UAP, czyli UFO po liftingu. Nowa kolekcja, stare pytania
USA otworzyły oficjalne archiwum dotyczące UFO. Choć termin Unidentified Flying Object nie zniknął z języka opinii publicznej, administracja federalna już od kilku lat używa nowego określenia: Unidentified Anomalous Phenomena (UAP). Brzmi chłodniej, neutralnie, z dala od „spodków” i popkulturowej otoczki, jaką temat obrósł przez dekady. Ale samo zjawisko – jakkolwiek je nazwiemy – nadal pozostaje niewyjaśnione.
Wczoraj (24.04.2025) Archiwa Narodowe USA (NARA) uruchomiły sekcję poświęconą dokumentom o UAP. Powstała ona w wyniku ustawy NDAA 2024, która wymusiła odtajnienie i cyfryzację materiałów z agencji federalnych. W efekcie powołano do życia Record Group 615, czyli oficjalną kolekcję UAP. Problem w tym, że zamiast pełnego obrazu dostajemy raczej szkic – niepełny, wybiórczy i trudny do interpretacji.
Co już jest: zdjęcia, nagrania i mikrofilmy
Na stronie NARA faktycznie pojawiły się cztery osobne sekcje:
- Photographs – zawiera historyczne zdjęcia powiązane z obserwacjami i dokumentacją UFO. Głównie skany dokumentów, krajobrazów i trochę niejednoznacznych ujęć obiektów.
- Film and Video – obejmuje materiały archiwalne: relacje z przesłuchań kongresowych, edukacyjne filmy z czasów zimnej wojny, fragmenty raportów Blue Book.
- Microfilm Publications – cyfrowe wersje mikrofilmów z wcześniejszych śledztw (w tym Project Blue Book).
- Record Group 615 – główna sekcja, gdzie publikowane są dokumenty tekstowe z ostatnich dekad.
To krok naprzód w porównaniu z poprzednią praktyką polegającą na całkowitym milczeniu lub nieczytelnych PDF-ach. Ale wciąż daleko do tego, co obiecywano.
Czego brakuje: np. lat 80., materiałów z kokpitów i danych technicznych
W udostępnionych zbiorach uderza przede wszystkim brak dokumentów z lat 80. i 90. – czyli dekad, w których raportowano liczne incydenty wojskowe, szczególnie podczas ćwiczeń lotniczych NATO i testów broni. Tłumaczenia brak.
Wśród udostępnionych materiałów brakuje danych pomiarowych i analiz technicznych – nie ma tu zapisów z radarów, sensorów ani raportów szczegółowo opisujących incydenty. Udostępnione filmy nie zawierają żadnych materiałów rejestrujących „dziwne obiekty” – to raczej kontekst historyczny niż dokumentacja.
Na dziś nie znajdziemy tam także dokumentów z kluczowych struktur wywiadowczych: brak materiałów z DIA, ONI, NGA czy NRO – czyli agencji, które teoretycznie miałyby najwięcej do powiedzenia na temat fenomenu UAP.
Czy to „ujawnienie”? Bardziej: pierwsza tura materiałów roboczych
Oficjalnie to dopiero początek. Agencje federalne mają czas do 30 września 2025 r., by przekazać do NARA pełen zakres dokumentacji. Archiwum ma być aktualizowane na bieżąco – ale bez konkretnego harmonogramu ani zapowiedzi, co i kiedy zostanie ujawnione.
W praktyce wygląda to raczej jak realizacja legislacyjnego obowiązku niż przełomowy gest wobec opinii publicznej. Co nie oznacza, że nie warto zaglądać do tych zasobów – tylko że, póki co, warto to robić z odpowiednio obniżonymi oczekiwaniami.
Krok w dobrą stronę, ale wciąż pod kontrolą
Publikacja materiałów o UAP to ważny sygnał: temat został oficjalnie uznany za poważny. Nie mamy już do czynienia z „teorią spiskową”, tylko z realnym zjawiskiem, o którym dyskutuje się w Kongresie i które badają instytucje federalne. Ale ujawnienie to wciąż pozostaje selektywne, ostrożne i nadmiernie sterylne.
Dopóki nie pojawią się dane operacyjne, konkretne raporty z analiz, a nie tylko skany pism z lat 60., będziemy się poruszać w cieniu. A cień – jak wiadomo – to najlepsze miejsce do ukrycia rzeczy, których nie chce się naprawdę pokazać.
Kto chce przekonać się na własne oczy, ile ujawniono, a ile jeszcze ukryto – może zajrzeć bezpośrednio do archiwum.




Dodaj komentarz