Powrót do domu po pracy. Obiad, obowiązki, ewentualnie zakupy. Czas na rozrywkę! No to przy czym by się dzisiaj zrelaksować? Jakaś bitwa  w World of Tanks? Nieeeeee, dzisiaj nie. Dobra… Tarkov. Ale tylko raz.

Nie było razu. Nie było relaksu. Był Escape from Tarkov…

Na rynku gier wideo Escape from Tarkov jest pewnego rodzaju fenomenem. Mimo że tytuł cały czas znajduje się w fazie zamkniętej bety, to zebrała wokół siebie niemałe grono fanów, którzy wspierają dewelopera – firmę Battlestate Games i jej szefa – Nikitę Buyanova. Na forach związanych z grą, tych oficjalnych i nieoficjalnych, te same osoby mogą w jednym dniu pisać o tym, jak dobrze się bawią, a dzień później życzyć wszystkiego najgorszego całej ekipie twórców. W jednym momencie wysyłają merytoryczne opisy znalezionych błędów, a drugim piszą, że „Tarkov się kończy i Battlestate tylko wyciąga kasę od graczy wierzących, że kiedyś gra zostanie ukończona”. Fakt, Escape form Tarkov powstaje od 2012 roku, w fazę zamkniętej alfy wszedł w grudniu 2016 roku, niemniej postępy widoczne są. Ale z drugiej strony – wciąż liczne opóźnienia (chociażby z wejściem gry w fazę otwartej bety) oraz wciąż spora ilość błędów psujących rozgrywkę może zniechęcać i budzić w nas malkontenta. Ale to beta – a kupując grę i wspierając w ten sposób twórców, zgadzałeś się na taki, a nie inny jej stan. Będę to konsekwentnie podkreślał w tekście – EfT wciąż jest w fazie rozwoju i do ukończenia gry wciąż sporo brakuje. Ale jest ona grywalna.

 

 

Czym Escape from Tarkov jest…

Escape from Tarkov to pierwszoosobowa strzelanka sieciowa z elementami RPG, która największy nacisk kładzie na realizm zachowania i wyglądu broni, elementy survivalu oraz gry taktycznej. W każdej z tych sfer EfT chce wypaść co najmniej bardzo dobrze. Póki co, celem gry jest wejście na raid, zebranie łupu i wyjście z niego żywym przez jeden z otwartych punktów ucieczki. To co udało nam się przynieść możemy sami wykorzystać, albo sprzedać. A skąd brać łup? Z porozstawianych po mapach szaf, toreb, sejfów, skrzyń… oraz oczywiście ze stygnących trupów naszych adwersarzy. I ta ostatnia opcja jest oczywiście najbardziej „dochodowa”… i najbardziej ryzykowna jednocześnie.

Strzelanie, zachowanie broni, balistyka pocisków i ich reakcja na przeszkody w postaci kamizelek kuloodpornych oraz hełmów stoi na poziomie tak wysokim, że Battlefieldy i inne Call of Duty raczej do takiego poziomu nigdy nie dojdą. Bo i nie muszą – te gry są adresowane do nieco innego rodzaju odbiorców.

Udźwiękowienie sprawia, że słyszymy najmniejsze szmery: ocierające się o siebie ubrania, tarcia magazynka lądującego w kamizelce taktycznej podczas przeładowania, każdy szczęk broni, różnicę pomiędzy chodzeniem po kafelkach a szkle, szelest ocierających się o nas liści… wszystko! Każda broń brzmi inaczej. Inaczej także brzmi, kiedy słyszymy ją z paru, kilkudziesięciu oraz kilkuset metrów. To samo dotyczy granatów. Poza tym, coraz więcej czynności (jedzenie, picie, korzystanie z różnego typu apteczek, bandaży) ma swoją, również świetnie ubraną w odgłosy, animację. Do tego dochodzi absurdalnie rozbudowana mechanika modyfikacji broni. Autentycznych broni. W wielu z nich możemy zmienić praktycznie wszystko – od kompensatora odrzutu i tłumika, przez szyny montażowe dla latarek, kolimatorów, celowników laserowych i lunet, po rękojeści i okładziny. Żeby było ciekawiej, niemal każdy z tych elementów sprawia, że broń zachowuje się nieco inaczej. Luneta na AK-74N poprawi naszą zdolność prowadzenia ognia z dystansu, ale ergonomia broni nieco przez to się zmniejszy. To wszystko sprawia, że Tarkov jawi się jako coś więcej, niż zwykła strzelanka. To istna uczta dla miłośników broni palnej i militariów.

Niby ta sama strzelba, a jednak...
« 1 z 2 »

Trzeba też powiedzieć uczciwie, że EfT jest inną grą kiedy gramy solo, a czymś innym gdy zaprosimy do wspólnej misji towarzysza. W pierwszym przypadku możemy mówić o czymś w stylu… skradanki z widokiem z oczu bohatera? Nie oszukujmy się – samotny wędrowiec z wartościowym wyposażeniem może stać się atrakcyjnym i łatwym celem dla botów oraz innych graczy, szczególnie gdy grają w drużynach i dysponują siłą ognia kilku luf i kilkoma parami oczu. Oflankowany i przybity salwą samotnik szybko zobaczy ekran z napisem KIA (Killed In Action) tracąc przy tym niemal cały ekwipunek, który zabrał ze sobą na rajd. Sytuacja nieco zmienia się, kiedy zagramy z towarzyszem, który nie tylko wspomoże nas swoimi zmysłami, ale tez dodatkową siłą ognia. A kiedy jeszcze kolega okazuje się sprawnym taktykiem, wtedy to my ze zwierzyny przechodzimy w tryb drapieżnika-łowcy. Ale i to nie jest zbyt proste, bo z ogarniętym konfliktem zbrojnym miastem Tarkov jest jak z życiem – na każdego kozaka znajdzie się większy kozak. I o to w EfT nie jest trudno, gdyż nowi gracze nie mogą liczyć na żadną taryfę ulgową. Pierwszopoziomowy żółtodziób w swojej pierwszej przygodzie on-line może trafić na graczy o dużo wyższym poziomie, uzbrojonych jak chodzące czołgi. I w takiej sytuacji może dojść do całkiem ciekawego starcia: z jednej strony pana w sweterku i kamizelce przypominającej popularną wśród wędkarzy kamizelkę Bomber, który cały swój łup nosi w zniszczonej torbie treningowej, a w ręce trzyma powtarzalną strzelbę. Po drugiej stronie celownika żołdak z prawdziwego zdarzenia – z kamizelką kuloodporną, kamizelką taktyczną, kevlarowym hełmem, odpowiednio zmodyfikowanym karabinem, granatami w kieszeni i innymi narzędziami szybkiej i bolesnej eksterminacji biegających po mapie „leszczy” i „kozaków”. I co ciekawe – wynik tego spotkania wcale nie jest jeszcze przesądzony…

Na ekranie ładowania możemy zobaczyć, jak prezentuje się nasza postać w wybranym przed misją ekwipunku. Może i nie wygląda jak „Pro”, ale… zawsze to coś…

 

Z tymi mapami to też jest niezły numer, ponownie podkreślający, że EfT nie jest grą dla każdego. Nie masz mapy w ekwipunku, to z niej nie skorzystasz – proste. A żeby taką mapę mieć, to trzeba ją sobie kupić lub zdobyć w inny sposób. Mapy zaś mają formę klasycznych, papierowych plansz. Nie ma na niej zaznaczonych żadnych punktów mających nam wskazać położenie wrogów, ważnych obiektów, miejsc, w których znajdziemy łup. Mało tego – sami musimy porównywać sobie mapę z tym, gdzie jesteśmy i w jakim kierunku powinniśmy się udać, gdyż nawet nie mamy kompasu (ale ma zostać wprowadzony w nadchodzących aktualizacjach). Z czasem jednak, jesteśmy w stanie nauczyć się pewnych ścieżek i stałych punktów ułatwiających orientację, dzięki czemu granie jest prostsze.

Mapy w Escape from Tarkov wyglądają tak...
« 1 z 3 »

 

Przeżyj… łatwo powiedzieć…

I tutaj dochodzimy powoli do momentu, w którym Escape from Tarkov pokazuje oblicze gry survivalowej. Bo nie chodzi tylko o to, żeby nie zostać zastrzelonym, a jak odniesiemy rany, to byle apteczka załatwi problem. Mechanika gry, jeżeli chodzi o przetrwanie w nieprzyjaznym mieście Tarkov, jest dużo bardziej złożona. Wiemy już, że osobom chcącym pograć w EfT przyda się dobra orientacja w terenie i umiejętność obchodzenia się z mapą oraz planami budynków. Ale przeżycie zależy też od różnego rodzaju medykamentów (opasek stabilizujących złamane kończyny, bandaży, środków znieczulających, apteczek), wody i pożywienia. A żeby zagrożenie było jeszcze większe, to deweloper deklaruje dodanie mechaniki działania na nasz organizm toksyn oraz radioaktywności. A do niwelowania skutków zatrucia lub promieniowania także potrzebne będą specjalne środki.

Nasze zachowanie w Tarkovie powinno opierać się w dużej mierze na kalkulowaniu ryzyka. Jeżeli przy jednym budynku widziałem przeciwnika, to opłaca się tam iść, kiedy mam już pełny plecak łupów? Może jeden stoi na straży, a dwóch „lootuje” pomieszczenie? Może lepiej będzie, jeżeli ominę budynek z dala od wzroku „strażnika”, bo przecież jak zginę, to nie dość, że nic nie zyskam, to jeszcze stracę wyposażenie, z którym na rajd wszedłem. A jeżeli jednak jest sam i uda mi się wykorzystać jego błąd polegający na pozostaniu na widoku i niesprawdzeniu terenu? Takich sytuacji w trakcie eksplorowania map będzie mnóstwo i trzeba będzie do tego przywyknąć. To gra dla cierpliwych, osób podchodzących z chłodną głową do niektórych decyzji. Niekiedy jednak trzeba będzie działać „na gorąco”, szczególnie w momencie, gdy niespodziewanie koło naszej głowy usłyszymy świst niekoniecznie zbłąkanej kuli, odgłosy ciężkich buciorów staną się dla nas coraz bardziej słyszalne, a mało tego – dochodzi do nas, że wydaje je nie jedna para nóg, a dwie lub trzy. My zaś biegniemy przez rzadki zagajnik i drzewa oraz ukształtowanie terenu są dla nas jedynymi osłonami. Może i chroniącymi nas przed wzrokiem przeciwnika, ale już przed kulami – niespecjalnie.

„Wszystko trzeba przeżyć”, jak śpiewał niegdyś Andrzej „Piasek” Piaseczny

… a czym nie jest?

Jeżeli ktokolwiek z jakiegoś powodu spodziewa się przez całą rozgrywkę intensywnych strzelanin, wyrzucania z lufy ton pocisków i zarzucania wrogów wiadrami granatów, to będzie zmuszony zmienić swoje podejście. W innym przypadku od EfT po prostu się odbije. Dynamika gry jest zmienna i zależna od mapy, na którą udaliśmy się na rajd. Mało tego, czasami zaraz po załadowaniu rozgrywki, pierwsze co musimy zrobić to paść, bo słyszymy niebezpiecznie bliskie strzały, a my nawet nie wiemy dokładnie w jakiej części mapy jesteśmy, o obecności przeciwników nie wspominając. Takie sytuacje najczęściej zdarzają się, gdy postanowimy zagrać jako tzw. Scav – czyli postać wrzucona z losowym ekwipunkiem na mapę. Kiedy jako Scav przeżyjemy rajd – wszystko w co byliśmy wyposażeni oraz wszelka zdobycz może trafić do ekwipunku naszej postaci. Jednak musimy zdać sobie sprawę, że wrzucony na mapę gracz pozbawiony może być np. apteczek i bandaży, a amunicji starczy mu ledwie na kilka strzałów. Zginiemy? Trudno. Nic nie tracimy. Poza kolejną torebką herbatki z melisy, kiedy to zostaniemy ustrzeleni kilka kroków od punktu ewakuacji…

Nawet potencjalny rupieć może dla niektórych handlarzy stanowić bardzo łakomy kąsek

 

EfT nie jest też dobrą grą dla osób sądzących, że taktyki wzięte z innych sieciowych strzelanek (CoD, CS:GO, Battlefield albo – o zgrozo! – hero shooterów) tutaj się sprawdzą. Bo w 95% nie sprawdzą się. A nawet jeżeli będziemy próbować, no bo czemu by nie, to dość szybko może się okazać, że przestrzelona ręka, złamana noga i „zadyszka”, którą nasza postać może złapać dość szybko w trakcie śmiertelnej demonstracji możliwości amunicji i samej broni, zaskakująco skutecznie ograniczy możliwość biegania jak i skakania wokół przeciwników, niczym spuszczony ze smyczy kundelek. Nasza postać odpowiednio „waży”, a jego motoryka (szczególnie na początku) sprawia, że czempionem crossfitu, póki co, nie zostanie. Zresztą, trudno by było, gdyby opancerzony od stóp po czubek głowy sołdat, skakał sobie niczym księżniczka Disneya, śpiewająca o tym, że wreszcie odnalazła prawdziwą miłość. To nie ta gra. Zdecydowanie bardziej przyda się znajomość takich tytułów jak wspomniana wcześniej Arma, niż tych wymienionych na początku akapitu.

Następną w kolejce rzeczą, która może odepchnąć miłośników pierwszoosobowych strzelanek, jest sposób rozwoju postaci. A może nie tyle sam sposób, bo ten może przypominać (upraszczając) to, co oferują gry z serii The Elder Scrolls albo Kingdom Come: Deliverance i niejeden gracz już się z tym zetknął. Progresja jest najbardziej widoczna w czynnościach wykonywanych przez nas najczęściej. Duże strzelacie z „kałaszka”? Będziecie lepiej się nim posługiwać. Otrzymujecie dużo ran i musicie często się leczyć? Z czasem będziecie lepiej znosić obrażenia, a apteczki „wyleczą” więcej punktów życia. Często poruszasz się biegiem? Będziesz mieć więcej „staminy”. Wolisz się skradać, niż uskuteczniać „Rambo-style”? To twoje kroki stopniowo będą stawać się coraz cichsze. Nie przepuścisz okazji do przeszukania każdej skrzynki czy torby? Zyskasz większą szansę, że będziesz znajdować coraz lepszy „loot” itd. Uczciwie? Ciężko zaprzeczyć. 

Ale bardziej chodzi tutaj o tempo „levelowania” i to jak wpływa ono na rozgrywkę. Nie da się ukryć, że w każdym aspekcie naszego życia lubimy otrzymywać bardzo szybką gratyfikację za nasze wysiłki. Jednak nagroda sama w sobie nie zawsze nas usatysfakcjonuje – jej subiektywna wartość musi odpowiadać trudowi, jaki włożyliśmy w jej zdobycie. Projektanci gier doskonale o tym wiedzą, dlatego co poziom stajemy się silniejsi, a im wyższy poziom (do zdobycia którego potrzebujemy coraz większej liczby punktów doświadczenia, czyli de facto musimy bardziej się napocić w trakcie gry), tym nagroda powinna być atrakcyjniejsza.

Tym razem się udało…,

 

Siadając do Escape from Tarkov, należy być świadomym, że w grze nie dostajemy nic za darmo, także punktów doświadczenia. W trakcie rajdu trzeba się trochę naszukać i nastrzelać, żeby zobaczyć, jak pasek sygnalizujący postęp awansu zapełnia się zdobytymi PD. Oczywiście ucieczka z mapy także daje spory zastrzyk „pedeków”. Zapewniam jednak, że na początku niejednokrotnie przyjdzie wam zobaczyć, że zdobyliście zero(!), kilkanaście albo kilkadziesiąt punktów. Bo zginęliście po kilkudziesięciu sekundach szwendania się pomiędzy barakami i nawet nie wiecie co was trafiło. I tak – do zdobycia następnego poziomu potrzeba, dajmy na to, 4000 PD, a wy zyskaliście np. 25.

