Koncern VW zdaje się dobrze wyczuwa zmiany trendu na rynku zapoczątkowane przez Teslę. Wprawdzie wprowadzony na rynek Audi e-Tron nie odniósł, póki co, spektakularnego sukcesu, ale była to tylko pierwsza jaskółka zapowiadająca znacznie głębsze przeobrażenia w polityce firmy. Niemcy zdają się zauważać, że elektryki zmienią w branży znacznie więcej niż tylko to, czy do baku wlewamy paliwo, czy podpinamy auto do gniazdka.  Widać to w projektach nowych e-volkswagenów serii ID, które od przyszłego roku mają sukcesywnie wchodzić do sprzedaży. Widać to także w tak, zdawać by się mogło, banalnym fakcie, jak to, że VW zmienia logo i komunikację marketingową. Firma wyraźnie chce zaznaczyć na linii czasu przejście od kopcących diesli do wymuskanych e-samochodów, gdzie „e” oznaczać będzie nie tylko „elektryczny”, ale także „on-line”. Koncern przeznaczył 30 miliardów EUR na rozwój elektryków, które chce mieć we wszystkich segmentach rynkowych, od miejskich maluchów po luksusowe, sportowe limuzyny.

W tym świetle wczorajsza premiera Porsche Taycan (Porsche należy do koncernu z Wolsfburga) wygląda na konsekwentną realizację opisanej strategii. Podczas gdy inni producenci próbują zaatakować rynek i podgryźć Teslę w popularnym segmencie SUV (Mercedes, Jaguar), VW zdecydował się zaatakować ikonę branży, czyli nieco już podstarzały model S Tesli. Ten, mimo że zdążył się już nieco opatrzeć, nadal jest jednym z najnowocześniejszych i najbardziej innowacyjnych modeli na rynku, jednak jego stylistyka nie zmieniła się znacząco od 7 lat, a to na realia branżowe bardzo długi okres. Poza tym jego pozycja nieco ucierpiała przez popularność, jaką cieszy się bratni model, który w założeniu miał być usytuowany o segment niżej, ale w praktyce okazał się pod wieloma względami lepszy i zdecydowanie tańszy, czyli Model 3.

Na miejsce prezentacji swojej wizji przyszłości Niemcy wybrali wodospad Niagara, chińską farmę wiatrową i farmę z solarami w Niemczech, pewnie by podkreślić, że samochód może być napędzany energią pozyskiwaną ze źródeł odnawialnych (inna rzecz, czy będzie 😉 ). To, moim zdaniem, wskazuje na głęboką przemianę, jaką koncern VW obecnie przechodzi. Kojarzeni przez ostatnie lata z aferą dieslowską Niemcy chcą wreszcie zatrzeć tamto wrażenie i trudno im się dziwić.  Sam samochód może się podobać, wygląda bardzo nowocześnie, aż trudno uwierzyć, że naprawdę w takiej formie ma trafić na rynek. Jego cena ma się zaczynać od 90 tysięcy dolarów, co może zwiastować spore zainteresowanie, a w połączeniu z legendą marki poważnie zagrozić Tesli. Samochód będzie można naładować do wartości potrzebnej do przejechania 100 km w cztery (!) minuty, a w pełni naładowany ma pokonać 500 km. Czy potrzeba czegoś więcej? Tylko jak największej ilości stacji ładowania przy drogach i… trochę kasy więcej w kieszeni, żeby sobie móc pozwolić na takie cacka.

Pełne wideo z premiery Porshe Taycan znajdziecie poniżej. Sam samochód wjeżdża w 35:40.

 

 

Źródło: bloomberg.com, porshe.com