Gdyby zapytać nerdowatych znawców popkultury o najstarszą i wciąż rozwijaną franczyzę science-fiction w odcinkach, to pewnie wśród odpowiedzi najczęściej pojawi się stworzony w 1966 roku Star Trek. A jednak istnieje seria jeszcze starsza i bynajmniej nie stoją za nią Amerykanie, gdyż status „seniora seriali s/f” należy do nadawanego od 1963 roku Doctora Who od BBC, który w tym miesiącu obchodził 56-lecie istnienia. Historia o podróżującym w czasie i przestrzeni obcym od dekad cieszy się w Wielkiej Brytanii niesłabnącą popularnością, a serial dorobił się 26 sezonów emitowanych w latach 1963 – 1989 (tzw. classic era) oraz, po reaktywacji w 2005 roku , 11 sezonów tzw. revived era, którą zachwyciło się nowe pokolenie widzów – w tym niżej podpisany.

Za sukcesem Doctora Who nie stoją jednak genialne efekty specjalne oraz rozbuchany do granic przyzwoitości marketing. Siłą Doktora są świetnie opowiedziane historie, traktujące wątki science-fiction z dużym przymrużeniem oka, dzięki czemu całość przypomina mi swym klimatem rewelacyjne Dzienniki gwiazdowe Stanisława Lema, które również wyróżniały się lekkim i satyrycznym podejściem do przyszłości, rozwoju technologii czy uroczo absurdalnych kontaktów z obcymi cywilizacjami.

  

 

Ponadto serial regularnie zmienia się pod kątem obsady i pracującego przy nim zespołu, więc co kilka lat Doctor Who zyskuje nowe nazwiska, scenografie oraz swoisty klimacik, unikając tym sposobem stagnacji, zmęczenia materiału i widzów oraz ciągłego wałkowania starych wątków. Wynika to ze specyficznych zdolności Władcy Czasu, który w obliczu śmierci przechodzi proces regeneracji – w jej wyniku zmienia się jego ciało, twarz i osobowość. Tym sposobem w postać Doktora przez lata wcielało się 13 aktorów, a od 2018 roku ma on(a) twarz Jodie Whittaker, gdyż Władcy Czasu ratując swe życie mogą nawet zmienić płeć – gender pełną gębą… 😛

Kto jeszcze nie miał okazji poznać przygód Doktora, to zachęcam z całego serca do sprawdzenia sezonów z revived era, aczkolwiek pamiętajcie – to serial kręcony przez państwową (sic!) telewizję, więc nie liczcie na efekty rodem z Battlestar Galactica czy Expanse. Pierwsze współczesne serie z lat 2004 – 2008 wyglądają dziś już strasznie kampowo, ale nadal potrafią zachwycić świetnym aktorstwem i pełnymi plot-twistów scenariuszami. 

 

 

Na dwunasty sezon przygód Doktorki będziemy musieli poczekać do przyszłego roku, gdyż wbrew tradycji, pod koniec grudnia BBC nie uraczy fanów odcinkiem świątecznym/noworocznym – no chyba, że szykują niespodziankę. Zdjęcia do nowego sezonu zostały już jednak zakończone, dając twórcom możliwość przygotowania pierwszego trailera dla sezonu 12.