LinkedIn AI

Co drugi długi post na LinkedIn to dzieło maszyny

Znasz ten typ posta: „Zwolnienie z pracy było najlepszą rzeczą, jaka mi się przydarzyła”. Emotka, trzy zdania, morał. I to charakterystyczne wrażenie, że pisał to ktoś, kto klika ten sam szablon co wszyscy.

Okazuje się, że wrażenie nie kłamie. Dwa niezależne badania właśnie policzyły, ile treści AI na LinkedIn naprawdę krąży. Wyszło sporo.

Ponad 40% długich postów pisze maszyna

Sprawę rozłożyły na czynniki pierwsze dwie firmy od wykrywania AI: Pangram i Originality.ai. Ich wnioski są zbieżne i mało pochlebne dla platformy.

Ile postów na LinkedIn generuje AI? Według analizy Pangram z lipca 2026, aż 41% długich postów (ponad 250 słów) na LinkedIn to teksty w całości wygenerowane przez sztuczną inteligencję. I choć LinkedIn stanowił tylko jedną trzecią wszystkich przeskanowanych treści, odpowiadał za blisko dwie trzecie, bo aż 62% całego contentu oznaczonego jako AI. Innymi słowy: to najbardziej „zautomatyzowana” duża platforma społecznościowa, jaką znamy.

Pangram doszedł do tych liczb nietypowo. Jego wtyczka do Chrome skanowała posty, które użytkownicy realnie widzieli w swoich feedach, w sumie ponad milion tekstów między kwietniem a czerwcem 2026. To ważne rozróżnienie: badanie nie mówi, ile AI istnieje gdzieś w otchłani internetu, tylko ile jego treści faktycznie trafia ci przed oczy.

Wcześniejsza analiza Originality.ai tylko to potwierdza. Już w październiku 2024 firma szacowała, że 54% długich postów na LinkedIn nosi ślady AI. Aktualizacja ze stycznia 2026, na próbce 3368 postów wpływowych profili, dała niemal identyczny wynik: 53,7%. Skok zaczął się dokładnie tam, gdzie można się spodziewać. Po premierze ChatGPT na przełomie 2022 i 2023 liczba postów AI wystrzeliła o 189%.

Dlaczego akurat AI na LinkedIn rozlało się najszerzej

Bo platforma sama się o to prosi.

LinkedIn premiuje długie posty, które łączą osobistą historyjkę z „lekcją biznesową”. Stąd cały ten gatunek postów w stylu „przypaliłem tosta i oto czego nauczyło mnie to o zarządzaniu zespołem”. A najszybszy sposób, żeby taki tekst wyprodukować, to wcisnąć przycisk. LinkedIn taki przycisk ma: wbudowaną funkcję pisania postów przez AI, którą normalizuje wprost w swoim interfejsie.

Efekt? Feed, w którym setki postów wyglądają i brzmią tak samo. Ten sam rytm, ten sam entuzjazm, ta sama gładka pustka.

Komentarze też? No właśnie

Tu robi się jeszcze ciekawiej. Nawet komentarze pod postami na LinkedIn są w blisko 24% generowane przez AI. Dla porównania, na Reddicie odsetek odpowiedzi pisanych przez maszynę to zaledwie 1,7%.

Różnica jest wymowna. Ludzie chętnie oddają głos sztucznej inteligencji tam, gdzie występują pod własnym nazwiskiem i budują „markę osobistą”. A niechętnie tam, gdzie są anonimowi i po prostu rozmawiają.

Kiedy platforma walczy z AI przy pomocy AI

LinkedIn problem zauważył. W maju 2025 ogłosił, że bierze się za „ograniczanie generycznych treści i wzmacnianie autentyczności”, czyli że zacznie wykrywać i spychać w dół posty AI.

Tyle że, jak odnotował Pangram, samo firmowe ogłoszenie o walce z treściami AI zostało przez detektor oznaczone jako wygenerowane przez AI.

W międzyczasie LinkedIn przebudował w marcu 2026 cały system rankingowy feedu, opierając go na dużym modelu językowym. Czy to pomoże wyłapywać automatyczne treści, czy raczej dołoży kolejną warstwę automatyzacji, na razie nie wiadomo.

Zanim uwierzysz w każdy procent

Tu jedna ważna uwaga. Detektory AI nie są wyrocznią. Pokazują prawdopodobieństwo, nie pewność, i potrafią się mylić, szczególnie przy tekstach osób, dla których angielski nie jest pierwszym językiem. Ich gładka, poprawiana składnia bywa fałszywie brana za maszynę. Sam Pangram przyznaje zresztą, że jego dane to raczej dolna granica zjawiska.

Warto też pamiętać, co „AI-generated” właściwie znaczy. Część z tych postów to teksty w całości wyplute przez czat. Ale część to zwykłe wygładzenie czegoś, co człowiek najpierw napisał sam. To dwie różne historie, a statystyki lubią je wrzucać do jednego worka.

Jest jednak drugie dno. Dane Originality.ai pokazują, że posty z widocznym śladem AI zbierały średnio o 45% mniej zaangażowania niż te pisane przez ludzi. Czyli algorytm może i nie odróżnia, ale odbiorcy całkiem nieźle.

I to jest właściwie najciekawszy wniosek z tej całej afery. LinkedIn zalewa treść, której nikt tak naprawdę nie chce czytać.

źródło: extremetech.com, originality.ai, pangram.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *