Apple było ostatnim producentem, który trzymał ceny w ryzach. Teraz i to się skończyło. Tim Cook powiedział wprost: podwyżki są nieuniknione.
Cook nie owijał w bawełnę
W rozmowie z Wall Street Journal szef Apple nie owijał w bawełnę. Firma robi, co może, by złagodzić ogromne podwyżki, które są na nią przerzucane, i próbowała chronić klientów przed wzrostami – ale sytuacja stała się nie do utrzymania.
To duża zmiana tonu. Przez kilka kwartałów Apple płynęło pod prąd, podczas gdy reszta branży elektroniki konsumenckiej już dawno przerzuciła rosnące koszty pamięci na klientów. Teraz Apple dołącza do reszty.
Dlaczego pamięć RAM wywraca ceny do góry nogami
Sednem problemu jest pamięć. Ceny RAM poszły ostro w górę i uderzają w cały rynek elektroniki. Apple sygnalizowało to już wcześniej – przy okazji wyników za kwartał kończący się w marcu Cook zapowiadał „znaczący” wzrost kosztów pamięci w kwartale czerwcowym. Mówił też, że poza kwartałem czerwcowym koszty pamięci będą miały coraz większy wpływ na biznes Apple i że firma rozważa różne opcje.
Te „różne opcje” właśnie się zmaterializowały. To po prostu wyższe ceny.
Po cichu znikają tańsze warianty
Zanim padły oficjalne słowa, presję widać było na produktach. W maju Apple wycofało podstawowy wariant Mac mini z chipem M4, 16 GB RAM, 256 GB pamięci i ceną 599 dolarów ze swojego konfiguratora w USA i innych kluczowych rynkach.
Potem przyszła kolej na Maca Studio. Apple usunęło opcję 256 GB z konfiguratora M3 Ultra Mac Studio, zostawiając konfigurację 96 GB jako jedyną dostępną.
Logika jest brutalnie prosta. Pojedyncza pula 256 GB zunifikowanej pamięci wystarcza na mniej więcej 10 MacBooków Pro z 24 GB opartych na M5 Pro – a te dają łącznie wyższe marże niż jeden Mac Studio. Skoro pamięci jest mało i jest droga, Apple woli przeznaczyć ją tam, gdzie więcej zarobi.
Co to oznacza dla iPhone’a 18
Tu robi się konkretnie dla portfela. Słowa Cooka praktycznie gwarantują, że nadchodząca linia iPhone 18 zobaczy podwyżki – szczególnie podstawowy iPhone 18, który ma dostać 12 GB RAM, by lokalne modele AI Apple działały w całej serii.
Czyli mamy ciekawy paradoks. Apple wpycha do telefonów więcej pamięci, żeby sztuczna inteligencja działała na urządzeniu – ale właśnie ta pamięć jest dziś najdroższym składnikiem. Klient zapłaci dwa razy: raz za RAM, raz za AI, które tego RAM-u potrzebuje.
Dlaczego to ważne
Bo Apple było papierkiem lakmusowym. Dopóki trzymało ceny, można było udawać, że kryzys pamięci to problem „tańszych” marek. Teraz, gdy kapituluje nawet firma o najwyższych marżach w branży, wiadomo, że podwyżki to nowa norma – nie chwilowy wyskok.
Następny flagowiec, laptop czy konsola, po które sięgniesz, najpewniej będzie droższy. I to nie dlatego, że dostał coś ekstra. Po prostu pamięć w środku kosztuje teraz krocie.
źródło: wccftech.com




Dodaj komentarz