Wzmianki na temat Teorii martwego Internetu zwielokrotniły się od momentu upowszechnienia się wszelkiej maści chatbotów i modeli LLM. Teoria, która jeszcze kilka lat temu była uznawana za spiskową i stawiana gdzieś pomiędzy ukrywaniem przez rząd USA kosmitów a wywoływaniem trzęsień ziemi przez HAARP. Tyle tylko, że naukowcy zaczęli się temu zjawisku i okazało się, że nazywanie go „teorią spiskową” wydaje się jednak nie do końca właściwe. Przynajmniej biorąc pod uwagę „kondycję” dzisiejszego Internetu.
Teoria martwego Internetu w skrócie
No dobra, to o co właściwie całe zamieszanie? Teoria martwego Internetu trafiła do głównego nurtu gdzieś w okolicach 2021 roku, ale niektórzy doszukują się pierwszych wzmianek na ten temat jeszcze w przed 2020 rokiem. Główny trzon teorii zakłada, że wskutek celowego działania współczesna Sieć składa się głównie z treści tworzonej przez różnego maści automaty oraz boty.
Podobnie rzecz ma się z ruchem – ten inicjowany jest, znowu, głównie przez boty, a po stronie ludzi – przez manipulujące wyszukiwarkami i tworzące bańki informacyjne algorytmy. Organiczna, czytaj: ludzka, aktywność jest niewielka, a wszystko służy oczywiście manipulowaniu społeczeństwami w taki sposób, aby zwiększać konsumpcję oraz różnego rodzaju postawy.
Mimo że teoria ta zaczęła w pewnym momencie przebijać się do mainstreamowych mediów, a artykuły na ten temat pojawiały się chociażby w magazynie New York czy The Atlantic, z racji naukowych dowodów, a raczej ich braku, wciąż była uznawana za jedną z teorii spiskowych. Albo co najwyżej – hipotezę.
Najnowsze badania rzucają nowe światło
Tam gdzie hipoteza każdy szanujący się naukowiec będzie starał się albo dane zjawisko potwierdzić, albo obalić. Serio, to silniejsze od nich.
Za badania nad głównym aspektem teorii martwego Internetu, czyli jego treścią zabrali się m.in. naukowcy z Imperial College London oraz Uniwersytetu Stamforda. Okazało się, i tu chyba nie będzie wielkiego zaskoczenia dla osób, które poruszają się biegle po Sieci i znają jej „realia”, że już rok temu ok. 35,3% nowo powstałych stron internetowych wykorzystywało na różne sposoby narzędzia sztucznej inteligencji w trakcie ich tworzenia.
Z kolei 17,6% nowych stron WWW zostało w całości wygenerowane przez AI, włącznie z ich treściami. Dane zostały zebrane przez Wayback Machine, a więc internetowe archiwum z okresu od końca 2022 roku, kiedy to gorączka AI wybuchła na dobre, do połowy 2025 roku.
We wrześniu tego samego roku dość kluczową w tym temacie informacją podzielił się Claudflare, twierdząc, że ok. 1/3 całego ruchu w Internecie jest generowana przez boty. Z kolei jeszcze wcześniejsze badania, bo z 2024 roku, zamieszczone w raporcie firmy Imperva, pokazały, że pierwszy raz w historii zautomatyzowane poruszanie się po Sieci przewyższyło ruch generowany przez ludzkość. Przyczyna? Oczywiście upowszechnienie się sztucznej inteligencji.
Do pełnej dominacji automatów wciąż daleko, ale…
Zaprezentowane powyżej wartości wciąż są dalekie od tego, od czego teoria martwego Internetu wychodzi. Do dominacji botów i sztucznej inteligencji wciąż wydaje się daleko, co nie zmienia faktu, że szala na tej wadze stopniowo przechyla się w kierunku zjawisk, o których wspomniana teoria mówi.
Bańki algorytmów również zaznaczają się coraz mocnej w internetowej rzeczywistości, w której na co dzień się poruszamy. Od wyboru kolejnego filmiku, przez decyzje zakupowe, aż po tworzenie światopoglądu. To akurat żadna nowość i z tym zjawiskiem mamy do czynienia od lat. Trzeba jednak pamiętać, że algorytmy będą nie tylko podrzucać nam treści organiczne, stworzone przez człowieka. Z duszą, kreatywne – przynajmniej takich byśmy sobie życzyli. Coraz więcej treści jednak będzie „martwa”, generyczna, sztuczna – a to z kolei może chociażby zmieniać sposób, w jaki treści konsumujemy i odbieramy. Ale to już zupełnie inna historia…
Źródła: extreme tech, gizmodo




Dodaj komentarz