Torby na laptopa to żaden nowy wynalazek, na rynku jest takowych od zatrzęsienia. Każdy, niezależnie od tego, jaki styl jest mu bliski na co dzień, znajdzie coś dla siebie bez większego problemu. Grunt, żeby plecak, torba czy inny „sleeve” był wygodny i praktyczny dla posiadacza i przede wszystkim zapewniał bezpieczeństwo przenoszonemu sprzętowi – niezależnie, czy to laptop, przenośny monitor, tablet, smartfon czy czytnik e-booków.
Swoim pomysłem na wygodne pakowanie się do pracy podzieliła się ze mną firma Dicota, przysyłając do sprawdzenia czterech członków rodziny akcesoriów Dicota FIVE. W kartonie z przesyłką znalazłem plecak, sleeve w wersji podstawowej oraz w postaci bardziej rozbudowanej torby, a także klasyczną torbę na ramię o „muszelkowej” budowie.
Patrząc na to, jak akcesoria z rodziny FIVE się prezentują od razu można przypuszczać, że raczej stawia się tu na elegancję. Jeszcze nie „wieczorową”, ale do marynarki i dżinsów albo casualowej sukienki raczej nie będzie wstydu takiej torby dobrać. Chyba. Nie jestem arbitrem elegancji.
Mało tego, Dicota jest tak pewna jakości swoich produktów, że nawet na „rękaw” na laptopa daje nieograniczoną czasowo gwarancję. To znaczy, przepisy UE wymagają, aby jednak była w jakiś sposób ograniczona, ale wciąż mówimy o… 30 latach.
To może zamiast doradztwem modowym zajmę się tym, na czym jakoś tam się znam i jestem w stanie rzetelnie zweryfikować – jak tego się używa i jak to się nosi? Dodatkowo chociaż w teorii pozwolę sobie oszacować, czy przesłane produkty naprawdę budzą aż tak wielkie zaufanie, aby objąć je 30-letnią gwarancją.
Testowany zestaw
Zanim przejdę do korzystania z akcesoriów Dicoty, to najpierw warto zobaczyć, co też szwajcarska firma nam tu obiecuje. I tu na start ciekawostka, bo prócz zapewnień, że są to produkty wygodne i funkcjonalne, to sporo uwagi poświęca się także kwestii… ekologii.
W przypadku plecaka FIVE firma chwali się, że do jego wyprodukowania zużyto równowartość 32 plastikowych butelek, a jedna torba na ramię typu clamshell to 19,5 butelek PET. Przy tworzeniu obu „rękawów” na laptopa także wykorzystano zarówno poliester z recyklingu (równowartość 5 wyrzuconych butelek PET), jak i dzianinę typu jersey pochodzącą z przetworzonych odpadów. To chyba dobrze, co nie?
Zanim pozwolę sobie rozbić całą rodzinkę na poszczególnych członków, to zwróciłem też uwagę, że wszystkie cztery torby są ze sobą zgodne pod kątem stylistyki. Czarne wykończenie zewnętrznych części serii FIVE nie wygląda na przypadek. Po pierwsze – to bodaj najbezpieczniejszy pod kątem szeroko rozumianej elegancji kolor. Po drugie – jest bardzo uniwersalny. A po trzecie – dużo bardziej praktyczny niż jakiekolwiek jasne odcienie. Te jednak znajdą się w środku – szarość i beż. Schludnie i w żaden sposób nie gryzą się z pozostałymi detalami toreb.
Skoro Dicota w przypadku serii FIVE stawia na wszechstronność i jednocześnie chciała zachować sporo tego eleganckiego sznytu, to projektanci siłą rzeczy nie mogli szaleć z fikuśnymi detalami. Metalowe logosy producenta, zamki, skórka przy zamkach „sleevów” oraz gumowata w dotyku materiał na wierzchu wystarczą.
Pora przyjrzeć się z bliska, co każda z toreb oferuje.
Sleeve FIVE 14
To podstawowa forma zabezpieczenia laptopa, w tym przypadku z ekranem o przekątnej 14 cali. W sprzedaży jest też wariant dla mniejszego, 13-calowego ultrabooka.
Nie ma sensu budować tu narracji o niesamowitej protekcji przenoszonego w FIVE 14 sprzętu, bo chociaż materiałowy „rękaw” jest dość gruby dzięki neoprenowej piance, to jednak zapewnia podstawową ochronę. Raczej przed zarysowaniami aniżeli realną ochroną przed upadkiem z biurka albo przy wyślizgnięciu się „rękawa” z komputerem spod pachy albo z dłoni.




Jednocześnie to najmniej „zaawansowana” z wypożyczonych mi toreb. Zawiera wyłącznie kieszeń na laptopa wyściełaną bardzo przyjemnym, miękkim materiałem i zamykaną na podwójny zamek. Wewnątrz nie ma żadnej dodatkowej kieszonki, chociażby na smartfona albo inne drobiazgi. Nie jest to też żadną większą niespodzianką. Wszelkiej maści „rękawy” tak już mają.
Dicota jednak pomyślała o dużej kiszeni na zewnątrz. Na dokumenty, notatnik, kalendarz albo cokolwiek innego, co przejdzie przez 20-centymetrową szparę i nie zagrozi w żaden sposób przenoszonemu w głównej kieszeni notebookowi. No właśnie – 20 centymetrów to jednak mniej niż szerokość kartki A4 i włożenie np. teczki w takim formacie bywa kłopotliwe…
OFERTA
Jakość wykonania
Co do wykonania nie mogę mieć żadnych zastrzeżeń. Egzemplarz testowy jest wolny od jakichkolwiek niedoskonałości, obszycia są staranne, „skórki” przy zamkach estetycznie docięte i zszyte. Wnętrza kieszeni także nie dają powodów do szukania dziury w całym.
Jedyne nad czym się zastanawiam, to czy główny materiał nie jest nieco zbyt śliski. Albo inaczej – w mojej opinii mógłby być nieco bardziej szorstki. Nie jest jednak tak, że przy przenoszeniu laptopa czy trzymania go pod pachą nie można mu ufać. Ale niech to będzie ograniczone zaufanie.
Sleeve Plus FIVE 14
Jeżeli jednak wolicie trzymać laptopa w dłoniach, a nie pod pachą, to jest i taka opcja. Wersja Sleeve Plus FIVE 14 wykonana została z tego samego materiału, co Sleeve FIVE 14. W związku z tym jest to rzecz miękka, wyściełana w środku przyjemnym „futerkiem”. Raczej nie ochroni sprzętu przed upadkami, ale przed zarysowaniem już tak.
Tym razem jednak „rękaw” pozwala się trzymać jak mają walizeczkę, a obie kieszenie zostały ulokowane na dłuższych krawędziach. Wykończenie w postaci gumowatego materiału także zostało przeniesione w okolice zamków, więc wszystko jest tu spójne. Fajnie, że producent pomyślał także o specjalnym wyprofilowaniu uchwytów torby, co poprawia chwyt. Mała rzecz, ale pokazuje dbałość o detale nie tylko wizualne.
Zwróciłem uwagę jednak, że zarówno w przypadku Sleeve FIVE 14, jak i wersji z Plusem, w torbie nie zostaje zbyt wiele miejsca na zasilacz. Zmieści się, ale jego obecność jednak wypcha nam torbę. W przypadku Plusa – problem raczej nie będzie inny niż kwestie estetyczne. Jednak ergonomią trzymanego w dłoni albo pod pachą Sleeve’a może zostać nadszarpnięta.





Jakość wykonania
Obejrzawszy „rękaw” z każdej możliwej strony i pod każdym możliwym kątem stwierdzam, że nie ma się tutaj do czego przyczepić. Podobnie, jak w przypadku podstawowego modelu, także tu obszycia i wykończenia prezentują się poprawnie i estetycznie. Nie znalazłem nawet żadnej odstającej nitki.
Oczywiście krótkie testy nie będą w stanie odpowiedzieć na jedno z bardziej istotnych pytań: jak wypada wytrzymałość? Materiał jest miękki, a kilkukrotne przejechanie po nim metalowym kluczem, długopisem, a nawet zebranym z ulicy kamykiem nie zrobiły na nim żadnego wrażenia. Ba, nawet nie pozostawiły śladu. A to dobry prognostyk.




OFERTA
Multi FIVE 14-16
Tak naprawdę właściwa protekcja przy transportowaniu laptopa zaczyna się tutaj. Multi FIVE dzięki swoim rozmiarom, formie „clamshell” oraz rozmieszczeniu kieszeni i pasków pozwala jednak nie tylko na bezpieczne przenoszenie 14- i 16-calowego notebooka, ale wewnętrzna, wzmocniona cienką pianką kieszeń będzie w stanie pomieścić nawet spory, bo 13-calowy tablet albo inne elektryczne szkiełko. Albo dokumenty – cokolwiek. Wiecie, jak się korzysta z kieszeni, co nie? Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że 14-calowy laptop może mieć w Multi nieco za dużo luzu i trzeba go mocno spiąć paskiem dla jego bezpieczeństwa.
Torba ma usztywniają konstrukcją, a jej boki i jednocześnie główną komorę dodatkowo zabezpiecza wypełnienie pianką HDF, więc już samo to sugeruje, że przenoszony w niej sprzęt będzie odpowiednio zabezpieczony.




Kieszenie, przegródki i takie tam
Drobiazgi w postaci myszki, smartfona, kluczy, lokalizatora (trackera), długopisów, podręcznych notatników oraz innych gadżetów, pomieszczą się w zewnętrznej kieszeni. Otwierana jest do ok. połowy wysokości, ale to wystarcza, aby dało się z niej wygodnie wyciągać i wkładać potrzebne nam w pracy akcesoria.
Fajnie, że pomyślano także o dodatkowej zapinanej na zamek kieszeni RFID Block, uniemożliwiającej uszkodzenie albo zhakowanie kart uwierzytelniających, kart płatniczych, kredytowych oraz wszelkich innych urządzeń, które w niektórych warunkach warto trzymać w zamkniętej „klatce Faradaya”. Proste rozwiązania bywają najskuteczniejsze.






U dołu znajduje się jeszcze jedna kieszeń zamykana na zamek – podłużna, otwierana na niemal całą szerokość. Idealna, żeby zmieścił się w niej np. zasilacz. Torba posiada jeszcze jedną płaską kieszeń – z tyłu. Zaraz pod paskiem pozwalającym przymocować torbę do uchwytu dla walizki podróżnej. Z tym, że tam już zabrakło zamka błyskawicznego. Jest tylko niewielki rzep.
Bo bokach torby znalazły się także dość solidne, metalowe „oczka” dla paska, który znajduje się w zestawie. Karabińczyki paska, które zostaną w nie wpięte nie odstają od nich jakością. Żadne mocne szarpnięcie nie sprawiało, że coś się odpinało albo chociaż luzowało. To dobrze. Pleciony pasek także jest dość gruby (ale wciąż oczekiwanie elastyczny), więc szybkie przecięcie go przez jakiegoś łotra, np. w transporcie publicznym, również nie powinno się przytrafić.
OFERTA
Backpack FIVE 14-16
Na koniec największy, najbardziej pojemny i najbardziej sprzyjający podróżom komunikacją miejską, pociągami albo samolotami przedstawiciel serii, a więc plecak. Podobnie, jak w przypadku torby na ramię Multi FIVE 14-16, także plecak wykonano z mocnego splotu włókien ze zrecyklingowanego poliestru (900D).
Sam plecak waży 1 kg, więc potwierdza to poniekąd solidność splotu. Jest też dość gruby, bo sam w sobie na 20 cm, co można traktować zarówno jako zaletę, jak i wadę. Z jednej strony – wiadomo – dużo w niego wejdzie i nie trzeba będzie się martwić, że wszystko będzie upchane ciasno.






Ale z drugiej strony lubię, kiedy plecak ma tę opcję ściśnięcia dodatkowym zamkiem albo paskami, kiedy mamy w nim tylko kilka małych klamotów. W przypadku Backpack FIVE tego nie ma, więc nawet przenosząc w plecaku 14-calowego ultrabooka, przenośną myszkę, dajmy na to, teczkę z dokumentami i długopis, plecak wciąż będzie prezentował się na plecach, jak mały kuferek. Zawsze będzie wyglądał na „wypchany”.
Kieszenie, przegródki i inne takie
Przetestowany plecak posiada dwie główne, duże kieszenie, z czego ta przy samych plecach zachęca do przenoszenia 16-calowych maszyn. Fajnie, że na spodzie znalazły się dodatkowe wkładki stabilizujące laptopa wewnątrz, ale nie wiem kto wpadł na pomysł, aby postawić na niebieski kolor, niepasujący do niczego. Wiem, detal i czepialstwo, ale otwarłszy plecak i widząc to, miałem wrażenie, jakby ktoś przełożył je z innego plecaka. Plus natomiast za to, że są „wklejane” do wnętrza na rzep.
Do drugiej głównej kieszeni także da się włożyć większego laptopa niż 14-calowy, a dodatkowe kieszonki wewnątrz pozwolą też bezpiecznie transportować nawet większy tablet, teczki, notesy skoroszyty i inne przydatne w pracy rzeczy. W tej przestrzeni znajduje się jeszcze siateczkowa kieszonka zapinana na zamek. Idealna na drobiazgi.
Z początku miałem wątpliwości, czy częściowo otwierane kieszenie główną to dobry pomysł, ale w trakcie pakowania i rozpakowywania plecaka nie miałem w zasadzie żadnych problemów z dostępem do wnętrza i przechowywanych w nim przedmiotów. Czepiałbym się więc na siłę.







Niestety, gorzej pod tym względem wypada kieszeń numer trzy – z przybornikiem na smartfona, powerbank, wszelkiej maści pisadełka, tracker, klucze i inne mniej lub bardziej pożyteczne drobiazgi. Wygodniej by się z niej korzystało, gdyby zamek z lewej strony zjeżdżał w dół o dodatkowe kilka centymetrów. Do poziomu środkowej kieszeni.
Na lewym boku umieszczono kolejną krawędź na kieszeń: na parasol, butelkę z wodę czy termos. Ta akurat otwiera się do samego dołu i jest dość spora, ale raczej dla butelek/bidonów mniejszych niż 750 ml. Mój bidon o takiej pojemności jest idealny na wysokość, ale nieco zbyt pękaty, co sprawia, że kieszeń trudno zamknąć.
Mało przestrzeni? No to mamy jeszcze dwie kieszenie – uniwersalną na przedniej ściance plecaka, oraz jeszcze jedną zamykaną na zamek na plecach. W sumie niegłupia „skrytka”, ale raczej dla płaskich przedmiotów.
Komfort noszenia
Komfort noszenia plecaka jest zdecydowanie bardziej istotny niż w przypadku torby czy rękawów. No i tutaj trzeba uczciwie przyznać, że Dicota starała się sięgać po sprawdzone patenty… z plecaków taktycznych albo turystycznych. Mam tu na myśli wyłożenie „plecków” miękkimi gąbkami mającymi poprawić komfort noszenia, a jednocześnie rozlokowanymi w taki sposób, aby poprawić przepływ powietrza między plecami a plecakiem. Tyle tylko, że gąbki są grube, przerwy pomiędzy nimi niezbyt głębokie, więc plecy i tak trochę będą się pocić. I to nie jest wina tego konkretnego plecaka – a raczej plecaków w ogóle.
Z początku bałem się, że szelki mogą być zbyt cienkie, a przez to mogą lekko uciskać ramiona. Okazało się, że martwiłem się niepotrzebnie. Obciążając plecak 5 kilogramami i nosząc go także na samym t-shircie, a nie bluzie czy kurtce, okazało się, że wszystko jest ok. Nawet po dłuższym czasie nic nie uwierało ani nie drapało. Z początku zastanawiałem się, czy nie przydałby się tu jeszcze pasek piersiowy, ale także pod tym kątem moje szukanie dziury w całym nie przyniosło rezultatu innego, niż stwierdzenie, że „nie, tak jest w porządku!”.
Jakość wykonania
Plecak Dicota FIVE był jedyną torbą od tego producenta, gdzie dostrzegłem aż trzy(!) niteczki odstające od szwów. SKANDAL!
Żart – co prawda niewielkie nitki faktycznie rzuciły mi się w oczy, ale całościowo, podobnie, jak w przypadku pozostałych toreb i „rękawów”, także do wykonania plecaka nie mogę mieć zastrzeżeń. Przemyślane, dobrze wykonane przegrody i kieszonki, równo docięte materiały, proste i dokładne szwy, estetycznie wszyte liczne zamki – wszystko jest na swoim miejscu.
Wytrzymałość
Skoro już miałem okazję sprawdzić serię Dicota FIVE, to aż prosiło się, żeby akcesoriów trochę poużywać w odpowiedni dla nich sposób. I trochę nieodpowiedni też, bo dlaczego nie miałbym okazjonalnie rzucić plecaka albo torby na beton albo asfalt? Albo otrzeć się plecakiem o jakieś twarde powierzchnie? Kto musiał przepychać się w tłumie przez przedziały pociągu, dworce i tramwaje ten wie, co czym piszę.
No i okazało się, że Dicota faktycznie daje argumenty, aby ufać, że przez lata ich produktom z linii FIVE nie powinna stać się krzywda. Oprócz tego, że torba czy plecak w niektórych momentach nieco się upaćkały albo okurzyły, to wyszły z moim testów bez szwanku. Przetarć ani tym bardziej większych skaz się stwierdziłem. To się chwali.
OFERTA
Podsumowanie
Plecak, sleeve i torba na ramię to, jak to określa sam producent: „towarzysze podróży”. Trudno się nie zgodzić. Ja z kolei dodam, że chociaż przedmioty te faktycznie towarzyszą różnego rodzaju profesjom w codziennych dojazdach do pracy i spotkaniach z klientami, to jednak ważniejsza od funkcji „towarzyszącej” wydaje się wizytówkowa oraz zabezpieczająca przenoszone urządzenia.
Czas spędzony z produktami z serii Dicota FIVE pokazał mi, że każdy ze sprawdzonych przeze mnie produktów obie funkcje realizował najlepiej jak umiał. No dobra, w zasadzie w taki, do jakiego został stworzony – nie oczekiwałem nic więcej i nie będę zakłamywał, że działa się tutaj jakakolwiek magia. A i tak mimo to w paru miejscach mnie pozytywnie zaskoczyły: „rękawy” swoją wytrzymałością na obtarcia oraz miękkością wewnętrznego „futerka”. Torba swoją wszechstronnością, bo pod kątem funkcjonalności niemal przypomina pełnoprawną walizkę, tyle że jest bardziej poręczna i lżejsza.
Za uniwersalność na pochwałę zasługuje także plecak, ale tu już trzeba mieć na uwadze, że to raczej sprzęt do pracy i na miasto, a nie na biwak albo 30-kilometrową wycieczkę pieszą w góry. Nie jest to zresztą nic odkrywczego bo Dicota dość jasno profiluje serię FIVE. Nie sposób też nie wspomnieć o 30-letniej gwarancji. Mam nadzieję, że nikt nie będzie musiał sprawdzać jej działania w praktyce.
Partnerem portalu jest sklep notebooki.pl, w którym możecie zakupić torby i plecaki z serii Dicota FIVE. Akcesoria do testów dostarczyła firma Dicota. Opinie wyrażone w recenzji należą w 100% do autora i żadne osoby trzecie nie ingerowały w jej treść.








Dodaj komentarz