Fani cyberpunku, synthwave’u i wirtualnych światów – przygotujcie się. Premiera TRON: Ares coraz bliżej, a najnowszy zwiastun zdradza trochę nowych informacji o trzeciej odsłonie TRON-owskiej franczyzy. Szaleni programiści digitalizujący swoje ciała, by przenieść się do wirtualnego, zero-jedynkowego świata komputerów, są już passé – tym razem to do naszej rzeczywistości przenikną samoświadome programy w ramach jakiegoś tajemniczego planu. Znając filmowe realia – na bank wrednego i uwzględniającego drastyczną redukcję populacji ludzi na planecie.
TRON: Ares to trzecia odsłona kultowej sagi, która zyskała moje znacznie większe zainteresowanie dzięki bardzo obiecującemu odwróceniu dotychczasowej formuły serii. Tym razem twórcy nie zabiorą nas na kolejną wycieczkę do neonowego świata Sieci (The Grid), ale będziemy świadkami, jak wysoce zaawansowany program o imieniu Ares (Jared Leto) zostaje wysłany z cyfrowego świata do naszej rzeczywistości w ramach enigmatycznej misji. Ów pierwszy po tej stronie ekranu kontakt bytu zrodzonego z AI i ludzi niewątpliwie będzie wydarzeniem historycznym, a jego przebieg i agenda zdefiniują relacje między homo sapiens a homo digitalis na kolejne dekady.
Zwiastun przedstawia Aresa jako istotę o wręcz boskim potencjale i umiejętnościach, zaprojektowanego do roli cyfrowego superżołnierza, a następnie zmaterializowanego w realnym świecie. Jego twórcą jest potentat technologiczny Julian Dillinger – w tej roli Evan Peters, wcielający się w —nasty już chyba na przestrzeni ostatnich lat— mash-up Elona Muska, Marka Zuckerberga i Jeffa Bezosa w wersji „pure evil”.
Za reżyserię TRON: Ares odpowiada Joachim Rønning, znany z takich produkcji jak Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara (meh), Czarownica 2 (bardzo meh) i SEXiPIStOLS (duet Salma i Penélope zawsze na propsie, ale sam film – meh). Szczerze mówiąc, sekcja scenopisarska także nie budzi mojego entuzjazmu. W dorobku zawodowym Jesse Wigutowa znajdziemy raptem dwie warte wspomnienia pozycje – dwa odcinki Daredevil: Odrodzenie (very cool) i jedną z większych box-office’owych klap roku 2006: Eragona (temu dziełu to nawet do „meh” trochę brakowało).
Bardziej obiecująco prezentuje się obsada filmu. Oprócz Jareda Leto, na ekranie zobaczymy Gretę Lee (jako Eve Kim), wspomnianego już Evana Petersa (jako Juliana Dillingera), Gillian Anderson (jako Elisabeth Dillinger), Jodie Turner-Smith (jako Atenę) oraz Camerona Monaghana (czyli Cala Kestisa z serii gier Star Wars Jedi).
Mimo że Jared Leto to aktor z Oscarem na koncie, jego obecność w roli głównej wzbudza mieszane uczucia wśród fanów. Wynika to z ostatnich oskarżeń o niewłaściwe zachowania seksualne oraz coraz dłuższej listy wysokobudżetowych „paździerzy” w CV aktora – występy w Legionie samobójców (2016), Morbiusie (2022) i Nawiedzonym dworze (2023) to nie jest udany przepis na podbicie serc krytyków i widzów. W sieci nie brakuje opinii, że to Jodie Turner-Smith, wypadająca w zwiastunie bardzo „badassowo”, powinna zostać główną bohaterką filmu.
Ale największą gratką dla „starych” fanów franczyzy jest powrót samego Jeffa Bridgesa do ikonicznej roli Kevina Flynna, twórcy Gridu. Bridges jest jedynym aktorem, który pojawił się we wszystkich trzech filmach TRON – pierwsza część zawitała do kin w lipcu 1982 roku – co bez wątpienia umacnia więź z poprzednimi częściami sagi i ma szansę dodać emocjonalny ładunek nowej historii. Ale jednocześnie budzi pytania o „wielkiego nieobecnego” – co się stało z Samem (Garrett Hedlund), synem Flynna i głównym bohaterem „dwójki”, czyli TRON: Legacy z 2010 roku?
Po uznawanej już za ikoniczną ścieżce dźwiękowej Daft Punka do TRON: Legacy, tym razem twórcy Aresa postawili na industrialne brzmienia Nine Inch Nails – zespół odpowiedzialny jest za skomponowanie całej ścieżki dźwiękowej. Album Tron: Ares (Original Motion Picture Soundtrack) pojawi się w sklepach i na platformach streamingowych 19 września. A od wczoraj fani NIN mogą posłuchać pierwszego singla z tej płyty – As Alive As You Need Me to Be. To pierwszy nowy utwór kapeli od pięciu lat.
Cóż, bez względu na to, czy fabuła w Aresie będzie trzymała przynajmniej przyzwoity poziom i czy lubimy się z Jaredem Leto, to na jedno na pewno możemy liczyć – trzeci TRON zapowiada się na wizualną i muzyczną ucztę. Twórcy nie tylko zachowali, ale i rozwinęli estetykę neonowego cyberświata. W najgorszym więc przypadku zostaniemy uraczeni fabularną wydmuszką, która będzie przynajmniej cieszyć oko i ucho.
O tym, jakim filmem finalnie okaże się TRON: Ares, przekonamy się 10 października.




Dodaj komentarz