Wczoraj odbył się stream „Redów”, na którym oznajmili, że patch 1.5 dla Cyberpunka 2077 jest gotowy! Oprócz aktualizacji poprawiającej grafikę na konsolach nowej generacji (PlayStation 5 oraz Xbox Series X/S) poprzez wprowadzenie m.in. ray tracingu, gracze, także pecetowi, otrzymali całą masę poprawek do gry. Spora część z nich to długo wyczekiwane usprawnienia, dotyczące chociażby zachowania tłumu i policji, przebudowy drzewka umiejętności czy zbalansowaniu ekonomii gry i systemu łupów. Tylko czy przypadkiem nie jest na to za późno?

Od wydania Cyberpunka 2077 minęło 15 miesięcy. Dla graczy to spory szmat czasu, tym bardziej, że premierę buńczucznie zapowiadanego tytułu dwukrotnie przekładano. I dopiero po ponad roku od premiery posiadacze konsol nowej generacji otrzymali obiecany od miesięcy patch, wprowadzający grafikę w grze na poziom godny next-genów. Nabywcy PlayStation 5 mogą też wreszcie wykorzystać pełnię możliwości kontrolera DualSense. Lista poprawek, które patch 1.5 wprowadza jest naprawdę długa, więc nie będę jej przepisywał. Znajdziecie ją pod tym linkiem. Wspomnę tylko, że oprócz rzeczy wymienionych wcześniej, poprawiono zachowanie pojazdów i silników (np. czuć „zrzucanie” biegów”, a niektóre auta potrafią symulować teraz działanie ABS) oraz ruchu drogowego, pojawiły się nowe apartamenty dla V, a ten z megabloku można ulepszać. Pojawiło się też kilka nowych pukawek i dodatków do nich. Dostępne jest także 5-godzinne, darmowe demo, pozwalające sprawdzić stan gry przed pobraniem/kupieniem pełnej wersji.

Przypatrzmy się jednak skróconej wersji listy zmian i poprawek.

Chyba sami przyznacie, że wygląda to całkiem nieźle i wydaje się, że gracze wybierający nowe konsole od Microsoftu i Sony mają powody do radości. Przynajmniej ci, co jeszcze Cyberpunka 2077 nie ograli. A pozostali? No właśnie…

 

 

 

Czy patch 1.5 sprawi, że gracze masowo wrócą do Night City? Ciężko mi w to uwierzyć. To wszystko, co zostało wymienione to poprawki i usprawnienia. Nawet bez nich Cyberpunka 2077 dało się przejść i czerpać z tego przyjemność mimo niedoskonałości gry. Sam pisałem o tym jeszcze w ubiegłym roku. Wydaje mi się zatem, że kto grę chciał przejść – już to po prostu zrobił. Być może nie raz i nie dwa, gdyż opcji na zakończenie gry jest kilka.

Czytając różnego rodzaju fora pod newsami dotyczącymi nowej aktualizacji zwróciłem uwagę, że powrócił inny problem. A przynajmniej gracze do niego wrócili, bo w wystąpieniu ekipy CD Projekt RED temat ten się nie pojawił – zapowiadane fabularne DLC. Brak jakichkolwiek informacji, czy i kiedy wreszcie miałyby się pojawić. To chyba dodatkowe godziny z nową zawartością miałyby sporą szansę zachęcić fanów do ponownego zwiedzania cyberpunkowej stolicy grzechu i przeżycia historii V jeszcze raz. A co jak co, ale „Redzi” wiedzą jak tworzyć angażujące rozszerzenia. Doskonale pokazali to przy okazji DLC do Wiedźmina 3. Mało tego, dodatki te były darmowe.

Czas także gra na niekorzyść CD Projektu. Next-genowy patch pojawił się 15 miesięcy po premierze. W branży gier to przecież szmat czasu. Przez ten czas pojawiło się sporo innych gier, które przyciągnęły uwagę graczy. „Redzi” już od dawna nie mogą jechać na hype’ie, który zbudowali jeszcze przed premierą gry. Mało tego, długo wyczekiwana aktualizacja pojawiła się teraz, w połowie lutego 2022 roku, czyli po premierze innych dużych produkcji, na które czekali zarówno gracze konsolowi, jak i pecetowi: jest Dying Light 2Horizon: Forbidden West. Niedługo na konsole i pecety trafi także Elden Ring, czyli nowa produkcja od FromSoftware, twórców serii „Souls”. Czy Cyberpunk 2077 w wersji 1.5 przebije się przez nowe, bardzo dobrze przyjęte gry (przynajmniej dwie pierwsze, chociaż wszystko wskazuje na to, że Elden Ring do nich dołączy)? Nie sądzę.

CD Projekt RED wpadł w kalendarzową pułapkę. Z jednej strony wszystko co robią, wydaje się wprowadzone zbyt późno. Chociaż nie – nie wydaje się! Przecież JEST wprowadzane zbyt późno. Aktualizacja pozwalająca wykorzystać potencjał nowych konsol miała się pojawić jeszcze przed końcem roku. Zresztą, o ile dobrze pamiętam żadna większa aktualizacja do Cyberpunka 2077 nie ukazała się w terminie. Każda kolejna obsuwa i kolejne niedotrzymanie słowa natomiast zwiększa niezadowolenie graczy, a studio za każdym razem traci wizerunkowo. A po premierze CP2077 i tak firma dostała od graczy i inwestorów mocno po uszach.

Kiedy wyczekiwany patch wreszcie był gotowy, deweloperzy postanowili wbić się z nim w jeden z najciekawszych miesięcy pod kątem wydawniczym od dłuższego czasu. I tak, jest spora szansa, że aktualizacja 1.5 ostatecznie zaciekawi tylko tych, co w Cyberpunka jeszcze nie grali i nie interesuje ich żadna z wymienionych wcześniej premier. Finalnie, najnowsza wersja przejdzie bez większego echa. Moja hipoteza jest więc jasna – to nie był chyba najlepszy moment na próbę przypomnienia graczom o Cyberpunku 2077. Chociaż w tym miejscu aż prosi się, żeby zapytać inaczej: Czy w ogóle istnieje dobry moment, żeby o nim przypomnieć? Odpowiedzi pewnie się domyślacie – tak, pod warunkiem, że wreszcie pojawi się w grze nowa zawartość, będąca w stanie zachęcić do spędzenia kolejnych kilkunastu bądź kilkudziesięciu godzin w grze.

No cóż, chociaż jestem ciekaw zmian, jakie wprowadzi nowy patch, to najzwyczajniej w świecie nie chce mi się wracać do megaprodukcji „Redów”. Wolę poczekać na obiecane dodatki fabularne. Na ten moment sam świetnie bawię się w Dying Light 2, zaś później na mojej liście znajdzie się wspomniany wcześniej Elden Ring. Nowego Total War: Warhammer III pewnie też ogram, ale nauczony doświadczeniem poczekam na jakieś poprawki i dodatki, bo te zazwyczaj wnosiły do poprzednich gier sporo jakości. W międzyczasie pojawiać się będą przecież kolejne gry warte uwagi. Cyberpunk 2077 w tym miejscu jest jak InterCity, który zaliczył opóźnienie już na pierwszej stacji i czego by maszynista nie zrobił, to do końcowej o czasie nie dojedzie. Tym bardziej, że na trasie kumulują się coraz to kolejne obsuwy.