego producenta, to nic nie stoi na przeszkodzie żeby ją wykorzystać. Szczegółowa instrukcja obsługi, niestety wyłącznie w języku rumuńskim i angielskim, znajduje się na stronie produktu.

Cały zestaw składa się z pompy instalowanej na podstawce procesora, gumowych rur zabezpieczonych grubym, nylonowym oplotem (45 cm długości), radiatora o długości 24 cm oraz dwóch wentylatorów ARGB o średnicy 12 cm. Większych niespodzianek – brak. Podobnie, jak Antlia, także Hydra dostępna jest w wersji białej. Do mnie trafiła czarna. Całe szczęście, bo biała w czarnej obudowie chyba nie zrobiłaby na mnie dobrego wrażenia pod kątem czysto estetycznym. Dobre wrażenie robią za to podświetlane wiatraki. Sterowanie nimi zostało wpięte do hubu odpowiedzialnego za podświetlenie do gniazda odpowiedzialnego za podświetlenie Aura Sync. Tyle że tutaj zabawa trybem świecenia i kolorkami zachodzi z poziomu aplikacji Armoury Crate (z racji posiadania płyty głównej od Asusa).

Po zainstalowaniu wszystkich elementów w odpowiednich miejscach i podłączeniu wszystkiego jak należy, najpierw dało się usłyszeć, że wiatraki i pompa się uruchomiły, a niewielki, ale przede wszystkim czytelny wyświetlacz informował mnie o parametrach chłodzenia w czasie rzeczywistym: temperaturze płynu chłodzącego, prędkości obrotowej pompy oraz obu wentylatorów. Fajna rzecz, ale raczej dla osób, które po pierwsze – mają oszkloną obudowę, a po drugie – swojego peceta mają ustawionego na biurku. W moim przypadku komputer znajduje się pod nim, więc wyświetlacz jest średnio przydatny. Ale swoje zadanie spełnia.

Domyślne ustawienia pompy nastawiają liczbę jej obrotów na maksimum, a więc ponad 2400 obrotów na minutę. To sprawia, że komputer staje się głośniejszy niż okap kuchenny. Co ciekawe funkcja „Automatycznej regulacji” wiatraków także ustawia krzywą (chociaż w tym przypadku o „krzywiźnie” nie ma mowy) wiatraków w linii prostej przy 100% PWM, więc na maksimum. Dlatego warto się tutaj nieco pobawić w BIOS-ie i ręcznie dostroić ich prędkość obrotową i rekcję wentylatorów na rosnącą temperaturę procesora do własnego widzimisię. Zresztą, nie oszukujmy się – w obudowie w tym momencie kręci się łącznie osiem wiatraków i sama pompa – bezdźwięczny to on nie będzie. Ale da się ten szum ograniczyć.

No to pora na finał tej części mojej mini-recenzji: jak sobie chłodzenie radzi w kontakcie z wyciskającym z siebie siódme poty procesorem. W trakcie testu FurMark dla CPU, mój Ryzen 5 7500F pracował z napięciem 1,125 V na wszystkich rdzeniach, a taktowanie sztywno trzymało się wartości 5041 MHz, a więc maksymalnego dla tego procesora. Jednocześnie przy moich ustawieniach z BIOS-u temperatura rdzenia dochodziła co najwyżej do 67° C przy obrotach pompy 1530 obroty na minutę, od czasu do czasu podwyższając tę wartość do 1700 rpm. Wiatrak procesora trzymał się z kolei wartości maksymalnie 1537 rpm. Czy da się te wartości jeszcze bardziej zoptymalizować? Niewykluczone, że ktoś bardziej doświadczony ode mnie będzie w stanie to uczynić.

Aqirys Magnetar 850 W

Ostatnio miałem okazje przyjrzeć się zasilaczowi Endorfy FM6 850 W, więc sam jestem ciekaw, jak reprezentant Rumunii wypadnie w starciu z polską myślą technologiczną. Oba zasilacze reprezentują tę samą półkę cenową, ale nie oznacza to, że są praktycznie takie same. Różnic pomiędzy nimi trochę jest i nie omieszkam je szczegółowo omówić.

Magnetar to również zasilacz przygotowany w formacie ATX, jednak tu mamy wariant nie ATX 2.52, ale ATX 3.0 Ready. Podobnie jednak jak zasilacz od Endorfy, Magnetar może pochwalić się sprawnością energetyczną certyfikowaną oznaczeniem 80 Plus Gold i jest w pełni modularny, co mnie cieszy. Łatwiej będzie podłączyć i uporządkować cały zestaw.

Zasilacz od Aqirys wypada całkiem ciekawie, chociaż z drugiej strony raczej nie będzie w stanie zaskoczyć pod kątem swoich możliwości. Metalowa obudowa o wymiarach 160 x 150 x 86 mm i wadze 1,45 kg posiada w środku japońskie kondensatory, 120-milimetrowy wiatrak na łożyskach Hydro Dynamic Bearing, a prędkość obrotowa zasilacza jest regulowana automatycznie w zależności od temperatury PSU.  

Nie mniej ważną kwestią, w zasadzie nawet bardziej, biorąc pod uwagę bezpieczeństwo komputera, jest pełen pakiet zabezpieczenia prądowego zasilacza. Żeby było śmieszniej, ktoś popełnił w specyfikacji literówkę i tak zamiast OPP (over power protection – zabezpieczenie przeciwprzeciążeniowe) mamy OOP, co konsekwentnie powielają sklepy posiadające Magnetara w swojej ofercie. Jest to oczywiście błąd. Na pudełku znajduje się prawidłowy opis. Podsumowując, Magnetar 850 W oferuje łącznie osiem zabezpieczeń, włącznie z coraz rzadziej stosowanym dzisiaj NLO (No Load Protection – zabezpieczenie zapobiegające włączeniu się zasilacza bez obciążenia).

Dostępne gniazda oraz okablowanie

No dobrze, pora przejść do konkretów. Zasilacz dysponuje nieco ciasno rozmieszczonymi gniazdami dla dołączonych do zestawu przewodów (o nich za moment). Zasilacz wyposażony jest oczywiście we wszystkie standardowe gniazda: dla płyty głównej (20 + 4 Pin), dwa PCIe/CPU (4+4 Pin), dwa złącza PCIe (2x 6+2 Pin) oraz trzy gniazda SATA (o jedno więcej niż w Supremo FM6) i jedno MOLEX. Jeżeli ktoś planuje montaż jednej z najnowszych kart graficznych od AMD lub NVIDII, to znajdzie tu również gniazdo dla kabla 12VHPWR, zdolnego przesłać 600 W mocy do GPU.

W tym miejscu pozwolę sobie pochwalić zapakowanie zasilacza, bo nie dość, że podobnie jak w przypadku chłodzenia Hydra, wszystko zostało odpowiednio zabezpieczone, to jeszcze wszystkie przewody, podobnie zresztą jak niezbędne przy montażu śrubki oraz przydatne opaski zaciskowe trafiły to niewielkiego woreczka. Czy jest on niezbędny? No nie, ale pomaga w przechowywaniu niewykorzystanych przewodów.

Można powiedzieć, że przewody jak przewody, ale zwróciłem uwagę, że są one sztywniejsze niż chociażby we wspominanym wcześniej Supremo FM6. Tam wyjątkiem był wyłącznie przewód 12HPWR, który był wyraźnie twardszy. Tutaj zarówno przewody zasilające płytę główną, akcesoria PCIe są już na tyle sztywne, że przyda się je rozgrzać suszarką przed „modelowaniem” i ułożeniem w obudowie, a przewód 12-woltowy jest wręcz twardy. Wciąż elastyczny, jasne, ale tu także przyda się go ogrzać, aby palce miały mniej pracy, przy przekładaniu i układaniu go wewnątrz obudowy. Szczególnie, jeżeli ktoś wybrał „kastę” w mniejszym formacie niż midi-tower.

Podsumowanie

Czas zakończyć ten przegląd i go podsumować. Jeszcze raz podkreślam, że nie jest to pełnoprawna, pełna recenzja, a raczej przegląd i omówienie tego, co podrzucono mi na biurko i co wykorzystałem do modernizacji mojego domowego desktopa. No i tu uczciwie muszę przyznać, że chociaż Aqirys niczym specjalnie mnie na kolana nie rzucił, to jednak zaprezentował się z dobrej strony. Zarówno obudowa Antlia, chłodzenie wodne Hydra 240 AIO, jak i zasilacz zaoferowały jakość adekwatną do reprezentowanego segmentu. Nie powiedziałbym, że każdy z elementów stworzonej przeze mnie konfiguracji jest w stanie wybić się na tle niemałej przecież konkurencji, ale Rumunom na pewno należą się słowa pochwały za jakość zaprezentowanych produktów. Z jednej strony – żadne z nich nie wypadło idealnie. Z drugiej – cała trójka nie prowokowała do tego, żeby się jej czepiać.

Koniec końców, Antlia, Hydra i Magnetar przekonali mnie do siebie na tyle, że ze mną zostają. Nie widzę żadnych przeciwwskazań, aby z nich zrezygnować. Czy to postępowanie w myśl zasady: „Za darmo to i ocet słodki”? Szczerze mówiąc – nie, bo moje wcześniejsze wyposażenie spełniało moje wymagania i również dawało perspektywy na rozbudowę. Mówiąc wprost – nie potrzebuję sprzętu od Aqirys. No, może poza zasilaczem – tu pewnie mojego Thermaltek’a o mocy 650 W musiałbym wkrótce wymienić na coś mocniejszego.

Też nie oszukujmy się – moja konfiguracja desktopa nie wymaga osprzętu z najwyższej półki. Ale biorąc pod uwagę, że Ryzena 5 7500F niedługo może zastąpić coś wydajniejszego, a RTX-a 4060 być może uda się zamienić na RTX-a 4070, to nie będę darowanemu koniu robił przeglądu stomatologicznego. A jednocześnie mam świadomość zalet i wad wszystkich trzech produktów.

Artykuł sponsorowany

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *