Wristcam. „Wrist” to w języku Szekspira „nadgarstek”, a „cam” to skrót od „camera” – oczywiste. Nadgarstkowa kamera. Brzmi jak kolejny gadżet dla instagramowych influencerów, którzy mogliby robić zdjęcia biżuterii oraz innych reklamowanych produktów z zupełnie nowej perspektywy! Tylko że najprawdopodobniej żadna gwiazda Instagrama, TikToka i innych platform raczej nie chciałaby z własnej i nieprzymuszonej woli Wristcama nosić. Chociaż w tym momencie jestem trochę złośliwy, a na dodatek pewnie się mylę.

Wristcam to pomysł na to, jak połączyć zegarek Apple Watch z dwoma obiektywami. Umieszczone będą one w specjalnym pasku, kompatybilnym ze smart-gadżetem od Apple. Pierwsza kamerka służy do trzaskania selfie oraz wideorozmów i posiada rozdzielczość 2 MP. Dlaczego ktoś miałby korzystać z widoerozmowy w pozycji z wyciągniętą jak do sprawdzania godziny ręką, skoro nie miałby nawet czasu lub możliwości wyciągnąć swojego smartfona z kieszeni? Nie wiem.

Drugi aparat posiada rozdzielczość 8 MP i możliwość kręcenia wideo w Full HD i 30 klatkach na sekundę. Foto-pasek ma działać nawet cały dzień na jednym ładowaniu i umożliwiać synchronizację nagranego materiału z IPhonem. A przesyłać dane trzeba będzie często, zważywszy, że Wristcam posiada tylko 8 GB swojej pamięci.  Wszystko wydaje się w tym momencie nawet całkiem fajne i budzące ciekawość… do momentu, aż nie spojrzymy na sam produkt w całej swojej krasie. Urządzenie wygląda po prostu… no, dyskusyjnie ładnie.

 

 

Można nie lubić elektroniki z logo nadgryzionego jabłka, ale Apple Watch jest w mojej opinii po prostu ładny. Rozumiem, że może się podobać i chyba się podoba, skoro wiele innych smartwatchy nawiązuje kształtem do smart-zegarka od Apple. Nie znajduję nawet pół powodu, dla którego ktoś miałby dołożyć do swojego zegarka coś tak groteskowego. Argument możliwości natychmiastowego robienia zdjęć do mnie nie przemawia. Obstawiam, że jednak użytkownik szybciej wyciągnąłby smartfon, uruchomił skrótem aparat, wykadrował z pozycji, którą dobrze zna i jest intuicyjna, i zrobił wysokiej jakości zdjęcie, niż najpierw uruchomił aparat w smartwatchu, wykadrował z pozycji nadgarstka oglądając wszystko na małym ekranie Apple Watcha, a na koniec zrobił zdjęcie, które jakością będzie przypominało to z tańszych smartfonów.

Aha, no i decydując się na zakup Wristcama trzeba mieć świadomość, że szczęśliwy właściciel będzie mógł nie tylko ładować swój inteligentny zegarek, ale też… jego pasek. Osobno.

No dobra, pozostała kwestia ceny. Ile może kosztować pasek do Apple Watcha z dwoma raczej średniej klasy obiektywami?

299 dolarów. Na nasze to będzie jakieś 1100 zł.

Kurtyna.

 

Źródło: wristcam