… ale bywa i tak

 

No cóż, zważywszy na zasady gry, a konkretnie na to, że wyposażenie zabrane przez nas  na rajd przepada w przypadku naszej śmierci,  na dłuższą metę nie ma sensu przywiązywać się do swojego wyposażenia i całego „buildu” postaci. Gra posiada, co prawda, system ubezpieczania przedmiotów u handlarzy i sprzęt może do nas wrócić w przypadku niepowodzenia. „Może”. To istotne, albowiem warunkiem jest to, że nikt nie okradnie naszych zwłok w przypadku nagłej a niespodziewanej śmierci. Poza tym, jeżeli na czas nie odbierzemy przedmiotów od ubezpieczyciela (w zależności od tego, u kogo ubezpieczamy, sprzęt może do nas „wracać” 1-3 dni lub kilkanaście godzin), ten po pewnym czasie oznajmi, że nie jest „naszą przechowalnią” i ukochana strzelba lub snajperka, wysokiej klasy kamizelka i jeszcze parę innych rzeczy przepada.

 

Zagracie?

Nie jest to recenzja, a pewne przedstawienie gry, która z jednej strony w ciągu ostatnich kilkunastu tygodni napsuła mi nerwów, do tego stopnia, że pani farmaceutka z automatu wyciąga pudełko z melisą, gdy tylko znajdę się na wysokości aptecznej witryny. Z drugiej – uczyła pokory, cierpliwości i… mimo wszystko potrafiła dać satysfakcję. Okrzyk radości i odsapnięcie z ulgą, jakie towarzyszy wyjściu z rajdu, który ledwie przeżyliśmy, są szczere i spontaniczne. Noga złamana, pozszywana ręka drży utrudniając strzelanie, w magazynku zostało kilka nabojów. Ale na naszych plecach znajduje się plecak pełen łupów i nowa bronią. Widzimy okienko z napisem „Survived” i już wiemy, że nic złego nam się nie przydarzy. Dopiero teraz zdajemy sobie sprawę, jak bardzo spocone są nasze dłonie i dociera do nas, że nasz puls w naszych żyłach się stabilizuje.

Escape from Tarkov jest cały czas szlifowane. Już niedługo powinna pojawić się wersja 0.12, mająca dodać m.in. nowe bronie i modyfikacje do nich, nowych bossów, zupełnie nową mapę oraz możliwość zmiany wyglądu naszej postaci. A z racji tego, że gra wciąż znajduje się w fazie beta – nie zabraknie licznych poprawek i naprawiania mechaniki i błędów.

W gotowym produkcie znaleźć ma się pełnoprawna kampania dla pojedynczego gracza i inne tryby rozgrywki, w tym najprawdopodobniej tryb Arena. Jednak cały czas tytuł zalicza opóźnienia. W podsumowaniu wieńczącym rok 2018, zespół Battlestate Games mówił, że open beta „jest już coraz bliżej” . Ale to samo gracze mogli przeczytać jeszcze rok wcześniej. Data premiery pełnej gry jest jednak wciąż nieznana i śledząc oficjalne forum gry oraz subreddit tytułu na reddit.com, niektórzy gracze coraz intensywniej zastanawiają się, czy EfT w ogóle zostanie kiedyś ukończone. Deweloperzy jednak uspokajają i mówią, że prace cały czas trwają i trwać będą, póki Escape from Trakov nie trafi do sprzedaży.

Jeżeli jesteście fanami gier, które z góry nie traktują gracza jak tylko po części rozgarniętego odbiorcy, tytuł od Battlestate Games powinien Was zainteresować. Jeżeli jednak wolicie biegać w tę i we w tę po całej mapie wyłącznie w poszukiwaniu kolejnych fragów, istnieje spore prawdopodobieństwo, że „Tarkov” będzie Was frustrował i nie spędzicie na graniu zbyt wielu miłych chwil. Poza tym, na rajd nie tylko trzeba będzie zabrać broń, ochronę ciała, apteczki, magazynki i amunicję, ale też pewną dozę wyrozumiałości dla błędów, jakie w grze cały czas się znajdują – dla wciąż kiepskiej optymalizacji, lagujących serwerów, desynchronizacji itp.

Decyzję o zakupie Escape from Tarkov zostawiam Wam. Być może już niedługo uda nam się spotkać na jednej z map.