Lenovo ThinkVision P34WD-40  – recenzja. Kombajn nie monitor!

Zdarzało się, że pomagając znajomym dobrać sensowny monitor do pracy albo rozrywki za bardzo się wczuwałem, po czym zacząłem opowiadać o rodzinach monitorów biznesowych, gamingowych, biurowych i różnych takich. Tyle tylko, że – jak się często okazywało – wykłady te bywały zbędne, bo i potrzeby samych zainteresowanych ograniczały się najczęściej do „Żeby ładne kolory miał i nie był drogi”. Bardziej świadomi użytkownicy, najczęściej gracze, zwracali jeszcze uwagę na rozdzielczość, częstotliwość odświeżania ekranu albo zakrzywienie. I to tyle.

Bodaj najwięcej pytań i wątpliwości dotyczyło właśnie monitorów z serii biznesowych, bo też nie będę ukrywał, że osobie zwracającej uwagę tylko na to, czy ekran świeci albo nie świeci i jak coś na nim widać, to w porządku, a jak nie to lipa, trudno było wytłumaczyć bez konkretnego przykładu, dlaczego do rozbudowanego stanowiska pracy warto dołożyć parę stówek i czerpać z tego wymierne profity. Teraz jednak, gdybym miał podać przykład takiego monitora, to proszę – Lenovo ThinkVision P34WD-40 – a więc bohater tej recenzji, z którym miałem okazję spędzić kilkanaście dni i stał się on na ten czas moim głównym ekranem w pracy.

Rodzina biznesowych monitorów ThinkVision od Lenovo jest szeroka i mocno rozbudowana, i pewnie – nie każdy potrzebuje 34-calowego monitora panoramicznego o rozdzielczości 3440 x 1440 pikseli i z funkcją stacji dokującej. Ale jeżeli miałbym wytłumaczyć przewagę monitora z wyższej serii biznesowej nad „konsumerami”, to ten, ze względu na swoje wyposażenie i specyfikację, stanowiłby przykład wręcz perfekcyjny.

Z tym że trzeba wziąć pod uwagę, że idę tu poniekąd w skrajność, bo ThinkVision, którego wziąłem pod lupę to sprzęt z rodziny P, a więc pomyślany raczej o najbardziej wymagających użytkownikach. W tym pracujących na co dzień ze zdecydowanie bardziej skomplikowanymi zadaniami niż odpisywanie na maile i pisanie tekstów oraz dokumentów. Za to mamy tu chyba wszystko, co przygotowany monitor powinien mieć: funkcję stacji dokującej ze sporym wyborem portów, wysoką jakość obrazu, tryby PiP oraz PbP, przełącznik KVM oraz funkcjonalną podstawę.

No dobra, to jakie argumenty posiada ThinkVision P34WD-40, aby przekonać do siebie niezdecydowanych?

Zanim zaczniemy: moja karta pamięci, na której był pakiet zdjęć recenzenckich postanowiła zagrać w grę pod tytułem:

„Oj, byłoby szkoda, gdyby karta SD z aparatu nagle postanowiła przestać działać..”.

Tak więc w tej recenzji musiałem wspierać się zdjęciami ze strony Lenovo oraz zdjęciami zrobionymi w domu za pomocą smartfona. Uroki okresu świąteczno-noworocznego. Jakość jest jaka jest, ale nie chciałem, abyście w tej recenzji oglądali wyłącznie fotki producenta. Mam nadzieję, że wybaczycie jakość „smartfonowej fotografii” mojego autorstwa.

Specyfikacja

specyfikacja:Lenovo ThinkVision P34WD-40
segment:ultrapanoramiczny monitor biznesowy
przekątna:34 cale
wymiary i wagaz podstawą: 81,7 x 54,8 x 22 cm
bez podstawy: 81,7 x 35,9 x 8,2 cm
10 kg (z podstawą)
7,2 kg (sam monitor)
rozdzielczość natywna:3440 x 1440 pikseli
format obrazu:21:9
typ matrycy:IPS, 120 Hz, 10-bit (8-bit + FRC)
powłoka matrycy:matowa
kąty widzenia:178°/178°
czas reakcji:6 ms GtG na ustawieniach Over Drive Normal
VESA:tak, 100 x 100
porty:1x HDMI 2.1
1x DisplayPort 1.4
1x DisplayPort out
1x RJ-45 (2,5 Gb)
1x USB-C 3.2 Gen 2 (PD 140 W, DisplayPort 1.4)
5x USB 3.2 Gen 1
1x USB-C 3.2 Gen 1 (5 Gb/s, 15 W)
1x USB-B
funkcje dodatkowe:regulowana podstawa (tilt, regulacja wysokości 15,5 cm, swivel 45 stopni w obu kierunkach)
funkcja stacji dokującej
przełącznik KVM
głośniki stereo (2x 3 W)
tryby PbP oraz PiP
tryb True Split
obsługa profili sRGB oraz DCI-P3
możliwość zainstalowania kamerki Lenovo ThinkVision MC60
możliwość instalacji „koszyka” dla Tiny PC
obsługa VRR
gwarancja:3 lata
w pudle: – przewód HDMI
– przewód DisplayPort
– przewód USB-C – USB-C
– przewód USB-A – USB-B
– przewód zasilający
– podstawa i stopka
– dokumentacja

Konstrukcja i wykonanie

Skoro już poznaliście się z powyższą tabelką i znacie specyfikację, to najpierw sprawdźmy, jak sprzęt prezentuje się pod kątem estetycznym oraz jakości wykonania.

Stylistycznie konstrukcja nawiązuje oczywiście do biznesowej serii Think-urządzeń od Lenovo, ale to nie jest tak, że dominuje tu wyłącznie charakterystyczna dlań czerń. Chociaż ta jest obecna na samej obudowie monitora, to jednak podstawa stawia na jaśniejszy odcień szarości z czerwonymi akcentami. Sporo na niej też zaokrągleń, co pozwoliło uniknąć „toporności” całości i sprawia, że P34WD-40 na biurku prezentuje się po prostu schludnie. Szczupłe ramki okalające ekran także w tym pomagają.

Wystarczy spojrzeć na wymiary urządzenia, żeby zdać sobie sprawę, że testowany monitor lepiej będzie czuł się na większym biurku. Sama obudowa ma bowiem prawie 82 cm szerokości, a monitor wraz z podstawą waży 10 kg. Warto wziąć to pod uwagę.

Być może na zdjęciach tego nie widać i możecie mi nie uwierzyć, ale testowany ThinkVision P jest monitorem… zakrzywionym. Tyle tylko, że jego zakrzywienie wynosi… 3800R. W tym momencie można zastanowić się, czy takie zakrzywienie ma w ogóle jakikolwiek sens. Bo tak, jak 1500R, jak chociażby w testowanej kilka miesięcy temu „panoramie” od iiyamy, mocno pomaga ogarnąć wzrokiem proporcję 21:9 przy 34 calach, tak w tym przypadku ThinkVision P34WD-40 mógłby być totalnie płaski i nie wiem, czy zauważyłbym jakąkolwiek różnicę. Znamienne, że informację o zakrzywieniu da się co prawda znaleźć na stronie Product Specification Reference, ale już w opisie na stronie producenta – nie.

Warto wspomnieć też, że konstrukcja monitora pozwala na zamontowanie na tyle „koszyczka” dla miniPC z rodziny ThinkCentre Tiny. Ten element należy jednak dokupić osobno.

Podstawa

Warto jeszcze na moment zatrzymać się przy podstawie monitora. Z kilku względów: po pierwsze – Lenovo przygotowało ją w przemyślany sposób, a po drugie – jest tu parę punkcików wartych wspomnienia. Pierwszy – jest montowana beznarzędziowo, a jeżeli ktoś będzie wolał zamontować monitor na innym ramieniu – to jest taka opcja. W obudowie znajdują się bowiem otwory montażowe VESA 100 x 100.

Druga rzecz to całkiem spora elastyczność i stabilność podstawy – i za to jak najbardziej należy się pochwała, gdyż bywa, że panoramiczne, ciężkie monitory mają tendencję do „trzęsawki” podczas pracy przy biurku. Szczególnie, jeżeli ktoś w klepanie klawiaturę i w ruchy myszą wkłada sporo energii… Tutaj tego problemu nie ma.

