Dla młodszego pokolenia naszych czytelników może to być czysta abstrakcja, ale dawno, dawno temu, gdy byłem jeszcze rozkosznym berbeciem, czyli raptem kilka lat po odkryciu przez Noego, że dinozaury nie zmieszczą się na Arce, w telewizorze można było znaleźć raptem dwa kanały! W dodatku żaden z nich nie był zarezerwowany wyłącznie dla dzieci i na audycje przeznaczone dla najmłodszych trzeba było czekać do 19.00, czyli na porę tzw. „Dobranocki”, oraz na sobotnie i niedzielne przedpołudnie, gdzie królowały wtedy kultowe 5-10-15 oraz Teleranek.

A kreskówki? Owszem, jeśli ktoś dysponował wujkiem z magnetowidem i dostępem do kaset z zachodu, to miał szansę poznać sadomasochistyczne relacje między Tomem i Jerrym, Strusiem Pędziwiatrem i Wilusiem E. Kojotem lub Królikiem Bugsem i Yosemite Samem, ale większość dzieciarni mogła liczyć na towarzystwo Pszczółki Mai, Misia Uszatka lub Wilka i Zająca. A ta ostatnia opcja była zasadniczo jedyną dostępną alternatywą dla zalatujących zgniłym kapitalizmem animacji o dwóch przeciwstawnych charakterach, usiłujących w możliwie kreatywny sposób zrobić adwersarzowi krzywdę. I stan ten zmieniła dopiero rewolucja w dostępie do anten satelitarnych oraz narodziny Polsatu, dzięki któremu poznaliśmy Son Gokū oraz Czarodziejkę z Księżyca.

 

 

Jednak mimo kolejnych dekad na karku Wilk i Zając, a raczej Ja ci pokażę! (Ну, погоди!), wciąż może się pochwalić sporą rozpoznawalnością – szczególnie wśród dzisiejszych 30- i 40-latków wychowujących własne pociechy. A jest to kreskówka naprawdę wiekowa, gdyż pierwszy odcinek swą premierę miał w styczniu 1969 roku. Stworzona w legendarnym studiu rosyjskiej animacji Sojuzmultfilm seria doczekała się 20 odcinków wyreżyserowanych przez Wiaczesława Kotionoczkina, a następnie jego syna Aleksieja. Ostatnie dwa z nich swą premierę miały w 2005 roku, ale ma to zmienić zapowiedziana właśnie reaktywacja serii.

Z okazji 50. rocznicy premiery Wilka i Zająca, rosyjskie studio wyprodukuje 26 nowych odcinków – pierwsze z nich zadebiutują już wiosną przyszłego roku. Jeśli twórcy podołają wyzwaniu stworzenia współczesnej wersji animacji, to sukces komercyjny mają murowany, gdyż, jak pokazują sondaże, 65% mieszkańców Rosji uważa Wilka i Zająca za najlepszą animację w historii, a 80% Rosjan widziało wszystkie dotychczasowe odcinki. A obstawiam, że w krajach byłego bloku wschodniego wielu rodziców także chętnie pokaże swoim dzieciom potyczki futrzastych nieprzyjaciół.

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że rosyjska (ekhem) odporność na poprawność polityczną raz się do czegoś przyda i Wilk nie straci swego znaku rozpoznawczego, czyli niechluje skręconego papierosa zwisającego z kącika jego paszczy i generującego kłęby czarnego dymu. No chyba, że Wilk pójdzie z duchem czasu i zacznie się raczyć syntetycznym dymem z e-papierosa. :]