Statek wycieczkowy kojarzysz z norovirusem albo zatruciem pokarmowym. Nie z hantawirusem.
A jednak – holenderski statek ekspedycyjny M.V. Hondius, płynący z Argentyny na Wyspy Kanaryjskie, stał się miejscem pierwszego udokumentowanego ogniska tej choroby na pokładzie. Osiem potwierdzonych przypadków. Trzy zgony. Jeden pacjent w stanie krytycznym. Jeden nowy przypadek wykryty w Szwajcarii, u osoby która podróżowała tym samym statkiem.
WHO potwierdziło: to wirus Andes.
Co to jest hantawirus i skąd się bierze
Hantawirus przenoszą gryzonie – myszy i szczury noszą go w sobie, same nie chorując. Problem zaczyna się, gdy człowiek zetknie się z ich moczem, odchodami albo śliną. Najczęściej dzieje się to przy sprzątaniu zainfekowanych pomieszczeń – cząsteczki unoszą się w powietrzu i wpadają do dróg oddechowych. Możliwe jest też zakażenie przez dotknięcie ust po kontakcie z zainfekowaną powierzchnią lub przez jedzenie.
Istnieje ponad 40 szczepów hantawirusa. Dzielą się na dwie grupy: te z Europy i Azji (atakują głównie nerki) i te z obu Ameryk (niszczą płuca, powodując ich obrzęk). Śmiertelność tej drugiej grupy jest wyjątkowo wysoka – sięga nawet 50 procent zakażonych.
Skala zjawiska? Na całym świecie dochodzi do od 10 do 100 tysięcy zakażeń rocznie, głównie w Azji i Europie. W Ameryce Łacińskiej to od 150 do 300 przypadków rocznie, w USA zaledwie 15–50.
Dlaczego akurat wirus Andes jest groźniejszy niż inne szczepy
Prawie wszystkie hantawirusy mają jedną „zaletę” z perspektywy zdrowia publicznego: nie przenoszą się między ludźmi. Wirus Andes jest wyjątkiem – i właśnie dlatego WHO obserwuje sytuację na Hondiusie tak uważnie.
Dlaczego ten jeden szczep potrafi przeskakiwać z człowieka na człowieka, skoro inne nie? Tego naukowcy jeszcze nie wiedzą. Jedna hipoteza: wirus Andes może być odporny na składniki ludzkiej śliny, które blokują inne szczepy. Pewne jest natomiast, że transmisja nie jest łatwa – do zakażenia dochodzi przy bliskim kontakcie: wspólnym łóżku, wspólnym posiłku, bliskiej relacji. Nie unosi się w powietrzu jak odra czy COVID.
To nie znaczy jednak, że jest niegroźny. W Argentynie w latach 2018–2019 jeden zakażony pacjent doprowadził – przez łańcuch bliskich kontaktów – do 34 zachorowań i 11 śmierci.
Czy to zagrożenie dla nas?
WHO ocenia ryzyko dla ogółu jako niskie. Tymczasem statek wciąż dryfuje – odmówiono mu wejścia do portu na Wyspach Zielonego Przylądka, pasażerowie siedzą zamknięci w kabinach.
Steven Bradfute, immunolog z University of New Mexico badający hantawirusy od lat, podaje wymowny przykład: w samym Nowym Meksyku co czwarty losowo badany gryzoń jest nosicielem wirusa. A liczba ludzkich zakażeń? Kilka, góra kilkanaście przypadków rocznie w całym stanie. Wirus przenosi się słabo – i to jest nasza ochrona.
Groźny? Tak. Pandemiczny? Na razie wszystko wskazuje, że nie.
Ten przypadek pokazuje coś ważnego: choroby odzwierzęce potrafią zaskoczyć w najmniej spodziewanych miejscach. Statki wycieczkowe, polarne wyprawy, egzotyczne destynacje – to środowiska, gdzie ludzie z różnych stron świata spotykają się w zamkniętej przestrzeni. Warto śledzić, jak ta sytuacja się rozwinie.
źródło: nationalgeographic.com




Dodaj komentarz