Kolejną kwestią jest praktycznie pełna ergonomia podstawy, bo Lenovo pozwala na regulację kąta pochylenia ekranu (-5° do 23,5°), obrót o 45° w obie strony oraz regulację wysokości w zakresie 15,5 cm. Mamy więc tu wszystko, czego od monitora takiego formatu należy wymagać. Jest też spora „przelotka” na kable, a na „stópce” (a w zasadzie „stopie”, bo jednak także ten element może pochwalić się sporą powierzchnią) znalazło się nawet wcięcie dla smartfona. Nie mogę też nie wspomnieć o jakości wykonania wszystkich elementów, bo w zasadzie nie ma do czego się tu przyczepić.

Porty

Już sam fakt, że mówimy o biznesowym monitorze z wysokiej półki, który równie dobrze może służyć jako podstawowa stacja dokująca zdradza, że dostępnych portów trochę tu będzie. I w istocie tak jest. Główny zestaw gniazd trafił na plecy monitora. Tam, oprócz gniazda zasilania, trafiły: HDMI 2.1, DisplayPort 1.4, wyjście DisplayPort umożliwiające chociażby obsługę połączenia „daisy chain”, USB 3.2 Gen 2 typu C (10 Gb/s, Power Delivery 3.1 140 W, DisplayPort 1.4, upstream), USB-B 3.2 Gen 1 (upstream), RJ-45 oraz trzy porty USB 3.2 Gen 1 typu A.

To jednak co mi się najbardziej spodobało, to wysuwana szufladka z trzema dodatkowymi gniazdami USB znajdująca pod spodem dolnej ramki. Tam trafiły dwa USB typu C w standardzie 3.2 Gen 1 pozwalające ładować urządzenia z mocą 15 W i na transfer 5 Gb/s, oraz jedno 5-gigabitowe USB-A. Jedyne czego można, żałować, to brak szybszego ładowania i transferu w chociaż jednym gnieździe. Od monitora tej klasy można takich rzeczy oczekiwać.

Można stwierdzić, że to właśnie USB-C ulokowane z tyłu monitora jest tym „najważniejszym” w tym monitorze. To właśnie ono pozwala zasilać laptopa, przesyłać obraz oraz pozwala podłączonemu komputerowi wykorzystywać hub USB monitora. Odpowiedni do tego kabel znajduje się w kartonie, więc także tu mogę dopisać plusa w tej recenzji.

U góry, na pleckach znajduje się jeszcze jedno gniazdo USB-A. Co ono robi w tak nietypowym miejscu? Czeka na opcjonalną kamerkę Lenovo ThinkVision MC60, która jest dołączana do niektórych konfiguracji. Niestety, w kartonie z egzemplarzem recenzenckim jej nie uświadczyłem.

Głośniki

ThinkVision P34WD-40 został wyposażony w głośniki stereo. Zestaw składa się z dwóch 3-watowych membran i mimo że nie oferują one jakiejś powalającej jakości, to jednak potrafiły mnie pozytywnie zaskoczyć. Chyba dlatego, że Lenovo nie próbowało udawać, że potrafią one więcej niż w rzeczywistości. Dźwięk jest mocno nasycony wysokimi częstotliwościami, ale całkiem nieźle zbalansowanymi. Odtwarzane treści brzmią czysto, całkiem przestrzennie, nie są pozlepiane, a w dodatku nie przesadzono z maksymalną głośnością, która niekiedy potrafi „przeciążyć” membrany, sprawiając, że dźwięk zaczyna brzmieć sztucznie i traci na jakości.  

Da się także usłyszeć, że są to głośniki stworzone z myślą raczej o wideokonferencjach aniżeli multimediach. Wyraźnie i czysto eksponują mowę i wokal w ogóle, spychając w pewnym sensie wszystko pozostałe na drugi plan. Ale co najważniejsze – wszystko przy zachowaniu porządku i balansu na całej skali głośności.

