Ekran to jeden z najważniejszych elementów każdego laptopa, smartfona, tabletu oraz telewizora. Z tym się raczej nie dyskutuje. Mało tego – często słyszy się, że „nie warto oszczędzać na ekranie” – i z tym już nie do końca się zgodzę, szczególnie kiedy mowa o laptopach biznesowych. Bo jednak laptopy konsumenckie oraz gamingowe (tak, wiem, że gaming należy do „konsumerów”, ale celowo podkreślam ich obecność w tym tekście ze względu na ich specyfikę i przeznaczenie) to nieco inna bajka, bo i potrzeby ich użytkowników mogą być zgoła odmienne.
Żeby jednak swoje twierdzenie uzasadnić, to wypadałoby przyjrzeć się najpierw temu, co w ogóle producenci laptopów nam oferują oraz jakie składają obietnice. Jakie wyświetlacze obecnie są warte uwagi, a co lepiej odpuścić. Do czego i kiedy warto dopłacić, a kiedy mimo wszystko sensowniej jest zdecydować się na tańszy wariant?
Tak wiele pytań, więc czas na odpowiedzi!
IPS, OLED i co jeszcze?
Zanim zaczniemy – czy wiecie, co oznaczają te skróty? To nic innego jak najpopularniejsze obecnie rodzaje ekranów w notebookach. Każdy z nich ma swoje mocne i słabe strony, ale jak pewnie się domyślacie – nie bez powodu dominują one dzisiaj na rynku. Kiedyś bardzo popularne były jeszcze panele TN, szczególnie w niżej wycenianych notebookach oraz… laptopach dla graczy – w tym przypadku decydował ich szybki czas reakcji. Dlaczego tak zwane TN-ki odeszły do lamusa?
IPS (In-Plane Switching)
Odpowiedź jest prosta – IPS-y (u Samsunga możecie się spotkać z marketingową nazwą PLS, ale wciąż mowa o tym samym rodzaju ekranu) wyeliminowały bolączki ekranów TN, a następnie szybko zaczęły zdobywać popularność i je wypierać z rynku. Najpierw w laptopach z górnej półki, ale z czasem zaczęły się upowszechniać, tanieć i wreszcie stały się standardem.
IPS-y charakteryzują się bardzo szerokimi kątami widzenia, czyli czymś, co stanowiło największą wadę ekranów TN. Dzięki temu ekran wciąż jest czytelny, kiedy patrzy się na niego z boku, od dołu czy z góry. Dodatkowo IPS-y mogą pochwalić się głębszą czernią, wyższym kontrastem oraz możliwością bardzo dokładnego odwzorowania kolorów.
Żeby była pełna jasność: istnieją fenomenalne ekrany IPS, będące w stanie odwzorować 100% palety kolorów DCI-P3 (skala kolorów wykorzystywana przez profesjonalnych grafików), z bardzo głęboką czernią i wysokim kontrastem. Ale nigdy nie będą w stanie oferować idealnej czerni. Powód jest prosty – IPS-y to panele LCD (ciekłokrystaliczne) wymagające podświetlenia LED. A skoro muszą być podświetlane, to część światła zawsze „przebije się” przez pozostałe warstwy ekranu i sprawi, że czerń będzie mniej lub bardziej szara.
Pewnym wyjątkiem są wyświetlacze z podświetleniem strefowym, czyli aktywowanym w miejscu, gdzie w danym momencie na ekranie jest wyświetlany obiekt. Ale wciąż podświetlenie (mimo że w najdroższych ekranach tego typu jest bardzo precyzyjne i złożone z setek mini-LED-ów) jest tu obecne.
Czy to wszystko oznacza, że każdy IPS może uchodzić za ekran z najwyższej półki? Otóż nie! Każdemu według potrzeb! Dlatego w laptopach biurowych i tańszych biznesówkach oraz laptopach konsumenckich znajdziecie ekrany o ok. 60% odwzorowaniu palety sRGB, przeciętnym kontraście oraz czerni, a także standardowym odświeżaniu wynoszącym 60 Hz. I uwierzcie mi – do pracy z przeglądarką internetową, pisania tekstów, odpisywania na maile i robienia zakupów – wystarczy z nawiązką.
| Zalety | Wady |
|---|---|
| + przyzwoity kontrast i czerń | – wolniejszy czas reakcji niż w matrycach TN i OLED |
| + wysokie wartości odświeżania, szczególnie w laptopach dla graczy | – najwyższej klasy IPS-y bywają drogie |
| + szerokie kąty widzenia | – brak idealnej czerni |
| + najczęściej matowe | |
| + masa dostępnych wariantów | |
| + dostępne także jako ekran dotykowy | |
| + podstawowe wersje są tanie |
OLED-y, czyli idealna czerń i fenomenalny kontrast
W ostatnich latach ekrany OLED coraz odważniej wychodziły z telewizorów i smartfonów, z powodzeniem odnajdując się w sprzęcie komputerowym. Początkowo dostępne były wyłącznie w laptopach z segmentu premium, ale w kolejnych latach nieco się upowszechniły i zaczęły trafiać także do niżej wycenianych konfiguracji.
Ekran OLED to inna technologia niż wspominane wcześniej TN-ki i IPS-y. Ponownie, nie chcąc zanudzać szczegółami i technikaliami – nie potrzebują one dodatkowego podświetlenia, żeby, nomen omen, świecić i obraz był widoczny. OLED to ekrany złożone z organicznych diod elektroluminescencyjnych (organic light-emitting diode), które same emitują światło. W efekcie – są w stanie oferować nieskończony, idealny kontrast oraz prawdziwą czerń.
W klasycznych OLED-ach montowanych w laptopach, każdy piksel składa się z trzech kolorów: czerwonego, zielonego i niebieskiego, a panele nie posiadają żadnych filtrów polaryzacyjnych. Dzięki temu są w stanie reprodukować jeszcze szersze gamuty barwowe niż ekrany ciekłokrystaliczne. Nie bez znaczenia podkreślam, że chodzi o OLED-y z laptopów – technologie i warianty OLED-ów, które można spotkać np. w smartfonach czy telewizorach prezentują się nieco inaczej, a producenci mają swoje „sztuczki”, aby oferować obraz lepszy niż konkurencja.
Mało zalet? Ekrany OLED mogą pochwalić się dużo szybszym czasem reakcji (więc obraz jest pozbawiony jakichkolwiek smug), prawdziwym efektem HDR (o tym nieco później), wysokimi wartościami odświeżania oraz opcjonalną obsługą dotyku. A elastyczne ekrany? To także OLED-y!
Ale są też wady – największą jest podatność na „wypalanie się” poszczególnych pikseli, przy czym niebieski kolor wypala się najszybciej. Na czym polega to zjawisko? Po dłuższym czasie na ekranie może pojawić się powidok najczęściej wyświetlanego przez ekran elementu. W przypadku TV może to być logo ulubionej stacji, a w przypadku laptopów np. pasek zadań systemu Windows albo ikony. Pamiętajcie jednak, że mowa o co najmniej kilkunastu tysiącach godzin ekspozycji.
Na szczęście nowe OLED-y radzą sobie z tym coraz lepiej, a producenci laptopów starają się zabezpieczać ekrany przed wypalaniem także najprostszymi środkami: technologią przesuwania pikseli czy preinstalowanymi… wygaszaczami ekranu. Proste i skuteczne!
| Zalety | Wady |
|---|---|
| + doskonała czerń i głęboki kontrast | – często błyszcząca powierzchnia |
| + świetne odwzorowanie kolorów, w tym profesjonalnych gamutów (DCI-P3, AdobeRGB) | – zazwyczaj droższe niż IPS-y |
| + opcjonalna obsługa dotyku | – mniej żywotne niż LCD |
| + bardzo szybki czas reakcji | |
| + elastyczne ekrany to głównie OLED-y | |
| + bardziej energooszczędne niż LCD w przypadku wyświetlania ciemnych treści (brak podświetlenia!) | |
| + oferują prawdziwy HDR (szczególnie te najjaśniejsze) | |
| + cieńsza konstrukcja niż w panelach LCD |
Coś jeszcze?
Na ten moment IPS-y oraz wyświetlacze OLED zajęły zdecydowaną większość rynku laptopów, przy czym In-Plane Switching to absolutny dominator i pojawia się w praktycznie każdym segmencie: od konsumenckich laptopów z niskiej półki, przez średniopółkowe „konsumery”, gamingówki i laptopy biznesowe, aż do półki premium i stacji roboczych. Szacuje się, że wciąż 90% rynku laptopów bazuje na ekranach LCD, w tym w przeważającej większości – IPS-ach.
Panele OLED natomiast to obecnie najszybciej rosnąca technologia. Znaleźć ją można już w średniopółkowych laptopach, a w strefie premium powoli jest tą pożądaną. Mało tego, producenci ekranów OLED coraz lepiej radzą sobie z ich największą zmorą, czyli błyszczącymi szybami. Szczególnie w laptopach z najwyższej półki można znaleźć już całkiem matowe OLED-y. Przykład? Testowany przez nas ASUS ExpertBook Ultra.
Ciekawostką jest także mini-LED, ale obecnie jest to rynkowa nisza. Wysokiej jakości IPS-y podświetlane strefowo za pomocą mini-LED-ów potrafią zrobić wrażenie jakością obrazu, ale w sytuacji upowszechnienia się tańszych w produkcji i jednocześnie oferujących jeszcze lepszą jakość obrazu OLED-ów, mini-LED-y tracą swoje główne argumenty.
Ekrany TN dzisiaj to absolutne rubieże rynku. Można je jeszcze czasami spotkać w ultra-budżetowych konfiguracjach, ale i to jest coraz trudniejsze. Wypchnięte przez szybkie IPS-y (dosłownie: Fast-IPS) również straciły swój najważniejszy atut, czyli szybszy czas reakcji szybszy. Upowszechnienie się jeszcze szybszych OLED-ów także im nie pomogło.
VRR, częstotliwość, czas reakcji, HDR, True Black, fabryczna kalibracja – terminy, które warto znać
Czytając specyfikację interesującego nas laptopa często można spotkać się z informacjami albo skrótami, które nie zawsze są jasne. Dlatego też warto chociaż pobieżnie się z nimi zapoznać, żeby wiedzieć o czym się czyta. I czy w ogóle warto daną wartością się przejmować, czy nie.
Czas reakcji ekranu
Czas reakcji ekranu (ang. response time, podawany w milisekundach) – to nic innego, jak czas, jaki potrzebują piksele na przejście z jednego stanu do drugiego. Najczęściej podawany jako gray-to-gray (GtG). A więc liczy się czas, kiedy piksel zapala się, osiąga określony kolor (szary), a następnie wygasza się (znowu do poziomu szarego, stąd gray-to-gray).
Im niższy czas reakcji ekranu, tym obraz ostrzejszy i pozbawiony smug (tzw. ghostingu). Przeciętne, tańsze IPS-y mogę pochwalić się czasem reakcji na poziomie ok. 15 – 20 ms GtG. Fast-IPS to już nawet 5 ms, a OLED-y… 0,03 ms. Jeżeli czas reakcji jest wolny, wtedy na ekranie, szczególnie za szybko poruszającymi się obiektami na gładkim tle, można zobaczyć niewielką smugę. To właśnie piksele, które nie nadążają za obrazem z zapalaniem się i gaśnięciem.

Częstotliwość odświeżania ekranu
Częstotliwość odświeżania obrazu – skoro częstotliwość, to wyraża się ją w hercach. To wartość mówiąca, ile razy w trakcie sekundy ekran jest w stanie wyświetlić nową klatkę – czyli „odświeża się”. Im wyższa wartość, tym ekran wyświetli więcej klatek na sekundę, a im więcej ich wyświetli – tym obraz wydaje się gładszy, płynniejszy.
Tu jednak warto zaznaczyć, że to absolutnie nie to samo, co czas reakcji – odświeżanie dotyczy ekranu, a czas reakcji – pikseli (chociaż nazwa może sugerować coś innego).
W laptopach przyjęło się, że domyślną, najbardziej powszechną i uniwersalną wartością jest 60 Hz – i ta wartość jest w doskonałej większości przypadków wystarczająca do pracy i zabawy. W droższych laptopach nierzadko można spotkać się z wartościami rzędu 90 Hz albo 120 Hz, a więc obraz jest płynniejszy. Wskaźnik ten największą rolę odgrywa w laptopach gamingowych, szczególnie tych dla e-sportowców. Tam często szybsza reakcja na poczynania przeciwnika może decydować o zwycięstwie lub porażce. Dlatego też w laptopach gamingowych można trafić na wartości przekraczające nawet 400 Hz w przypadku IPS-ów lub 200 Hz w przypadku OLED-ów.

VRR (oraz NVIDIA G-Sync i AMD FreeSync)
VRR (Variable Refresh Rate – zmienna częstotliwość odświeżania) – to technologia, która w kontekście laptopów pojawia się coraz częściej, szczególnie gamingowych oraz tych z wyższych półek cenowych. VRR synchronizuje częstotliwość odświeżania ekranu z liczbą klatek „dostarczonych” przez kartę graficzną. Oznacza to, że kolejna klatka animacji (np. w grze) jest „podawana” do wyświetlacza dopiero, kiedy poprzednia zniknie. Dzięki temu obraz staje się bardziej płynny, pozbawiony „rwania” czy „rozdarć” (tzw. tearingu). Można powiedzieć, że implementacjami VRR są G-Sync (NVIDIA) oraz FreeSync (AMD).
Często można spotkać się z informacją, że VRR działa np. w zakresie 30 – 120 Hz. Oznacza to, że dolna granica działania VRR wynosi 30 Hz, a więc GPU i ekran będą współpracować wyświetlając 30 klatek na sekundę. I analogicznie dla 120 Hz – to górna granica działania. Poza tymi wartościami albo VRR za sprawą technologii Low Framerate Compensation (LFC) będzie musiał np. duplikować klatki, aby wrócić na poziom wspierany przez VRR (przykładowo: GPU wygenerowało 20 kl/s., dlatego klatki zostaną zduplikowane, aby wrócić na poziom np. 40 Hz, a więc już obsługiwany przez VRR), albo zacznie „ignorować” nadmiarowe klatki (powyżej 120 Hz).
Jak można się spodziewać, VRR przyda się szczególnie tam, gdzie mamy do czynienia z przetwarzaniem dynamicznego obrazu: gry, projekty 3D, obróbka grafiki itd.
HDR
HDR (High Dynamic Range, czyli wysoka rozpiętość tonalna) – nie wchodząc w niuanse techniczne i w dużym skrócie, to technologia zapewniająca pełne detali przejścia pomiędzy najjaśniejszymi a najciemniejszymi punktami obrazu.
Jak można się więc domyślać, aby taki efekt był możliwy do uzyskania, ekran powinien oferować bardzo wysoki kontrast i wysoką jasność. Dlatego też najlepszymi ekranami, na których można uzyskać efekt HDR są OLED-y i panele LCD ze strefowym podświetleniem. Im stref więcej, tym efekt HDR będzie mieć większą jakość.
Ogromne znaczenie dla jakości HDR ma także możliwość reprodukcji kolorów przez ekran. HDR wymaga ekranów co najmniej 10-bitowych, mogących wyświetlać 1,07 mld odcieni. To one zapewniają m.in. szczegółowe przejścia tonalne pomiędzy poszczególnymi odcieniami. Dla porównania, standardowi SDR wystarczy 16,7 mln odcieni, czyli ekran 8-bitowy.
Przykład tego, co może dać ta technologia poniżej.
HDR – certyfikaty
Technologia HDR oznaczana jest także za pomocą certyfikatów nadanych przez VESA – organizację zajmującą się standaryzacją zasad dotyczących monitorów i telewizorów.
VESA DisplayHDR 400/500/600 to wartości, które można znaleźć w laptopach w przypadku ekranów IPS. Im wyższa wartość, tym efekt HDR w teorii powinien wyglądać wyraźniej, ale jednocześnie wymagania, aby go uzyskać, są wyższe.
W przypadku OLED-ów stosuje się certyfikat VESA DisplayHDR True Black i w laptopach można spotkać się oznaczeniami DisplayHDR True Black 400/500/600/1000. I ponownie – im jego wartość jest wyższa, tym efekt HDR będzie wyraźniejszy. Przy czym tu warto zaznaczyć znaczące różnice: DisplayHDR 400 w przypadku ekranu IPS da efekt symboliczny, a w przypadku DisplayHDR True Black 400, dzięki idealnej czerni i nieskończonemu kontrastowi OLED-ów, zapewni piękny obraz wzbogacony o wysoką rozpiętość tonalną.

Fabryczna kalibracja ekranu
Fabryczna kalibracja ekranu – na tę cechę warto zwrócić uwagę kupując laptopa dla twórców kreatywnych oraz stację roboczą. Jeżeli producent w specyfikacji deklaruje, że ekran jest fabrycznie skalibrowany pod kątem jakości reprodukowany kolorów, to oznacza, że te powinny być maksymalnie bliskie barwom wzorcowym. Nierzadko też w pudełku z laptopem posiadającym fabrycznie skalibrowany ekran można znaleźć wydrukowany raport potwierdzający ten proces.

FAQ
IPS to matryca LCD z podświetleniem LED, dlatego nigdy nie osiągnie idealnej czerni. Oferuje za to bardzo szerokie kąty widzenia. OLED nie potrzebuje podświetlenia, bo diody świecą samodzielnie – dzięki temu zapewnia nieskończony kontrast, głębszą czerń i szybszy czas reakcji, ale bywa droższy i podatny na wypalanie pikseli.
To zależy od zastosowania. Do przeglądania internetu, pisania czy pracy biurowej podstawowy IPS w pełni wystarczy. OLED ma sens przy pracy z grafiką, montażu wideo, HDR czy graniu, gdzie liczy się kolor, kontrast i czas reakcji.
Ryzyko istnieje, ale dotyczy dopiero co najmniej kilku (w najtańszych modelach) lub kilkunastu tysięcy godzin ekspozycji na ten sam statyczny element, np. pasek zadań. Producenci ograniczają to zjawisko technologią przesuwania pikseli oraz wygaszaczami ekranu, a nowsze panele radzą sobie z tym coraz lepiej.
Do pracy i codziennego użytku standardowe 60 Hz w pełni wystarcza. Wyższe wartości – 90, 120 Hz i więcej – mają znaczenie głównie w laptopach gamingowych, gdzie płynność obrazu i czas reakcji na ruchy przeciwnika mogą decydować o wyniku rozgrywki.
VRR (Variable Refresh Rate) synchronizuje odświeżanie ekranu z liczbą klatek generowanych przez kartę graficzną, eliminując tearing i poprawiając płynność obrazu. Najbardziej przydaje się przy dynamicznej treści: grach, projektach 3D i obróbce grafiki. Jej implementacjami są G-Sync (NVIDIA) i FreeSync (AMD).
To dwie różne wartości. Czas reakcji (podawany w ms, najczęściej jako gray-to-gray) opisuje, jak szybko piksel zmienia kolor, a częstotliwość odświeżania (w Hz) mówi, ile nowych klatek ekran wyświetla w ciągu sekundy. Pierwsza wpływa na ostrość obrazu i smugi, druga na płynność animacji.
To standardy VESA opisujące jakość efektu HDR. VESA DisplayHDR 400/500/600 dotyczy ekranów IPS, a VESA DisplayHDR True Black 400/500/600/1000 – ekranów OLED. Im wyższa liczba, tym efekt HDR ma być wyraźniejszy, przy czym dzięki idealnej czerni OLED-y osiągają lepszy efekt już przy niższych certyfikatach niż IPS-y.
Fabryczna kalibracja, czyli dopasowanie kolorów ekranu do barw wzorcowych, ma znaczenie przede wszystkim dla twórców kreatywnych i osób pracujących na stacjach roboczych, gdzie wierne odwzorowanie kolorów jest kluczowe. Potwierdzeniem bywa dołączony do laptopa raport kalibracji.
Coraz rzadziej. TN-ki utrzymywały się dzięki niskiej cenie i szybkiemu czasowi reakcji, ale wyparły je szybkie matryce Fast-IPS oraz OLED-y, które są jeszcze szybsze. Dziś TN można znaleźć już tylko w nielicznych, ultra-budżetowych konfiguracjach.




Dodaj komentarz