Korpo-lengłydż, korpo-mowa, korporacyjny bełkot – jak zwał tak zwał. Nierzadko słyszymy o taskach w skedżualach, kej-pi-ajach, kłik-kolach oraz kancelowaniu rikłesta na ASAP. Badania przeprowadzone przez dra Shane’a Littrealla z Cornel University Callage of Arts and Science dostarczają wnioski, które dla osób na co dzień korzystających z tego typu dialektu powinny być cenną informacją zwrotną skłaniającą do refleksji. Ale jeszcze bardziej badania uderzają w osoby podatne na korpo-slogany.
„Korporacyjny bełkot” został zdefiniowany jako przekaz znaczeniowo pusty, pozbawiony esencji, logicznie wątpliwy i nie zawsze jasny. Jednocześnie chce uchodzić za ważny, niezmiernie istotny i zawierających kluczowe informacje. To komunikat mający pokazywać rzekomy profesjonalizm korzystających z niego osób, przy czym… często nie przekazuje żadnych konkretnych treści, a używanie wymyślnych zwrotów może maskować brak kompetencji, ubytki wiedzy oraz problemy komunikacyjne. Albo chęć zaimponowania współpracownikom oraz, a może przede wszystkim, przełożonym: si-i-oł, dżi-emom oraz pi-emom.
I chodzi tu nie tylko o rozmowy podczas mitingów w konferens rum, ale w czasie mailowania, brejnstormu czy szybkich kolach. Autor jednak zwraca uwagę, że należy odróżnić „korpo-gadkę” od języka branżowego – to nie to samo! Warto też zaznaczyć, że badania pokazują korelację, a nie przyczynowość.
Na potrzeby badania, Littrel stworzył narzędzie diagnostyczne, które nazwał skalą CBRS (Corporate Bullshit Receptivity Scale) jako miarę podatności na „korpo-bełkot”, czyli tendencję do traktowania tego typu języka, jako bardziej wartościowego i treściwego niż jest w rzeczywistości. Badania przeprowadzone na grupie ponad 1000 pracowników z USA i Kanady pokazały, że osoby podatne na „korpo-gadkę” cechują się niższym poziomem inteligencji oraz myślenia analitycznego. Osoby biorące udział w badaniach musiały być oczywiście zatrudnione, podlegać przełożonemu oraz pracować zawodowo od przynajmniej 1 roku.
To oczywiście przekłada się na efektywność takich pracowników oraz jakość podejmowanych przez nich decyzji. Mało tego, tego typu język i zwroty negatywnie wpływają na przepływ komunikacji wewnątrz grupy pracowników. A dalej – prowadzi to do spadku zaangażowania pracowników oraz zwiększone ryzyko błędów decyzyjnych mogących wpływać zarówno na wizerunek, jak i finanse firmy.
Źródło: rmf24, science direct




Dodaj komentarz