Zdaję sobie sprawę, że odpowiadanie na pytanie postawione w tytule już na początku artykułu nieco mija się z sensem dalszych rozważań, ale sytuacja nieco mnie do tego prowokuje – po stronie interesu jednej i drugiej strony. Pierwszą stroną afery, której najnowszy rozdział ma miejsce w Polsce, jest chiński potentat branży urządzeń elektronicznych i telekomunikacyjnych – Huawei. W opozycji do korporacji i jej działalności stoją rządy takich krajów jak USA, Australia, Nowa Zelandia, Japonia, Wielka Brytania, Kanada, Indie, a być może niebawem do tej koalicji dołączy Polska.

Przy tej okazji warto także nadmienić,  że we wszystkich przypadkach sprawa dotyczy kwestii nadrzędnej – bezpieczeństwa narodowego oraz interesów wymienionych krajów. FBI, CIA oraz NSA zaś na tyle poważnie traktują sprawę Huawei, że Donald Trump, zgodnie z ich zaleceniem, zakazał administracji rządowej korzystania z urządzeń Huawei oraz ZTE (bo ta firma również znajduje się na cenzurowanym). Poza tym, tak zwany Sojusz Pięciorga Oczu, czyli agencje wywiadowcze USA, Wielkiej Brytanii, Kanady, Australii oraz Nowej Zelandii z uwagą przygląda się poczynaniom Huawei i ZTE a władze wymienionych państw oraz Japonia zdecydowały się za zawieszenie chińskiej firmie dostępu do sieci 5G, tłumacząc to ponownie „bezpieczeństwem narodowym”. Czechy oraz Francja zaś rozważają taką możliwość. Brzmi poważnie.

 

Prezydent USA – Donald Trump – z prezydentem Chin Xi Jinping

Dodatkowe tło stanowi też napięcie w relacjach „Wujka Sama” z ChRLD oraz Kanadyjczyków z ChRLD. W pierwszym przypadku mamy do czynienia z formą „wojny handlowej”. W drugiej – napięciem po zatrzymaniu przez kanadyjskie służby córki prezesa Huawei i jednocześnie dyrektora finansowego firmy – Meng Wanzhou. Tutaj jednak przyczyną nie było szpiegostwo, a zarzut łamania w latach 2009-2014 sankcji nałożonych przez USA na Iran. Meng Wanzhou została aresztowana na prośbę amerykańskich służb 1. grudnia 2018r. podczas jej pobytu w Vancouver. Następnie została zwolniona dziesięć dni później po wpłaceniu kaucji wynoszącej 10 mln dolarów kanadyjskich. Jednak córka prezesa Huawei, do czasu wyroku w sprawie jej ekstradycji do USA, objęta została dozorem elektronicznym.. Na tym oczywiście nie koniec, gdyż Chiny niejako w odwecie (chociaż oficjalnie – nie ma to nic wspólnego ze sprawą pani Wanzhou) aresztowały dwóch obywateli Kanady przebywających na terytorium ChRLD, pod zarzutem „zagrażania bezpieczeństwu narodowemu Chin”. Zaś na wezwanie władz Kanady, USA, Unii Europejskiej oraz innych krajów zachodnich do ich uwolnienia, ambasador Chin zareagował… nazwaniem Kanady oraz jej sojuszników „białymi rasistami”. Wygodnie. Dlatego też, w związku z zatrzymaniem Weijinga W. istnieje obawa o bezpieczeństwo Polaków mieszkających w Państwie Środka.

 

Mang Wanzhou – jeden z dyrektorów Huawei i jednocześnie córka prezesa firmy

Wszystko za sprawą burzy wywołanej przez zatrzymanie jednego z dyrektorów polskiego oddziału Huawei – Weijinga W. oraz Piotra D. – m. in. byłego pracownika ABW oraz konsultanta premier Beaty Szydło, a w chwili zatrzymania – pracownika Orange Polska. Zarzuty są bardzo poważne, gdyż dotyczą szpiegostwa na rzecz Chin. Obaj panowie zostali tymczasowo aresztowani. Interesujący może się także wydawać fakt, że Huawei już na drugi dzień po zatrzymaniu Weijinga W., zwolnił go w trybie natychmiastowym obarczając go winą za psucie reputacji firmy na arenie międzynarodowej, jednocześnie całkowicie odcinając się od zarzucanych mu czynów. Póki co, Pekin jest „bardzo zaniepokojony tą sprawą” i liczy, że sprawa zostanie wyjaśniona zgodnie z panującym w Polsce prawem. Afera szpiegowska „nakręcana” przez rzekomą działalność Huawei zatacza coraz szersze kręgi i Polska jest kolejnym krajem, po Australii, USA i Indiach, które stało się, w pewnym sensie, „ofiarą” produktów chińskiej korporacji. Pytanie tylko w jaki sposób wszystkie te wątki ze sobą się łączą. I czy faktycznie się łączą tak, jak jest to przedstawiane przez zachodnie media. Sam Ren Zhengfei odpiera zarzuty i zaprzecza, jakoby jego firma miała współpracować  z chińską władzą.

„Cecha wyświetlacza”. Źródło: instalki.pl

Huawei ma obecnie wizerunkowy problem i co to tego nie ma wątpliwości. Chociaż produkowany przez Chińczyków sprzęt zazwyczaj się broni i potrafi wnieść jakiś powiew świeżości do techno-światka, to sprawa Mate’a 20 Pro także nie przyniosła marce zwolenników. Chodzi o wyświetlacze, na brzegach po krótkim czasie użytkowania pojawiała się zielona poświata. Początkowo Huawei próbowało coś z tym zrobić i telefony były wymieniane. Niestety, najczęściej otrzymywali klienci nowy telefon, ale już po paru dniach wada ponownie się pojawiała. Jednak nie to ostatecznie „zagotowało” nabywców nowego Mate’a. Zrobiła to polityka serwisowa. Liczni klienci pisali o sytuacji, w której odbierali z serwisu urządzenie, a na raporcie naprawy istniała informacja, że opisanej usterki nie stwierdzono, gdyż zielona „zorza” jest cechą konstrukcyjną wyświetlacza.

Co?

Kraje, które pojawiły się powyżej, to potężne rynki i raczej trudno wierzyć, że firma pana Rena Zhengfei nie odczuje finansowo obranej przez część państw zachodnich polityki. Całe to polityczne napięcie może również realnie wpłynąć na inne chińskie marki (choćby coraz popularniejsze Xiaomi) i ich karierę w krajach zachodu. Ale na takie wróżby chyba jeszcze za wcześnie, chociaż nie da się ukryć, że Amerykanie patrzą na chińską elektronikę z coraz większym dystansem.

 

Ja będę decydował, kto mnie może podsłuchiwać!

W całym tym zamieszaniu, związanym z szeroko pojmowanym szpiegowaniem, podsłuchiwaniem i innymi machlojkami, ponownie powrócono do tematu inwigilowania przez rządy, służby i inne agencje. Jednak tym razem sprawa wydaje się bardziej skomplikowana, gdyż nie dość, że podsłuchiwana może być władza, i to nierzadko najwyższego szczebla, to jeszcze zdobyte dane i informacje  mogą być przekazywane włodarzom innych, niekoniecznie przyjacielsko nastawionych, państw. I tutaj znowu wracamy do kwestii ogólnie pojętego „bezpieczeństwa narodowego”.

 

Narzędzi do dzielenia się z innymi naszym życiem prywatnym nie brakuje…

W ogóle z tym całym „podsłuchiwaniem” i „szpiegowaniem” jest teraz „trochę śmieszno, trochę straszno”. Nie od dziś wiadomo, że Google, Microsoft i Facebook współpracują z amerykańskim (pewnie nie tylko, ale to wyłącznie moje spostrzeżenie) wywiadem, przekazując różnego rodzaju dane. Wszystko oczywiście w trosce o bezpieczeństwo. Takie ogólne. Nie od dziś wiadomo, że Facebook sprzedaje nasze dane na prawo i lewo umożliwiając łatwe profilowanie swoich użytkowników. Ze sklepu Google Play możemy zainstalować aplikacje, które po zezwoleniu na korzystanie z aparatu, mikrofonu czy lokalizacji, również mogą przesyłać masę danych na serwery Google’a. IPhony również zostały nie raz przyłapane na „podsłuchiwaniu” swoich użytkowników. I chociaż Apple oficjalnie nie wyraziło zgody na współpracę z amerykańskimi służbami wywiadowczymi, to przecież różnego rodzaju dane i tak trafiają na serwery. Wszystko to brzmi jak mokry sen „foliarza” i całej tej opowieści brakuje tylko Reptilian sterujących Lożą Masońską i kosmitów budujących piramidy z pomocą mamutów. Niemniej, logika postępowania zachodnich mocarstw jest następująca: dopóki my podsłuchujemy, to jest dobrze. Ale jak my jesteśmy podsłuchiwani… to już nie jest w porządku!

A że kupując jakikolwiek inny smartfon, będziemy mogli być „szpiegowani” przez zachodnie mocarstwa lub koncerny, tylko w nieco inny sposób (bo właściwie sami często wyrażamy na to zgodę)… To przecież dla naszego bezpieczeństwa.

 

Źródła: businessinsider.com.pl, bezprawnik.pl, antyweb.pl, dziennik.pl, bankier.pl, ithardware.pl oraz tutaj