Australia zrobiła pierwszy krok, reszta Europy się rozgląda, a teraz do gry wchodzi Norwegia. I to z grubej rury.
Rząd w Oslo szykuje ustawę, która odetnie dzieciom i młodzieży poniżej 16. roku życia dostęp do platform uznanych za szkodliwe. Nie tylko do TikToka czy Snapchata – także do części komunikatorów i gier online. Projekt ma trafić do parlamentu jeszcze w tym roku.
Na czym polega norweski zakaz mediów społecznościowych
Zakaz mediów społecznościowych dla osób poniżej 16 lat ma objąć platformy, które – jak to ujęło norweskie Ministerstwo ds. Dzieci i Rodziny – „ze względu na swój projekt, funkcje lub treści stwarzają zagrożenie” dla rozwoju lub bezpieczeństwa najmłodszych. Odpowiedzialność za pilnowanie wieku użytkowników ma spaść na firmy technologiczne – to one będą musiały rzetelnie weryfikować, kto siedzi po drugiej stronie ekranu.
Co ważne: nie chodzi o całkowite wyłączenie dzieci z internetu. Komunikatory uznane za nieszkodliwe – w tym systemy do kontaktu ze szkołą, takie jak dzienniki elektroniczne – mają zostać dostępne. Celem, jak mówi Lene Vågslid, norweska minister ds. dzieci i rodziny, jest ochrona prawa najmłodszych do obecności w sieci – tyle że tej bezpiecznej.
Haczyk w tym, że resort na razie nie wyjaśnił, jak dokładnie zamierza odróżnić „szkodliwe” od „nieszkodliwego” ani jak pogodzić zakaz z normalnym kontaktem nastolatków z rówieśnikami.
TikTok, Snapchat i Roblox na celowniku
Wśród platform, które mogą podpaść pod nowe przepisy, wymienia się TikToka, Snapchata i Roblox – jedną z najpopularniejszych gier online na świecie. Czyli dokładnie te miejsca, w których dzieciaki spędzają dziś najwięcej czasu.
To pokazuje, że Norwegia nie traktuje tematu jak kosmetycznej poprawki. Uderza tam, gdzie boli.
Norwegia nie jest pierwsza — i nie będzie ostatnia
Rok temu Australia jako pierwsza zakazała dzieciom poniżej 16 lat korzystania m.in. z Facebooka, Instagrama i TikToka. Teraz Europa ustawia się w kolejce.
Grecja planuje zakaz dla osób poniżej 15 lat od początku 2027 roku. Francja uchwaliła podobne przepisy wchodzące w życie we wrześniu 2026 – ale Rada Konstytucyjna uchyliła kluczowy zapis, uznając go za nadmierne ograniczenie wolności słowa. Nad własnymi rozwiązaniami pracują też Hiszpania, Austria, Dania i Włochy. A Komisja Europejska przygotowuje wspólną unijną aplikację do weryfikacji wieku.
Innymi słowy: to już nie pojedynczy eksperyment, tylko trend.
Dlaczego w ogóle o tym mówimy
Bo dane nie wyglądają dobrze. Francuska agencja ANSES w raporcie o wpływie mediów społecznościowych na zdrowie psychiczne nastolatków powiązała konkretne algorytmy i funkcje z pogarszającą się kondycją psychiczną młodych.
Chodzi o tzw. dark patterns – nieskończone przewijanie i autoodtwarzanie, zaprojektowane tak, by maksymalnie wydłużać czas przed ekranem. Do tego pętle negatywnych treści, które podsuwają coraz bardziej skrajne materiały. Najbardziej narażone według raportu są nastolatki i młodzież LGBTQIA+ – na presję, hejt i algorytmiczne dołki.
To nie jest więc walka z „telefonem w ręku dziecka”. To walka z mechanizmami, które celowo projektuje się tak, by trudno było się od nich oderwać.
Co dalej
Pytań jest sporo. Jak firmy mają weryfikować wiek bez zbierania góry danych o użytkownikach? Gdzie przebiega granica między ochroną a odcinaniem dzieci od świata, w którym i tak żyją? I czy zakazy w ogóle zadziałają, skoro nastolatki od zawsze były mistrzami w obchodzeniu zasad?
Jedno jest pewne: temat ograniczania dzieciom dostępu do social mediów przestał być ciekawostką z Australii. Robi się z tego europejski standard.
źródło: national-geographic.pl




Dodaj komentarz