Menu

Zawartość menu ekranowego to kolejna rzecz, która będzie w stanie wyróżnić reprezentanta Lenovo na tle mniej specjalistycznych monitorów. I nie chodzi mi o obsługę OSD za pomocą dość sporego, dobrze wyczuwalnego pod palcami dżojstika. Trochę zbyt „twardego” w mojej opinii, ale mimo wszystko wygodnego w codziennym korzystaniu.

To pod kątem dostępnych opcji P34WD-40 pokazuje swoją pozycję i szeroką specjalizację. Bo jeżeli ktoś do tej pory miał wątpliwości, czy jest to monitor ze wszech miar uniwersalny (mowa oczywiście o pracy), to zawartości je rozwiewa. Szkoda tylko, że Lenovo nie pomyślało o polskim tłumaczeniu menu. To z pewnością niektórym by pomogło w poruszaniu się po nim.

Pod kątem dostępnych opcji regulowania obrazu mamy raczej klasyczny zestaw, ale w tym przypadku uzupełniony o możliwość wyboru profili sRGB, DCI-P3 oraz BT.709. Jest też dynamiczny kontrast oraz Over Drive, a więc funkcję najczęściej widzianą w monitorach dla graczy, redukującą smużenie monitora. Muszę jednak zaznaczyć, że jej obecność w monitorach biznesowych także jest coraz częstsza i zaczyna stanowić standard. Podłączając zaś monitor poprzez HDMI 2.1, można skorzystać w funkcji odświeżania adaptacyjnego (VRR) w zakresie 24 – 120 Hz.

Całkiem sporem pole do modyfikacji menu ekranowe daje też w kontekście portów. To tu znajdują się m.in. ustawienia odpowiadające za KVM, „daisy chain”, przepustowość portów USB oraz ładowania przez USB-C. W tym przypadku można pozwolić, aby monitor sam rozdzielał energię lub ustawić priorytet dla gniazd USB typu C właśnie.

Kto wie, czy najciekawiej nie wypada jednak sekcja opcji zaawansowanych. Tam zlokalizowano m.in. całkiem praktyczną opcję True Split, czyli „sztywnego” podzielenia ekranu na dwie strefy  (dwie równe połowy, 1/3 do 2/3 lub 2/3 do 1/3), co sprawia, że ekran dzieli się niejako na dwa monitory i w ten sposób jest też widoczny w systemie Windows. A to z kolei oznacza, że dla każdej strefy można zmienić rozdzielczość oraz skalowanie interfejsu. Trzeba jednak pamiętać, że otrzymane wtedy proporcje i rozdzielczość ekranu będą dość osobliwe, ale system Windows 11 od razu zalecił mi wykorzystanie rozdzielczości 1720 x 1440 pikseli dla każdego z okna.

Nie zabrakło też klasycznego Picture-by-Picture oraz Picture-by-Picture, co jest dobrą informacją dla osób wykorzystujących w pracy więcej niż jedno źródło obrazu na raz. Szkoda tylko, że w przypadku Picture-by-Picture jedyną opcją jest podzielenie obrazu na dwie równe połówki. Za to w przypadku PbP podgląd na drugie źródło można ustawić w dowolnym narożniku ekranu. HDR także jest, ale przy tej jasności maksymalnej i braku podświetlenia strefowego ekranu sensowność korzystania z trybu HDR jest raczej niewielka. Ale jak ktoś chce, to może korzystać do woli.

Jakość obrazu

Czas przejść do zagadnienia najważniejszego w kontekście monitorów. Szczególnie takich, którymi nie pogardzi architekt, inżynier, grafik czy montażysta wideo. Nie ma co ukrywać, że „na papierze” wszystko nam się tu ładnie spina i jak na sprzęt podłączany pod stacje robocze prezentuje się godnie.

Lenovo zdradza nam, że zainstalowany tu panel IPS oprócz rozdzielczości 3440 x 1440 pikseli i maksymalnego odświeżania 120 Hz oferuje także jasność 350 nitów, kontrast 2000:1 i 10-bitową głębię kolorów. Przy czym nie jest to prawdziwe 10-bit, a 8-bit i wsparcie FRC, co oznacza, że panel symuluje odcienie pośrednie pomiędzy kolorami. Nie zmienia to faktu, że finalnie jest w stanie odtworzyć 1,07 mld odcieni.

Pierwsze wrażenie po uruchomieniu monitor zrobił bardzo dobre i być może zaskoczę Was, że pierwszy kontakt nie tyle pozytywnie zaskoczył mnie pod kątem kolorów, bo tego się spodziewałem zważywszy na obiecane 99% odwzorowania palety sRGB i 98% DCI-P3. Najbardziej zaskoczyły mnie czerń oraz kontrast. Do tego stopnia, że musiałem upewnić się jeszcze raz, czy to aby na pewno IPS, a nie VA. Lenovo jednak w żaden sposób nie przekłamywało swoich zapowiedzi i faktycznie monitor oferuje wysoki, jak na panel IPS, kontrast, nawet nieco wyższy niż w specyfikacji, gdyż kolorymetr pokazał wartość niemal 2200:1, zaś czerń osiągnęła wartość 0,15 cd/m2. To naprawdę konkretne wartości, jak na IPS-a.

Maksymalna jasność ekranu także okazała się zgodna z tym, co mówi specyfikacja, chociaż tu już trzeba wziąć pod uwagę, że obiecane 350 nitów (no dobra, 349 nitów wg kolorymetru, ale ten 1 cd/m2 może być równie dobrze błędem pomiarowym) występuje praktycznie wyłącznie na środku ekranu. Na jego obrzeżach wartości są nieco niższe, ale na całym panelu w żadnym momencie nie było widać jakichkolwiek cieni albo innych artefaktów, które mogłyby być konsekwencją rzeczonych różnic. Te były zbyt małe i w zasadzie mogę stwierdzić, że ekran podświetlony jest dość równo.

Kontrast i podświetlenie to jedno, ale kluczową rolę w pracy wielu osób, które na zakup P34WD-40 się zdecydują, odgrywać będą kolory. Uspokajam – także tu nie ma żadnych przekłamań ze strony producenta. Przełączenie monitora w tryb sRGB oferuje 99% pokrycia palety sRGB i 71% DCI-P3 oraz 68% AdobeRGB. Natomiast wybór trybu DCI-P3 daje prawie pełne pokrycie wspomnianego gamutu (98%), 100% sRGB oraz 81% AdobeRGB. Same kolory są też bardzo przyjemne dla oka i nie raziły mnie w oczy żadne sztuczne przejaskrawienia.

Kalibracja pokazała także, że testowany ThinkVision lubi się z kalibratorem. Zarówno w trybie sRGB, jak i DCI-P3 udało się osiągnąć praktycznie idealne barwy, zgodne ze kolorami wzorcowymi. Dla węższego gamutu średnia DeltaE*00 wyniosła 0,7 i maksimum 2.29 dla jednego z odcieni niebieskiego. Analizując raport dało się zauważyć, że większe odchyły od wzorów dotyczyły właściwie wyłącznie wariantów tego koloru. W przypadku DCI-P3 średnia wartość DeltaE*00 była jeszcze niższa i wyniosła 0.26, co pokazuje, że kolory były jeszcze bardziej idealne, a maksimum tego wskaźnika wyniosło 2.23 i tym razem dotyczyło jednego z odcieni koloru czerwonego.

Parametry obrazu – iiyama G-Master Gold Phoenix GCB3486WQSCP-B1:

  • maksymalna częstotliwość odświeżania: 120 Hz
  • luminancja: 349 cd/m2
  • kontrast (ust. domyślne): 2179:1
  • czerń: 0,15 cd/m2
  • paleta sRGB: 99%
  • paleta DCI-P3: 98%
  • paleta AdobeRGB: 81%
  • DeltaE średnio (sRGB po kalibracji): 0,7
  • DeltaE max. (sRGB po kalibracji): 2,29
  • DeltaE średnio (DCI-P3 po kalibracji): 0,26
  • DeltaE max. (DCI-P3 po kalibracji): 2,23

Na koniec została mi do omówienia kwestia czasu reakcji. Kłamałbym, gdybym napisał, że oczekiwałem obrazu idealnie gładkiego i bez smug. Po pierwsze, zainstalowany tu panel jest odświeżany maksymalnie 120 razy na sekundę, a po drugie – także w tej kwestii Lenovo nie czarowało i deklarowało, że czas reakcji wynosi te 4 – 6 ms GtG w zależności od tego, na jakie wsparcie Over Drive się zdecydujemy.

Nie da się ukryć, że w smużenie jest widoczne, szczególnie jeżeli Over Drive zostanie całkowicie wyłączony. Kiedy „dopalanie” pikseli jest włączone w domyślny tryb Normal, jest ono zredukowane, ale jednak wciąż rzuca się w oczy. Natomiast tryb Extreme jest w stanie jeszcze nieco bardziej wygładzić ruchomy obraz, ale kosztem lekko widocznego już overshootu, a więc „prześwietlonych” pikseli podążających za ruchomym obiektem.

Najważniejsze jednak, że wszystko, co napisałem powyżej dotyczy przede wszystkim sztucznego środowiska, takiego jak chociażby plansza testowa UFO Test. Podczas grania chociażby w Clair Obscur: Expedition 33 oraz STALKER 2: Heart of Chornobyl żadne smużenie nie rzucało mi się w oczy. Nie jest to monitor gamingowy, ale i tak jego, nazwijmy to, potencjał rozrywkowy, oceniam wysoko.

Podsumowanie

Spędzenie kilkunastu dni z ThinkVision P34WD-40 bardzo ładnie uwypukliło jego atrybuty. Nie da się ukryć, że jest to sprzęt nie tyle specyficzny, bo w świecie sprzętu biznesowego nie jest, ale raczej specjalistyczny. Z tym, że jednocześnie pozostaje w tej swojej bańce bardzo uniwersalny. Pewnie, raczej mało kto zainwestuje nieco ponad 3000 zł w sprzęt, którego w pełni nie wykorzysta. Ale już ci, których funkcjonalność i jakość prezentowana przez testowaną „panoramę” przekonuje, powinni być zadowoleni.

W zasadzie w czasie testów w żadnym momencie nie odniosłem wrażenia, że czegoś mi w tym sprzęcie brakuje. Zainstalowany IPS oferuje bardzo ładny obraz i to nie tylko z perspektywy „oka”, ale też „szkiełka”. Wszelkie testy obrazu wypadły dobrze i szanuję też, że w żadnym momencie Lenovo nie kombinowało i nie czarowało używając marketingowej „różdżki”.

W przypadku tego monitora obraz to jeden z elementów. Równie ważna jest też całościowa funkcjonalność monitora i jego możliwości wykorzystania w pracy, a te prezentują się ze wszech miar bogato, bo do wysokiej klasy wyświetlacza należy doliczyć możliwość stworzenia uporządkowanego stanowiska pracy dzięki funkcji dokowania, obsługę trybów poprawiających efektywną i wielozadaniową pracę (PiP/PbP, przełącznik KVM, daisy chain, tryb True Split) oraz pamiętanie o ergonomicznej podstawie.

Jedyne, czego w tym monitorze nie rozumiem to jego (nie)zakrzywienie ekranu. Serio, patrzy się na niego dokładnie tak samo, jak na płaski ekran, więc wydaje mi się, że to jedyna decyzja odnośnie tego monitora zasługująca na stwierdzenie „nietrafiona”. Ale też podkreślę, że jest zupełnie nieszkodliwa dla użytkownika.

Nie chciałem, aby ta recenzja miała wydźwięk „piania z zachwytu”, a raczej pochwały dobrze skrojonego urządzenia do pracy. Bo takim bohater testu się okazał. I jako takiemu przyznaję ThinkVision P34WD-40 naszą odznakę „Techsetter poleca!”.

OFERTA

Partnerem portalu jest sklep notebooki.pl. Sprzęt do testów dostarczyła firma Lenovo. Opinie wyrażone w recenzji należą w 100% do autora i żadne osoby trzecie nie ingerowały w jej treść.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *