Wczoraj, 20 października 2020 r. o godzinie 23.12 czasu polskiego, sonda OSIRIS – REx pobrała próbkę materii z asteroidy Bennu. Misja NASA zakończy się pełnym powodzeniem, jeśli próbka ta dotrze do Ziemi, a planowane jest to na 24 września 2023 roku.

Zanim doszło do tego z pewnością spektakularnego wydarzenia, sonda krążyła wokół asteroidy “położonej” między Ziemią a Marsem przez prawie dwa lata! 

Dlaczego NASA zaplanowała pobieranie próbek z asteroidy?  A dlatego, że choć powierzchnia asteroidy nie wygląda zbyt atrakcyjnie, wnętrze może skrywać wskazówki do odpowiedzi na pytanie, jak powstał Układ Słoneczny.

Asteroidy uznaje się za odłamki większego bloku, który został zniszczony przez kolizję we wczesnym Układzie Słonecznym.

Heather Enos, zastępca szefa NASA OSIRIS – Misja REx, powiedział, że wybrano planetoidę węglową, która może dostarczyć nieskażonego materiału dającego najlepsze spojrzenie w przeszłość, w której miało miejsce formowanie sie Układu Słonecznego.

 

Źródło: NASA/Goddard/University Of Arizona

Asteroida Bennu została wybrana przez NASA spośród ponad 500 000 asteroid zlokalizowanych między Ziemią a Marsem, ze względu na stosunkowo wolny obrót wokół własnej osi, który umożliwia wylądowanie na jej powierzchni. Wolny na tyle, że sonda miała aż… 5 sekund na wylądowanie!

Bennu jest niewielkim obiektem (o średnicy ok. 560 m), który okrąża Słońce w ciągu 1 roku i 71 dni. Odkryta została w roku 1999 w podczas programu LINEAR (The Lincoln Near-Earth Asteroid Research) prowadzonego przez Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych, NASA oraz Laboratorium Lincolna z MIT.

Jest o wiele bardziej kamienista, niż początkowo myślano. Czasem przyspiesza, co powoduje wybrzuszenie na jej równiku. Jej skały zawierają duże ilości wody i węgla organicznego oraz magnetytu i niewielkie ilości piroksyny. Można przypuszczać, że przez jej skały przepływała kiedyś woda, ponieważ w swej strukturze zawierają one ogromne żyły węglanu, będącego efektem modyfikacji węgla przez wodę.

Bennu wyrzuca małe kamyki w przestrzeń, co każe przypuszczać, że asteroida jest nadal w jakiś sposób aktywna, a słabe pole grawitacyjne sprawia, że kamyki te powracają na jej powierzchnię.

NASA wybrała jako miejsce do lądowania okolice północnego bieguna asteroidy zwane Nightingale Crater. Z najnowszych badań wynika, że ​​obszar ten jest bogaty w materiały organiczne oraz w żyły węglanowe. Lądowanie nie było łatwe, ponieważ powierzchnia asteroidy jest skalista. Znaleziono krater, którego powierzchnia pozbawiona skał miała mieć powierzchnię o średnicy ok. 25 m. Ostatecznie okazało się, że obszar lądowania ma promień nie większy niż 8 m. Jeden z pracowników NASA stwierdził, że manewr lądowania jest podobny do parkowania sporego SUV’a na miejscu przeznaczonym dla Mini Cooper’a.

Jak wyglądało lądowanie? To mocno skomplikowana operacja ze względu na to, że opóźnienie czasowe między Ziemią a asteroidą wynosi ok. 19 minut, a operacja trwająca ok. 4 i pół godziny  przeprowadzana była zdalnie.

 

Sonda schodziła ok. 700 m w kierunku powierzchni asteroidy wśród otaczających ją odłamków, a następnie musiała dostosować swoją prędkość do prędkości asteroidy i nawigować wśród głazów na powierzchni. Po wylądowaniu na powierzchni w ciągu kilkunastu sekund wysadziła powierzchnię asteroidy azotem, zassała powstały pył i… odleciała.

Choć to nie pierwsza misja NASA, która zakończyła się lądowaniem na asteroidzie, jest to pierwsza, która dostarczy próbki pyłu z asteroidy.

Wcześniej, bo już w grudniu tego roku, do Ziemi dotrą próby pobrane przez misję japońską Hayabusa2, która dotarła do asteroidy Ryugu. I już za cztery lata, jeśli sonda OSIRIS – REx szczęśliwie dotrze do Ziemi, będzie można próbki porównać. 

 

opracowano na podstawie: ABS Science/ Genelle Weule