akcesoria laptop

TOP 5 akcesoriów do laptopa. Kupujesz i masz łatwiejsze życie

Kupno nowego laptopa jest trochę jak kupno mieszkania czy domu. To zwykle dopiero początek wydatków, o ile zakładamy, że stan początkowy nas nie zadowala. I tak jak wybór mebla czy lampki potrafi przejąć dyskusje na godziny, tak wybór odpowiedniego procesora, pojemność pamięci RAM czy dysku SSD też lubi zająć dużo czasu. A kiedy w końcu sprzęt trafia na biurko, część z nas uznaje temat za zamknięty, a część nie. Bo już po kilku dniach okazuje się, że nawet najlepszy notebook ma swoje ograniczenia.

Na przykład touchpad nie zawsze jest wygodny, głośniki brzmią przeciętnie, ekran robi się za mały podczas pracy z kilkoma oknami, a codzienne przepinanie kabli zaczyna zwyczajnie irytować. To właśnie dlatego dobrze dobrane akcesoria potrafią zmienić więcej niż przesiadka z jednego laptopa na drugi. I żebyście mnie źle nie zrozumieli – nie chodzi o efektowne gadżety z podświetleniem RGB albo tanie urządzenia od chińskich dostawców, które po tygodniu trafią na dno szuflady. Mowa o sprzęcie, z którego korzysta się praktycznie każdego dnia i który realnie wpływa na komfort pracy, nauki czy rozrywki. Za rozsądne pieniądze.

Przez ostatnie lata przez moje ręce przewinęło się kilka różnych laptopów – od lekkiego Chromebooka, przez typowy laptop biznesowy, aż po mobilną stację roboczą. I choć każdy z nich miał swoje mocne strony, z czasem zauważałem jedną prawidłowość. Największą różnicę robiły nie kolejne gigaherce procesora czy kilka dodatkowych klatek na sekundę w benchmarkach. Oczywiście to jest fajne i ważne, ale za każdym razem myślałem o czymś, czego nie mam. O akcesoriach, które sprawiały, że z laptopa po prostu korzystało się wygodniej.

Dlatego zamiast skupiać się na oczywistych dodatkach pokroju zewnętrznego dysku czy pendrive’a, przygotowałem zestawienie pięciu akcesoriów, które moim zdaniem warto kupić w pierwszej kolejności. Kolejność również nie jest przypadkowa – zaczynam od tych, które moim zdaniem są najważniejsze.

Trzy ergonomiczne bezprzewodowe myszy komputerowe na minimalistycznym biurku z niebieską podkładką. Centralna mysz podświetlona, w tle rozmyte elementy biurowe.

1. Dobra myszka. Niewielki wydatek, ogromna różnica

Jestem jednym z tych, którzy uważają, że współczesne touchpady są naprawdę dobre. Powierzchnie z mocnych materiałów, precyzja, obsługa wielu palców czy znakomita responsywność sprawiają, że do codziennego przeglądania internetu albo odpisywania na maile często nie potrzeba niczego więcej. Sęk w tym, że… myszka wszystko ułatwia.

Problem pojawia się wtedy, gdy laptop przestaje służyć wyłącznie do prostych zadań. Wystarczy kilka godzin pracy w Excelu, Lightroomie, Photoshopie czy nawet w zwykłej przeglądarce z kilkunastoma otwartymi kartami, żeby szybko zatęsknić za klasyczną myszką. Ba, jak chcecie poklikać nawet w prostą grę, która wymaga odrobiny zręczności, nie ma szans, żeby zrobić to bez myszki.

To właśnie dlatego uważam ją za najważniejsze akcesorium do laptopa. Kosztuje stosunkowo niewiele, wystarczy dorzucić stówkę, zajmuje mało miejsca, a komfort pracy potrafi wzrosnąć diametralnie. Wiadomo, że nie zawsze jest możliwość na użycie, na przykład w pociągu, gdzie może być mniej przestrzeni niż zwykle. Ale domyślnie – kurczę, to jest must-have!

Dla osób pracujących w podróży…

Jeżeli laptop niemal codziennie ląduje w plecaku, warto postawić na kompaktową mysz bezprzewodową. Powinna być lekka, płaska i dobrze wyprofilowana, aby zmieściła się nawet do niewielkiej kieszeni torby. Warto sprawdzić w sklepie na żywo, jeśli jest taka możliwość. Wyprofilowanie jest bardzo istotne.

Coraz więcej modeli korzysta dziś z Bluetooth, dzięki czemu nie trzeba zajmować portu USB żadnym odbiornikiem. Jeszcze lepszym rozwiązaniem są konstrukcje oferujące dwa sposoby połączenia – Bluetooth oraz łączność 2,4 GHz, to bym polecał. Dzięki temu bez problemu podłączymy mysz zarówno do laptopa, jak i komputera stacjonarnego czy nawet tabletu.

Warto również zwrócić uwagę na czas pracy na baterii. Najlepsze modele potrafią działać nawet kilkanaście miesięcy na jednym komplecie baterii AA lub oferują ładowanie przez USB-C, dzięki czemu wystarczy kilkanaście minut ładowania, by korzystać z nich przez kolejne dni. Osobiście nie jestem wielkim fanem myszek bezprzewodowych, ale zdaję sobie sprawę, że możliwość “obcięcia” kabla spod ręki to dla wielu osób wręcz obowiązek. Pamiętajmy jednak, że za dobrą myszkę tego typu trzeba wydać raczej więcej niż 100 zł.

Dla osób pracujących przy biurku…

Jeżeli laptop przez większość czasu stoi na biurku, zdecydowanie warto zainteresować się… myszkami ergonomicznymi. Tak, tymi myszkami, które jeszcze 10 lat temu mogły być dla kogoś jak wyciągnięte z kosmosu. Ale świat technologii idzie do przodu i stąd takie cacka.

Jeszcze jakiś czas temu, jako fan klasyki, podchodziłem do nich z dużym dystansem. Wyglądały nietypowo i wydawało mi się, że ich popularność to bardziej kwestia marketingu niż realnej wygody. Dopiero gdy mogłem z takiej pokorzystać u znajomego, z konkretnego modelu z wyższej półki, zrozumiałem, skąd bierze się grono ich wiernych użytkowników. 

Naturalniejsze ułożenie dłoni sprawia, że nadgarstek jest mniej obciążony, a ręka nie męczy się tak szybko podczas wielogodzinnej pracy. Mięśnie, zamiast się napinać, częściej odpoczywają. Oczywiście ergonomiczna mysz nie rozwiąże wszystkich problemów wynikających ze złej postawy czy źle ustawionego biurka, ale potrafi znacząco poprawić komfort codziennej pracy. Serio. I wbrew pozorom, nie musi być droga. 

Na co zwrócić uwagę?

Na pewno nie warto sugerować się wyłącznie liczbą DPI. To parametr, który producenci bardzo chętnie eksponują, choć dla większości użytkowników nie ma większego znaczenia. Uwierzcie mi, jeśli nie gracie namiętnie w Counter Strike’a, nie ma czym się przejmować. Znacznie ważniejsza będzie jakość sensora, precyzja działania na różnych powierzchniach oraz oczywiście wygoda chwytu.

Dobrze również sprawdzić liczbę programowalnych przycisków. Dodatkowe klawisze pod kciukiem potrafią znacznie przyspieszyć pracę. Od cofania stron w przeglądarce po przypisywanie własnych skrótów w programach graficznych. A w razie potrzeby, chęci, widzimisię – to może przydać się do gier.

Jeżeli często podróżujecie, zwróćcie też uwagę na wagę urządzenia w kontekście jakości wykonania. Kilkadziesiąt gramów różnicy może nie mieć znaczenia na papierze, ale po kilku miesiącach noszenia laptopa wraz z ładowarką, słuchawkami i innymi akcesoriami zaczyna być odczuwalne. Oczywiście to nie znaczy, że macie dokładać najtańszy plastik do zestawu. Nie, absolutnie nie. To trzeba odpowiednio wyważyć.

2. Słuchawki. Czytaj: kluczowa inwestycja 

Nie wyobrażam sobie nie mieć słuchawek do jakiegokolwiek urządzenia – stacjonarnego czy mobilnego. Kiedyś pewnie dobre słuchawki kojarzyły się głównie z graczami albo osobami słuchającymi muzyki w najwyższej jakości, ale dziś? To jak ruszać na wojnę bez hełmu. Można, ale po co się ograniczać? Dzisiaj słuchawki są jednym z podstawowych narzędzi pracy.

Wideokonferencje, spotkania na Teamsie czy rozmowy przez Zooma stały się codziennością dla ogromnej liczby osób, a mówię tylko o korporacjach i segmencie biznesowym. Co, gdy potrzebujecie muzyki do robienia zadań zdalnych, tak jak ja do pisania tekstu? Trzeba tego wyciszenia, trzeba “czegoś” na uszach. Kolejna sprawa to mikrofony – choć w laptopach są coraz lepsze, dobre słuchawki z mikrofonem wciąż zapewniają zdecydowanie wyższy komfort i lepszą jakość zarówno nam, jak i naszym rozmówcom.

Nie bez znaczenia pozostaje również wspomniana już możliwość odcięcia się od otoczenia. Praca w domu nie zawsze oznacza ciszę, podobnie jak praca w pociągu, samolocie czy kawiarni. Ba, nie zawsze trzeba w nich coś włączać, czasami wystarczy po prostu fakt wyciszenia.

Luksusowe słuchawki z redukcją szumów, czarne z metalicznymi akcentami, unoszące się w minimalistycznej przestrzeni z gradientowym oświetleniem.

Dla osób pracujących zdalnie…

Tutaj zdecydowanie warto postawić na modele wyposażone w aktywną redukcję szumów, czyli ANC. Jeszcze kilka lat temu była to funkcja zarezerwowana dla drogich modeli premium, a dziś znajdziemy ją także w znacznie bardziej przystępnych cenowo konstrukcjach, nawet w słuchawkach dousznych za mniej niż 100 zł (sam mam genialnie za 60). Dobrze działające ANC skutecznie tłumi jednostajne dźwięki – wszelkie szumy, odgłosy aut czy uliczny hałas. Nie sprawi oczywiście, że świat całkowicie zamilknie, ale pozwoli znacznie łatwiej skupić się na pracy. Wiele razy łapałem się na tym, że to naprawdę ważne, kiedy akurat słuchawek do pracy w kawiarni zapomniałem.

Coraz częściej producenci oferują również tryb transparentny, który działa dokładnie odwrotnie. Mikrofony wychwytują dźwięki otoczenia i przekazują je do słuchawek, dzięki czemu nie trzeba ich zdejmować podczas krótkiej rozmowy z domownikami czy współpracownikami. To też fajna opcja. Dla każdego coś dobrego.

Dla osób często podróżujących…

Tutaj ogromne znaczenie ma wygoda. Słuchawki powinny być lekkie, mieć odpowiednio długi czas pracy na baterii i umożliwiać szybkie przełączanie pomiędzy urządzeniami. Klasyka. Nic odkrywczego. Przy czym warto sprawdzić, czy jest funkcja multipoint pozwalająca jednocześnie połączyć słuchawki z laptopem i smartfonem. Słyszałem, że to game-changer, zwłaszcza jeśli nie macie jednego ekosystemu pracy w ramach, powiedzmy, Apple’a.

Na co zwrócić uwagę?

Nie warto kupować słuchawek wyłącznie na podstawie deklarowanego pasma przenoszenia czy wielkości przetworników. Znacznie ważniejsze są: jakość mikrofonów, skuteczność redukcji szumów i wygoda podczas kilku godzin noszenia. Do tej ostatniej kwestii kluczowe są oczywiście recenzje – bez nich trudno stwierdzić po 15 minutach przebywania w sklepie, czy słuchawki będą okej.

Równie istotna jest dzisiaj coraz częściej wprowadzana możliwość wymiany poduszek nauszników. W tańszych modelach ich zużycie często oznacza konieczność wymiany całych słuchawek (chyba każdy to zna), podczas gdy w lepszych konstrukcjach wystarczy dokupić nowe pady za kilkadziesiąt złotych. Przykład? Macie TUTAJ.

Inna sprawa to fakt, że warto dopłacić za lepszy sprzęt, choć nie można dać się oszukać. Różnica pomiędzy słuchawkami za 150 a 500 zł jest zwykle ogromna. Między modelami kosztującymi 800 i 1500 zł staje się już zdecydowanie mniej oczywista dla przeciętnego użytkownika i to musicie zapamiętać. Jeśli więc szukacie uniwersalnych słuchawek do pracy i codziennego użytkowania, średnia półka cenowa będzie najrozsądniejszym wyborem. Owszem, zdarza się, że budżetowy wariant za za mniej niż 100 zł służy godnie przez kilka lat, ale nie liczcie na wiele takich jednorożców.

