W ostatnich miesiącach bardzo dużo mówi się o bezpieczeństwie w kontekście korzystania komunikatorów oferowanych przez większe i mniejsze podmioty. Ale raczej z naciskiem na te pierwsze. Już przed pandemią rynek oferował niemało alternatyw dla telefonicznych SMS-ów, Skype’a albo Messengera od, wtedy jeszcze, Facebooka. W międzyczasie pojawiły się różnego rodzaju opcje, które próbowały wypłynąć na szersze wody chociażby chwaląc się wysokim poziomem prywatności i bezpieczeństwa konwersacji. Tak chociażby zaistniał Signal – obecnie jeden z najbezpieczniejszych komunikatorów w cyfrowej przestrzeni. Rękawicę twórcom Signala rzucili jednak polscy programiści z firmy Reiba tworząc TokLoka.

TokLok pojawi się na rynku jeszcze w tym miesiącu i na wstępie trzeba wspomnieć, że będzie to usługa płatna (i całkowicie pozbawiona reklam), adresowana zarówno do klientów biznesowych, jak i indywidualnych. Pełne ceny planów znajdują się poniżej.

Dlaczego ktoś miałby płacić za TokLoka? Chociażby dlatego, że wg analizy twórców komunikatora, TokLok uchodzi za najbezpieczniejsze rozwiązanie tego typu na rynku. Informacja przekazywane za pośrednictwem aplikacji są szyfrowane (poprzez algorytm RSA, który dodatkowo zabezpiecza AES), podobnie jak dane użytkowników. TokLok zaś nie gromadzi żadnych danych o użytkownikach oraz deklaruje się do dostarczania tzw. raportów przejrzystości. W porządku, to samo oferuje chociażby wspomniany wcześniej Signal.

Co wyróżnia zatem TokLoka? Odporność na ataki typu MITM (man in the middle). Wszystko dlatego, że TokLok nie korzysta z żadnych serwerów pośredniczących, a wiadomości przesyłane są bezpośrednio pomiędzy urządzeniami. Nie ma więc możliwości przechwycenia wiadomości przez osoby trzecie. Jak twierdzą twórcy, nawet gdyby w urządzeniu (smartfonie, laptopie czy tablecie), na którym TokLok jest zainstalowany, pojawił się „podsłuch”, to i tak nic nie wskóra – pamiętacie o szyfrowaniu całej konwersacji? Dostępu do niej nie mają także twórcy. Zapis rozmowy zapisywany jest wyłącznie w tzw. strefach roboczych (albo, jak to lubią mówić w korpo – „workspace’ach”) na urządzeniach samych zainteresowanych. A żeby ktoś w takiej strefie się znalazł, to musiałby otrzymać najpierw zaproszenie SMS-em, a później dołączyć do konwersacji za pomocą otrzymanego kodu weryfikacyjnego. W kontekście klientów biznesowych warto jeszcze wspomnieć, że dodawanie i usuwanie z konwersacji użytkowników jest możliwe z poziomu administratora. Nikt bez zaproszenia oraz kodu nie może dołączyć do „workspace’a”, a po usunięciu go z obszaru roboczego traci bezpowrotnie dostęp do wszystkich treści.

Nie da się ukryć, że oferowany przez ekipę z Reiba komunikator prezentuje się nad wyraz interesująco i jeżeli wszystkie obietnice twórców znajdą swoje pokrycie w rzeczywistości, to firma będzie miała powód do dumy. Tym bardziej, że tak bezpiecznych alternatyw na rynku na razie, po prostu, brakuje.

Niewykluczone, że już niebawem otrzymamy nowej informacje o TokLoku. Warto śledzić takie nowinki.

 

Źródło: informacje producenta