Inteligentne pierścienie miały być „next big thing” w świecie wearables. Lekki, stylowy, a do tego monitoruje sen, tętno i kalorie – czego chcieć więcej? Tyle że Daniel (@ZONEofTECH) właśnie udowodnił, że w pakiecie można dostać także bilet w jedną stronę… na ostry dyżur.
Puchnąca bateria kontra palec
Historia zaczęła się na lotnisku. Chwila przed wejściem do samolotu, a bateria Galaxy Ringa Daniela nagle zaczyna puchnąć. Efekt? Pierścień deformuje się i klinuje na palcu. Obsługa lotniska próbuje ratunku – mydło, krem do rąk – i tu twist: zamiast pomóc, substancje sprawiają, że akumulator rozszerza się jeszcze bardziej. Palec boli, a samolot odleciał bez niego.
Ratunek dopiero w szpitalu
Na miejscu lekarze zrobili to, czego nie dała rady obsługa lotniska. Najpierw lód na opuchliznę, potem medyczny lubrykant – i udało się uwolnić palec. Zdjęcia wrzucone przez Daniela pokazują efekt końcowy: pierścień kompletnie zdeformowany, wnętrze „wyplute” na zewnątrz, akumulator w stanie agonalnym.


Samsung przeprasza, Daniel kończy temat
Samsung UK w komentarzu szybko przeprosił i poprosił o kontakt prywatny. Sam poszkodowany nie ma jednak zamiaru dawać drugiej szansy inteligentnym pierścieniom. Jego podsumowanie jest krótkie i dobitne:
„Nigdy więcej nie założę inteligentnego pierścienia.”
Co nam to mówi o smart-gadżetach?
Smartwatch można zdjąć w sekundę. Telefon – odłożyć na stół. Ale gdy miniaturowa bateria puchnie w urządzeniu zaciśniętym na palcu, robi się niebezpiecznie. Ta historia pokazuje, że kategoria wearables ma jeszcze swoje ciemne strony, a „zdrowotny asystent” może w skrajnym przypadku zamienić się w bolesną pułapkę.
źródło: telepolis.pl, x.com/ZONEofTECH




Dodaj komentarz