3. Torba lub sleeve. Niby drobiazg, ale szybko docenicie jego wartość

Mam wrażenie, że to chyba jedno z najbardziej niedocenianych akcesoriów do laptopa. Wiele osób wydaje kilka tysięcy złotych na nowego laptopa, po czym… wrzuca go luzem do plecaka razem z ładowarką, myszką, kluczami czy butelką z wodą. Przyznajcie: kto tak nie robi? Okej, dopóki nic się nie stanie, trudno dostrzec problem. Wystarczy jednak kilka miesięcy takiego użytkowania, by na obudowie pojawiły się pierwsze rysy, a w skrajnych przypadkach także uszkodzenia matrycy.

Nie oznacza to oczywiście, że każdy potrzebuje dużej torby biznesowej. Wszystko zależy od tego, gdzie i jak korzystamy z laptopa. No, ale swego rodzaju etui na tak drogi sprzęt wypadałoby po prostu mieć, żeby w przyszłości nie wbić się w niepotrzebne koszty.

Dla osób, które często pracują poza domem…

Jeżeli regularnie zabieracie komputer do biura, na uczelnię czy do kawiarni, zdecydowanie warto zainwestować w porządny sleeve. To najprostszy sposób na zabezpieczenie laptopa przed zarysowaniami i drobnymi uderzeniami. Dobrze wykonane etui zajmuje niewiele miejsca, dzięki czemu bez problemu zmieścicie je w plecaku czy większej torbie. Jednocześnie chroni komputer przed kontaktem z innymi przedmiotami, które często nosimy ze sobą.

Wbrew pozorom nie chodzi wyłącznie o estetykę. Aluminiowe obudowy nowoczesnych notebooków wyglądają świetnie, ale są stosunkowo podatne na zarysowania. I żeby nie było, że się wymądrzam, to znaczy… sam takiego nie używam, ale mam laptopa typowo “do przetyrania”. Nie jest moim głównym narzędziem pracy, dlatego nie mam etui, ale jak ktoś ma inne podejście, a jest mobilny – to naprawdę ważna rzecz.

Dla osób podróżujących służbowo…

Jeżeli laptop towarzyszy wam praktycznie codziennie, lepszym rozwiązaniem może okazać się dedykowana torba lub plecak. Najważniejszą zaletą jest organizacja przestrzeni. Osobna komora na lapka, specjalna kieszeń na ładowarkę, miejsce na myszkę, słuchawki, dokumenty i powerbank. One sprawiają, że nie trzeba za każdym razem przekopywać całego bagażu w poszukiwaniu konkretnego akcesorium.

Coraz więcej producentów stosuje także dodatkowe usztywnienia dna oraz boków, dzięki czemu sprzęt jest lepiej chroniony podczas transportu. To szczególnie ważne, jeżeli często przemieszczamy się komunikacją miejską albo podróżujecie samolotem. Tutaj powtórzę: sam nie mam, ale z opowieści znajomych, którzy korzystają, jestem zobligowany przekazać same superlatywy.

Tylko nie pomylcie się z rozmiarem. Torba przeznaczona dla 15,6-calowego laptopa niekoniecznie będzie dobrze trzymała 14-calowego ultrabooka. Zbyt duży luz sprawia, że komputer będzie przemieszczał się wewnątrz, a to, jak można się domyśleć, ogranicza skuteczność ochrony. Warto również sprawdzić materiał wykonania – ot, tkaniny z impregnacją lub wodoodporną powłoką potrafią uchronić sprzęt podczas nagłego deszczu. Nie zastąpią oczywiście wodoszczelnego pokrowca, ale często okazują się wystarczające.

Dlatego też unikajcie najtańszych pokrowców wykonanych z cienkiej pianki. Owszem, zabezpieczą laptop przed zarysowaniami, ale podczas mocniejszego uderzenia możecie mieć w środku niemiłą niespodziankę. Jak z pudełkiem jajek. Tak, to byłyby dopiero jaja, gdyby drogi laptop wam się wykruszył w nowym tanim plecaku.

4. Stacja dokująca. Nie mylić z kosmiczną

Wiem, co powiecie. Stacje dokujące tylko do najdroższych kompów, do wielkich molochów, typowych stacji roboczych? A skąd! Owszem, to skojarzenie głównie z drogimi laptopami biznesowymi nadal istnieje, ale sytuacja na rynku wygląda już trochę inaczej. Warto wspomnieć, że coraz więcej notebooków korzysta z portów USB-C lub Thunderbolt, które pozwalają przesyłać obraz, dane i zasilanie jednym przewodem.

Nowoczesny laptop podłączony do stacji dokującej na minimalistycznym biurku z monitorem, klawiaturą mechaniczną, myszą i dyskiem zewnętrznym.

To brzmi niepozornie, ale w praktyce potrafi całkowicie zmienić sposób korzystania z laptopa, jeśli akurat dane zajęcie tego wymaga. Wyobraźcie sobie, że wracacie do domu, kładziecie laptopa na biurku, podłączacie jeden kabel i po kilku sekundach macie dostęp do monitora, klawiatury, myszy, internetu przewodowego, zewnętrznych dysków i jednocześnie ładujecie komputer. Wszystko ze wszystkim, balans i harmonia, Ying-Yang. A tak serio – to właśnie największa zaleta stacji dokujących. Komfort.

Dla osób pracujących hybrydowo…

Jeżeli codziennie przenosicie laptop między domem a biurem, mam podejrzenie graniczące z pewnością, że stacja dokująca szybko stanie się jednym z waszych ulubionych akcesoriów. Zamiast codziennie podłączać pięć lub sześć przewodów, wystarczy jeden. Nie tylko oszczędza to czas, ale również ogranicza zużycie portów w laptopie. To rozwiązanie szczególnie docenią osoby korzystające z cienkich ultrabooków, które często oferują zaledwie dwa lub trzy porty USB-C.

Dla osób korzystających z wielu urządzeń…

Stacja dokująca przyda się również wtedy, gdy na biurku stoi więcej sprzętu. Drugi monitor, zewnętrzny dysk SSD, przewodowy internet, czytnik kart pamięci, kamera internetowa, mikrofon USB – wszystko to można podłączyć do jednego urządzenia, pozostawiając laptop praktycznie wolny od kabli. Brzmi jak dobry deal? Ba, dla mnie idealny. Gdybym nie miał komputera stacjonarnego, nawet bym się nie zastanawiałem nad dokupieniem takiego cacka do laptopa.

Oczywiście trzeba tutaj uważać, żeby nie nabawić się niepotrzebnych nerwów. Najważniejsza jest bowiem zgodność z laptopem. Nie każdy port USB-C oferuje takie same możliwości, to znaczy: część obsługuje jedynie transfer danych, inne pozwalają również przesyłać obraz, a jeszcze inne wspierają standard Thunderbolt lub USB4, oferując znacznie większą przepustowość. Przed zakupem warto też sprawdzić, czy notebook obsługuje takie opcje jak DisplayPort Alt Mode oraz Power Delivery. Bez tego możliwości stacji dokującej mogą być mocno ograniczone.

Hama_stacja_dokująca_7w1_3

No i też ważna sprawa – warto zwrócić uwagę na moc ładowania. Jeżeli laptop wymaga zasilacza o mocy 90 lub 100 W, stacja dokująca powinna oferować podobne parametry. W przeciwnym razie komputer będzie ładował się wolniej lub nie będzie ładował się wcale podczas dużego obciążenia. Wiem, nie brzmi to wszystko jak dokupienie myszki, które przedstawia się najprościej, ale za większy komfort czasami trzeba zapłacić czasem na większy research.

5. Dodatkowy monitor – doceniłem, jak spróbowałem

Na koniec zostawiłem akcesorium, które dla wielu osób może okazać się, no właśnie, albo najbardziej przełomowe, albo najmniej potrzebne. Słowem: może bardziej dzielić niż łączyć. W każdym razie, nowoczesne laptopy oferują dziś świetne ekrany, ale nawet najlepszy 14- czy 15-calowy wyświetlacz ma przecież swoje ograniczenia. Kiedy jednocześnie pracujemy na kilku aplikacjach, arkuszach kalkulacyjnych, przeglądarce, komunikatorze, piszemy i oglądamy, montujemy albo po prostu robimy coś wymagającego większej przestrzeni na ekranie – kurczę, często bywa tak, że zaczynamy się dusić.

Dodatkowy monitor rozwiązuje ten problem praktycznie natychmiast. Zresztą miałem taki w posiadaniu kilka miesięcy temu, akurat do testów, no i chwalę takie rozwiązanie. Wszystko opisałem w recenzji: Mobilny bajer dla każdego? Przed wami Lenovo ThinkVision M15

Dla osób pracujących przy biurku…

Jeżeli większość dnia spędzacie przy jednym stanowisku, warto rozważyć ten dodatkowy monitor. Najlepiej, hmm, o przekątnej 27 cali i rozdzielczości QHD. To obecnie jeden z najbardziej uniwersalnych wyborów, który oferuje znacznie więcej przestrzeni roboczej i jest fajniejszy niż klasyczne Full HD, a jednocześnie nie stawia tak dużych wymagań sprzętowych jak monitory 4K.

W przypadku pracy z grafiką czy montażem wideo warto zwrócić uwagę na pokrycie przestrzeni barw sRGB lub DCI-P3 oraz możliwość sprzętowej kalibracji kolorów. Dla większości użytkowników biurowych dużo większe znaczenie będzie jednak miała ergonomia, czyli regulacja wysokości czy możliwość obrotu ekranu.

Dla osób pracujących w podróży…

Tutaj wiele się nie zmienia, choć trzeba wspomnieć, że coraz częściej takie monitory trafiają do osób, które regularnie pracują poza biurem. Sam początkowo podchodziłem do nich z rezerwą. Po kilku dniach testów szybko okazało się jednak, że możliwość rozłożenia dwóch ekranów w hotelu czy domu potrafi znacząco przyspieszyć pracę. Ba, dawało też możliwość bardziej wygodnego oglądania filmów.

Co ważne, większość takich monitorów waży mniej niż kilogram, jest zasilana przez USB-C i mieści się w tej samej torbie co laptop. To sprawia, że nawet mobilne stanowisko pracy może przypominać to, z którego korzystamy w domu. Oczywiście nie każdy potrzebuje takiego rozwiązania i zaliczyłbym je do mniej potrzebnych wśród przeciętnych użytkowników. Ale są też grupy osób, dla których przenośny monitor może okazać się jednym z najbardziej praktycznych zakupów. Taki paradoks tego sprzętu.

Klasycznie, żeby nie kupić byle czego i się nie zrazić, trzeba sprawdzić rodzaj zastosowanej matrycy. Obecnie najlepszym wyborem dla większości użytkowników pozostają panele IPS. Oferują dobre kąty widzenia, naturalne kolory i sprawdzają się do wszystkiego. Coraz popularniejsze stają się również monitory OLED, które zachwycają kontrastem i głęboką czernią.

Podsumowanie. Bierzcie wszystko!

Nie, no, tak naprawdę nie musicie. Ale kilka z tych rzeczy powinno znaleźć się w waszym repertuarze obowiązkowo. Jeśli nie wszystkie, to chociaż trzy z wymienionych. Jasne, ktoś powie, że nowe laptopy stają się coraz wydajniejsze i bardziej wszechstronne, ale ja powiem: sorry, nadal pozostają urządzeniami, które najlepiej pokazują swój potencjał dopiero w połączeniu z odpowiednio dobranymi akcesoriami.

Srebrny laptop na białym minimalistycznym biurku z akcesoriami: bezprzewodową myszką, słuchawkami, dyskiem SSD, hubem USB i podstawką w nowoczesnej aranżacji.

Bo dobra myszka poprawia komfort pracy bardziej, niż mogłoby się wydawać (ja jej brak akceptuję bardzo rzadko). Słuchawki zaś pomagają skupić się na obowiązkach i mogą dać element relaksu, a torba lub specjalne etui dobrze chronią sprzęt, który często kosztuje kilka, a nawet kilkanaście tysięcy złotych. No i stacja dokująca zamieniający laptop w pełnoprawny komputer stacjonarny czy dodatkowy monitor znacząco zwiększający przestrzeń roboczą i produktywność. To wszystko chyba nie brzmi jak naciąganie, jak farmazon, jak wymysł producentów, który ma wydrenować wasz portfel, prawda?

I żeby było jasne: nie trzeba kupować wszystkiego od razu. Jeśli jednak planujecie stopniowo rozbudowywać swoje stanowisko pracy, róbcie to. Powoli, ale róbcie. Ja uważam, że właśnie od tych pięciu akcesoriów warto zacząć, bo to inwestycje, których efekty odczujecie od razu. Może nie będą one sensacją w tabelkach ze specyfikacją, ale mają potencjał, żeby rozwiązać różne problemy. A jak życie nam dobrze pokazuje, jeśli za coś zapłacić, to właśnie za usuwanie dylematów. Bo to nie gogle VR czy kontrolery Motion do konsoli, które są czystym widzimisię. Pamiętajmy o tym.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *