Muszę przyznać, że dawno się bawiłem się tak dobrze czytając sekcję komentarzy. A mówię tu wyłącznie o tych zostawionych przez użytkowników YouTube’a pod filmem przedstawiającym Ferrari Luce – pierwsze elektryczne auto z logo czarnego rumaka na żółtym tle. Inne portale, nawet te nie związane bezpośrednio z motoryzacją, także zwróciły swój wzrok z kierunku „elektryka” od Ferrari.
Opinie fanów motoryzacji są jednak podzielone…
Ferrari Luce dzieli przede wszystkim pod kątem wizualnym
Luce to pod kątem wizualnym dziwny twór. Z jednej strony da się w nim dostrzec elementy charakterystyczne dla aut Ferrari. Jednocześnie front wydaje się nawiązywać do kultowego Ferrari 849 Testarossa. Tylko nawiązywać, bo jednak reszta bryły pozbawiona jest charakterystycznych, agresywnych, podkreślających sportowo-luksusowy charakter auta linii. Luce jest nijaki. Wszędzie tylko szkło, gładki metal i estetyka bardziej kojarząca się z Toyotą Prius niż legendarną włoską marką.
Mało tego, to drugi w historii samochód Ferrari posiadający 5 miejsc dla pasażerów oraz po dwie pary drzwi. No i ten błękitny kolor także wydaje się pasować do Ferrari, jak pięść do nosa.
Za projekt wizualny Ferrari Luce odpowiada ekipa, w skład której weszli projektanci Ferrari dowodzeni przez Flavio Manzoniego oraz firma LoveFrom – studio kreatywne, którego założycielem jest były szef designu Apple.
Co pod maską?
Zostawmy już kwestię wizualną i przejdźmy do kwestii silnika. Ferrari wyposażyło Luce w układ czterech silników, po jednym na każde koło, które są w stanie wygenerować łącznie moc 1050 KM (772 kW). Firma chwali się, że „setkę” Luce osiąga już w 2,5 sekundy, 200 km/h zobaczymy po 6,8 sekundy, a maksymalna prędkość auta wynosi ponad 310 km/h.
Za energię odpowiada akumulator o pojemności 122 kWh i napięciu 800 V. Samochód będzie można ładować z mocą do 350 kW, a zasięg szacuje się na ponad 530 km.
Jak udawać, że to auto spalinowe?
Nie da się ukryć, że to Ferrari to nie tylko legendarne projekty wizualne, ale też pieszczenie uszów miłośników 4 kółek za pomocą potężnych silników z fabryki w Maranello. Luce oczywiście takowego nie ma, a elektryki są ciche. Nie brzmią. To znaczy – wydają jakieś tam odgłosy, w tym… sztuczne, syntetyczne odgłosy pracującego auta dochodzące z głośniczków.
Podobne rozwiązanie wprowadza Ferrari Luce, z tym zamiast „symulowanych” odgłosów auta, będzie on dostarczać dźwięki wygenerowane w oparciu o dane zebrane przez akcelerometry mierzące rzeczywiste wibracje i mechaniczne zaangażowanie układu napędowego. Dane te mają być zbieranie, przetwarzane i wzmacniane, a ostatecznie – dostarczane na zewnątrz oraz do wewnątrz pojazdu, tworząc w ten sposób „autentyczną ścieżkę dźwiękową pojazdy elektrycznego.”
Czy to zastąpi dźwięk kultowych V12 oraz V8 pochodzących z zakładów Ferrari? Odpowiedzi można się domyśleć.
Na szczęście Ferrari deklaruje, że Luce jest nie symbolem odejścia od projektowania aut spalinowych, a rozpoczęciem tworzenia nowej linii, tym razem z silnikami elektrycznymi.
Best of the best
No to na koniec moje ulubione komentarze, skoro już od nich zacząłem tego newsa:
@tweed0929
You got to give it to Ferrari for not closing off the comment section.
@KDriver07
If Enzo Ferrari awakes and see this, he would die again
@Dario01
Just showed this car to a blind friend of mine, he said it looked horrible
@HugotheBrainwasher
Ferrari headquarters: „Hey ChatGPT, one car please”
@Brandon_Rambo
If Ferrari and Toyota Prius had a baby this is it!
Źródło: ferrari, digital trends, youtube




Dodaj komentarz