Laptop jako element wizerunku. Dlaczego mówi o nas więcej, niż myślimy?

Jeszcze kilkanaście lat temu pytanie o to, jaki laptop kupić, sprowadzało się właściwie do prostych argumentów. Ma być szybki, niezawodny i najlepiej tani. A jeśli lepszy, do grania – wiadomo, droższy i “gamingowy”! Komputer był zwykłym narzędziem, podobnie zresztą jak drukarka czy monitor. Miał wykonywać swoją pracę i nie absorbować użytkownika bardziej, niż było to konieczne, zwłaszcza w erze faworyzowania komputerów stacjonarnych. Dzisiaj ta perspektywa wydaje się zaskakująco odległa. W świecie pracy hybrydowej, spotkań online i mobilnych biur laptop… stał się częścią naszego codziennego wizerunku.

Brzmi to może trochę górnolotnie, ale wystarczy rozejrzeć się podczas, nie wiem, konferencji branżowej, spotkania biznesowego czy nawet podczas wizyty w kawiarni, żeby zauważyć pewną prawidłowość. Komputery, podobnie jak samochody, telefony czy zegarki, zaczęły komunikować otoczeniu coś o swoich właścicielach. Nie zawsze świadomie i nie zawsze zgodnie z prawdą, ale jednak.

Co ciekawe, wcale nie chodzi o cenę urządzenia. Wbrew pozorom drogi laptop nie buduje prestiżu automatycznie, a tani nie musi go przecież odbierać. Przynajmniej ja tak uważam i zdania pewnie nie zmienię. Znacznie większe znaczenie ma to, dlaczego ktoś wybrał konkretny model i jakie wartości za nim stoją. W tym sensie laptop stał się czymś znacznie więcej niż tylko komputerem, tym komputerem stacjonarnym, który trudno pokazać “na mieście”.

Komputer opowiada pewną historię

Psychologia od dawna opisuje zjawisko nazywane sygnalizacją społeczną. Ludzie komunikują swoje wartości i styl życia nie tylko poprzez słowa, ale również poprzez przedmioty, którymi się otaczają. Dotyka to oczywiście materializmu i konsumpcjonizmu, ale co zrobić? Takie czasy. Samochód może sugerować zamiłowanie do komfortu albo sportowych osiągów. Zegarek często mówi o stosunku do tradycji lub nowoczesności, a smartfon zdradza, w jakim ekosystemie technologicznym lubimy funkcjonować. No, chyba że chcemy po prostu niebezpośrednio szpanować kasą. Wtedy te reguły nie mają znaczenia.

Laptop dołączył do tej grupy stosunkowo późno. Jeszcze przed pandemią, takie mam wrażenie, trudno było wyciągać jakiekolwiek wnioski na podstawie komputera stojącego na biurku. Dzisiaj jest zupełnie inaczej. Ba, dla wielu osób laptop stał się najważniejszym narzędziem zawodowym. Towarzyszy nam przecież podczas podróży służbowych, spotkań z klientami, prezentacji, wykładów czy pracy zdalnej, a w wolnym czasie służy za platformę do oglądania Netfliksa, czyż nie?

Nie jest więc zaskoczeniem, że zaczęliśmy zwracać uwagę nie tylko na to, co komputer potrafi, ale również na to, jak wygląda i jakie skojarzenia wywołuje. W końcu… cóż, wielu ludzi bardzo lubi porównywać się do innych.

ThinkPad… biznesowa klasyka, która nie potrzebuje reklamy?

Tak sobie myślę, że w odniesieniu do laptopa jako części wizerunku, niewiele marek potrafiło zbudować równie charakterystyczny jak ThinkPad. Czarna, matowa obudowa, czerwony TrackPoint i oszczędna stylistyka od lat tworzą obraz komputera po prostu stworzonego do pracy. Nie ma tu błyszczących powierzchni, agresywnych linii, ani efektownego podświetlenia. Jest za to funkcjonalność i konsekwencja. Jest jasne skojarzenie.

To właśnie dlatego ThinkPady od lat dominują w korporacjach, działach IT i firmach konsultingowych. Nie dlatego, że zawsze oferują najlepsze podzespoły w swojej klasie cenowej, bo z tym bywa przecież różnie. Ich największą przewagą jest zaufanie, jakie zbudowały przez lata. Ot, dla wielu użytkowników ThinkPad stał się synonimem niezawodności i można go porównać do dobrze skrojonego, ciemnego garnituru. Nie przyciąga spojrzeń, ale daje poczucie, że właściciel stawia na sprawdzone rozwiązania.

Co ciekawe, ThinkPady często zyskują charakter dopiero po kilku latach użytkowania. Sam się na tym złapałem, kiedy przyglądałem się laptopom ludzi w kawiarniach. Naklejki z eventów i wytarte krawędzie sprawiają, że komputer zaczyna “wyglądać”. Jak narzędzie, a nie świecidełko. Tak, to też jakaś informacja wizerunkowa, bo w świecie technologii takie zużycie tworzy wiarygodność, że coś jest warte, powiedzmy, kilku tysięcy godzin użytkowania.

Zaś MacBook – symbol prestiżu i… z czasem wygody

Podobną drogę, choć w trochę innym kierunku, przeszedł MacBook. Jeszcze kilkanaście lat temu komputery Apple kojarzyły się głównie z grafikami, fotografami i agencjami reklamowymi. Z tą grupą najbogatszych, którzy na „jabłuszko” mogą sobie pozwolić. Takie miałem zawsze wrażenie. Były drogie, charakterystyczne i wyraźnie wyróżniały się na tle laptopów z systemem Windowsa. Sam fakt posiadania MacBooka bywał traktowany jako element budowania prestiżu, co zresztą miało swój urok na przykład w filmach, gdzie do konkretnych scen, także biurowych, były brane MacBooki. Oczywiście nic się w tej kwestii nie zmieniło.

Dzisiaj ten obraz jest znacznie bardziej złożony. MacBooki znajdziemy na biurkach programistów, analityków, prawników, wykładowców, przedsiębiorców, muzyków, studentów – wszystkich, których po prostu na to stać. Trudno już mówić o komputerze dla konkretnych grup zawodowych i dla „elit”. Co więcej, zmieniły się również motywacje użytkowników, bo coraz częściej wybór Apple nie wynika z chęci podkreślenia statusu, lecz z wygody.

Długa praca na baterii, wysoka kultura pracy, stabilność systemu czy integracja z iPhonem dla wielu osób są ważniejsze niż logo. W efekcie MacBook przestał być symbolem luksusu, a przede wszystkim fajnego funkcjonowania, bardzo mobilnego i mocno osadzonego w jednym ekosystemie. Komfort jest tutaj słowem kluczem i właśnie tak MacBook zbudował swój wizerunek w ostatnich latach. Albo inaczej: wpłynął na jego ewolucję, sprawił, że ludzie nie tylko tego chcą, ale też nieświadomie na to wpływają, wybierając właśnie jabłuszko.

Ale nie tylko marka ma znaczenie!

Byłoby jednak dużym uproszczeniem sprowadzenie całego zjawiska wyłącznie do nazwy producentów. W rzeczywistości znacznie większe znaczenie ma filozofia urządzenia. Na przykład Dell od lat rozwija serię XPS jako połączenie elegancji i wysokiej jakości wykonania. Z kolei HP EliteBook kierowany jest przede wszystkim do klientów biznesowych, stawiających na bezpieczeństwo i niezawodność. Taki ASUS Zenbook próbuje połączyć nowoczesny design z mobilnością, a Lenovo Yoga coraz wyraźniej trafia do użytkowników szukających jednego urządzenia zarówno do pracy, jak i codziennego życia, a jednocześnie stawiają na sprzęt typu 2-w-1.

Każda z tych rodzin laptopów opowiada trochę inną historię, choć… nie będę prawić bullshitu, że każdy z tych laptopów bardzo różni się od poprzedniego. Dużo w tym fajnych marketingowych haseł, które jednak ewidentnie wciąż działają na ludzi. Nie dlatego, że ich właściciele są zupełnie różni, ale dlatego, że producenci od lat budują wokół nich określone skojarzenia. Kupując komputer, często wybieramy nie tylko procesor czy ilość pamięci RAM. Wybieramy również sposób, w jaki chcemy być postrzegani – nawet jeśli nie zawsze robimy to całkowicie świadomie.

Przykład z życia. Kupując buty do grania w piłkę, chcę, żeby były komfortowe, ale też kojarzyły się z konkretną pozycją na boisku. A kupując buty do biegania, nie chcę tych najdroższych, bo uważam, że są zarezerwowane dla najlepszych. Mając o sobie co najwyżej solidne mniemanie w tej kwestii, nie chciałbym mylnych skojarzeń z super biegaczem, rozumiecie? Tak samo jest z laptopami – mają różne style i choć aż tak wielkich różnic między nimi nie ma, idziemy za tym. Wierząc, że nasz wybór ma „głębszy sens”.

Era pracy zdalnej zmieniła nasze spojrzenie na komputery

Pandemia COVID-19 przyniosła wiele zmian, ale jedną z najtrwalszych okazało się upowszechnienie pracy zdalnej i hybrydowej. Dla mnie, jak dla przeciętnego użytkownika, jeszcze 5-6 lat temu kamera internetowa była dodatkiem, na który mało kto zwracał uwagę. Dzisiaj trudno znaleźć prezentację nowego laptopa, w której producent nie poświęca trochę czasu jakości obrazu, mikrofonom czy funkcjom wykorzystującym sztuczną inteligencję do poprawy prowadzenia wideokonferencji.

To nie przypadek. I tyczy się nie tylko laptopów, ale też słuchawek.

Laptop jest już takim urządzeniem, którego używamy… dla kogoś. Podczas spotkań online staje się częścią naszej zawodowej obecności, widzicie to? Widać go na biurku, służy jako narzędzie komunikacji, a jego jakość wpływa na to, jak odbierają nas inni. Cichy układ chłodzenia, dobra kamera czy wysokiej klasy mikrofony nie są już wyłącznie elementami specyfikacji technicznej. Coraz częściej budują profesjonalny obraz użytkownika, konkretne poczucie, że ktoś dba o detale i odbiór zewnętrzny. Słowem: nie wystarczy już tylko dobrze wyprasowana koszula.

apple

Być może właśnie dlatego producenci coraz mniej mówią dziś o gigahercach i liczbie rdzeni, które, owszem, pozostają ważnymi informacjami, ale dla miłośników “bebechów”. Coraz częściej mówi się o samym doświadczeniu sprzętu w pracy. Bo współczesny laptop ma być jak… hm, pewnego rodzaju odbicie czy przedłużenie naszej reputacji. 

Sorry, gram teraz w Kingdom Come: Deliverance, gdzie na reputację wpływa prawie wszystko, mam zryty beret, ale wiem, co mówię!

LinkedIn, cowork i Teams. Wizerunek przeniósł się na ekran

Jest taki kadr, który kiedyś byłby pewnie nie do wyobrażenia. Kawiarnia w centrum miasta. Na stole fajne capuccinko, słuchawki z aktywną redukcją szumów i otwarty laptop. Czytaj: cały ja. Obok ktoś prowadzi spotkanie na Teamsie, kilka stolików dalej pracuje programista, a przy oknie jakiś freelancer montuje materiał wideo. To nie scena z reklamy technologicznej – to codzienność w dużych miastach. I właśnie w tej codzienności laptop stał się czymś więcej.

Praca hybrydowa sprawiła, że nasze „biuro” przestało mieć stały adres. Dzisiaj równie często pracujemy z domu, co-worku, pociągu czy lotniska. W efekcie komputer znalazł się bardziej niż zwykle w centrum zawodowej ekspozycji. Widzimy go na zdjęciach publikowanych na LinkedInie, podczas webinarów, szkoleń, rozmów rekrutacyjnych, znowu powtórzę: dosłownie wszędzie. To ogromna zmiana kulturowa.

Kiedyś profesjonalizm budowało przede wszystkim fizyczne otoczenie: gabinet, sala konferencyjna, recepcja firmy. Dzisiaj pierwsze wrażenie coraz częściej robi… laptop. I rzeczy mu towarzyszące, które mógłbym określić różnymi pytaniami. Czy kamera dobrze radzi sobie przy świetle z okna? Czy mikrofon nie zbiera hałasu z ulicy? Czy laptop można ładnie schować do plecaka albo otworzyć jedną ręką, kiedy drugą trzymamy telefon? Czy po kilku godzinach pracy bateria nadal ma dużo procentów, czy może desperacko szukamy gniazdka?

dell xps 13

Pojawił się nowy status pt. “Umiem dobrać narzędzie”

Obserwuję świat i mam wrażenie, że w świecie technologii nastąpiło coś, co socjologowie nazywają przesunięciem symboli statusu. Kiedyś prestiż budował sam fakt posiadania drogiego sprzętu, a dzisiaj coraz większy prestiż buduje umiejętność świadomego wyboru. Widzę to nawet po sobie, że wcale nie wygrywa ten, co ma najdroższy sprzęt.

To właśnie dlatego kilkuletni ThinkPad z dobrze dobraną konfiguracją potrafi wzbudzić większy szacunek wśród ludzi z branży niż nowiutki laptop kupiony, „bo był najdroższy”. To dlatego X1 Carbon obklejony naklejkami często wygląda bardziej wiarygodnie niż ktoś, kto wyciąga błyszczącego ultrabooka, ale nie potrafi wyjaśnić, dlaczego akurat ten model wybrał.

Pamiętam, jak sam kupowałem laptopa dla siebie. Kilka lat temu, poleasingowego, Chromebooka za 500 zł. Dodałem naklejeczki z Cyberpunka, pakowałem do małej torby i voila – czułem się jak król, bo wiedziałem, że tak niepozorne narzędzie w świecie laptopów idealnie spełnia moje potrzeby. Na tamten czas, kiedy potrzebowałem czegoś wyłącznie do pisania i oglądania w trybie mobilnym, w pociągu czy w biurze, był to strzał w dziesiątkę. Za grosze. Dlatego sądzę, że dziś wizerunek profesjonalisty buduje się inaczej. Tym, co robi się przed zakupem laptopa, samym researchem. Jak ma się konkretne argumenty, ładnie maluje się później obraz kompetencji.

W przypadku wyboru laptopa biznesowego warto pamiętać, że wybór konkretnego producenta, serii i ostatecznie konfiguracji powinien wynikać nie tylko z budżetu, ale też z realnego sposobu pracy. Jeśli zastanawiacie się, jaki sprzęt najlepiej będzie pasował to Waszej firmy albo wykonywanej pracy, napisz na zapytaj@techsetter.pl – pomożemy dobrać odpowiedniego laptopa!

AI jako nowy element tożsamości technologicznej?

A teraz dochodzimy do najświeższego wątku: komputerów z AI. Jeszcze dwa-trzy lata temu określenia takie jak „Copilot+ PC” czy „AI PC” brzmiały bardziej jak marketingowa ciekawostka, która wpada jednym uchem, a ulatnia się drugim. Dzisiaj praktycznie każdy duży producent – Lenovo, HP, Dell, ASUS, Acer czy Microsoft – buduje wokół sztucznej inteligencji nową narrację.

Kluczowe pytanie brzmi: czy AI stanie się kolejnym elementem laptopowego wizerunku? Moim zdaniem tak, ale chyba nie w sposób, którego oczekują sami producenci. Nie będzie bowiem chodziło o to, żeby pochwalić się trudnymi, złożonymi hasłami ze specyfikacji. Będzie chodziło przede wszystkim o sygnał, choćby do pracodawcy, to znaczy: “jestem przygotowany na nowy sposób pracy”.

praca zdalna badania

To trochę jak z pierwszymi ultrabookami. Początkowo były symbolem nowoczesności, później stały się po prostu wygodnym standardem. Stawiam dom razem z działką, że podobnie będzie z AI. Na przykład dzisiaj obecność NPU może być postrzegana jako wybór „na przyszłość”, ale za kilka lat prawdopodobnie stanie się czymś tak oczywistym, jak stał się czytnik linii papilarnych. Co ważne, właśnie wtedy okazuje się, że prawdziwy wizerunek nie wynika z posiadania nowej technologii, ale z tego, że potrafimy ją wykorzystać w sensowny sposób.

Puenta? Wizerunek zaczyna się od kompetencji

Wracając do pytania z początku: czy laptop jest elementem wizerunku? Zdecydowanie tak. Z biegiem lat jeszcze ważniejszym, niż kiedyś można było zakładać. Sam jestem w szoku, jak to się zmieniło, pisząc z perspektywy fana komputerów stacjonarnych. Co najważniejsze, współczesny wizerunek technologiczny nie opiera się już na prostym równaniu „droższy = bardziej prestiżowy”. To dobra zmiana, nawet jeśli musimy ciągle mierzyć się z cieniami konsumpcjonizmu, który też mocno wpływa na technologiczne podwórko.

Każdy producent laptopów może mówić o czymś innym, jednak ostatecznie ludzie zapamiętują nie to, od jakiego producenta laptop stał na stole. No, chyba że chodzi o MacBooka, ale uznałbym go za wyjątek. Ludzie dziś zapamiętują, czy osoba po drugiej stronie wie, co ma w swoim posiadaniu. A jeśli dobrze dobrany komputer pomógł jej pracować sprawniej i skupić się na tym, co naprawdę ważne, to znaczy, że spełnił swoją rolę nie tylko jako narzędzie. Ale również jako element wizerunku, który, tak swoją drogą, może być przedłużeniem macki dobrego marketingu.

Dlatego machinę sprzedaży – tak sądzę – bardziej mogą napędzić ludzie merytoryczni, a nie przypadkowy Kowalski w sklepie RTV AGD, który kupuje byle laptopa dla żony. Okej, jest ich więcej, można kosić na nich więcej kasy często na tańszym sprzęcie, ale nie zrobią tak dobrego wizerunku sobie i marce, jak mniejszość z przeciwnego bieguna. A może przesadzam? Tak czy siak, zostawiam tę myśl, niech się niesie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *