O tym, że Wujek Google potrafi znać więcej naszych sekretów niż najbliższa rodzina i przyjaciele raczej nie trzeba nikomu uświadamiać. Tak samo jak tego, że często to sami użytkownicy, mniej lub mniej świadomie, udostępniają korporacji sporą liczbę osobistych danych. I mimo że słusznie może to przerażać, to jednak są też tego dobre strony – łatwość sporządzania różnego rodzaju statystyk dot. zachowania całych skupisk ludzkich. Najczęściej użytkownik smartfona z systemem Android nawet nie jest świadomy, że w jakichkolwiek badaniach statystycznych bierze udział.

Do rzeczy – Google stworzyło raport pokazujący, jak zmieniła się częstotliwość i długość wizyt w określonych miejscach w porównaniu do czasów sprzed epidemii koronawirusa. Posłużyły do tego te same anonimowe dane, które normalnie Google wykorzystuje do oznaczania „popularnych miejsc” na mapie. Punktem odniesienia jest mediana z okresu 3 stycznia – 6 luty 2020. W badaniach brały udział osoby, które na swoim koncie Google mają aktywną opcję zapisywania historii lokalizacji.

Według raportu dla Polski, w dniach od 16 lutego do 29 marca, ruch w takich miejscach, jak restauracje, kawiarnie, centra handlowe, muzea, biblioteki, kina i teatry zmalał aż o 78% w stosunku do stanu wyjściowego. Apteki i parki (w tym plaże, parki narodowe, ogrody) zanotowały spadek o 59%, a na stacjach kolejowych czy autobusowych pojawiało się o 71% mniej osób niż zazwyczaj. Aktywność w miejscach pracy spadła natomiast o 39%.

Interesująco w tym wszystkim wypada wykres dotyczący spędzania czasu w miejscach oznaczonych jako „Dom”. Raport mówi o 13-procentowym wzroście czasu spędzanego w domu. I tutaj pojawia się pytanie – tylko? Na tle pozostałych wykresów ten prezentuje się dość blado. Aż kusi wniosek, że nawet przed pandemią o obostrzeniami w poruszaniu się, po prostu najlepiej siedzi nam się w domu. Chociaż oczywiście trzeba wziąć pod uwagę stan wyjściowy, czyli okres styczeń – luty. Raczej nie jest to czas sprzyjający spacerom po plaży i parkach.

Raport od Google pozwala w dość przejrzysty sposób zobaczyć, że akcja #zostanWDomu pisana w różnych językach podziałała nie tylko w naszym kraju. Warto wygenerować sobie raport dla chociażby Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch czy USA i porównać wyniki z Polski z innymi państwami.