To, co czyni technologię prawdziwą i żywą, to nieprzewidywalność. Ona, podobnie jak my, nie jest doskonała. Nie możesz oczekiwać od projektora, że za każdym razem wyświetli ten sam obraz. Musisz zapytać raczej: jaki obraz mi dzisiaj wyświetlisz? – opowiada Teo Dumski, reżyser i założyciel Cloud Theater, pierwszego w Polsce teatru w chmurze.

 

Grzegorz Borgo: Teatr w chmurze, czyli jaki?

Teo Dumski: Idea zrodziła się w atmosferze sprzeciwu wobec tego, że dzisiejsze odkrycia technologiczne w zasadzie nie zmieniły sposobu w jaki kreujemy teatr. Używamy komputerów tylko do usprawnienia pewnych procesów: automatycznego sterowania oświetleniem, synchronizacji muzyki, robienia kilku rzeczy jednocześnie. Gramy podobnie, wchodzimy na scenę podobnie, publiczność sadzamy podobnie. Niewiele się zmienia. Najczęściej powielamy lub automatyzujemy istniejące już pomysły.

 

Jednak wciąż powstają spektakle awangardowe.

Poniekąd – żyjemy w świecie postmodernizmu – dziś już rzadko pomysł należy w 100% do autora. Zawsze jest to wypadkowa zobaczonych rzeczy, suma doświadczeń i inspiracji płynących ze sztuki, czy otaczającego świata. Nawet zdjęcie, które robisz na ulicy nie jest całkowicie twoje. Będą znajdować się na nim budynki, samochody, parki – wszystko to zostało przez kogoś zaprojektowane. Twoja jest perspektywa. Tworząc spektakl teatralny, bardzo często posiłkujemy się już istniejącymi wzorcami artystycznymi. Podobnie jak w przypadku tworzenia oprogramowania komputerowego.

 

Czerpiesz inspirację z nurtu open source?

W 1991 roku Linus Torvalds rozpoczął prawdziwą rewolucję w dziedzinie otwartego oprogramowania. Na internetowym forum udostępnił kod swojej wizji budowy jądra nowego systemu. Ku jego zaskoczeniu, kod nie tylko nie został ukradziony, ale internauci zaczęli go udoskonalać i rozwijać. Tak powstał Linux.

 

Jak przełożyć tę ideę na teatr?

Widzę ogromne podobieństwo pomiędzy tworzeniem Linuksa a tym, jak rozwija się pomysł artystyczny. Nad oprogramowaniem często pracuje zespół ludzi, a każdy może rozwijać dowolny fragment kodu – podobnie rozwijają się pomysły sceniczne w teatrze. Autor czy reżyser jest inicjatorem, pomysłodawcą, kierunkuje pracę. Aktor, kompozytor, scenograf – zawsze w pewnym sensie jest współtwórcą dzieła. Ale reżyser też nie tworzy z próżni. Inspiruje się wszystkim, włącznie z  innymi twórcami. Praca artystyczna zawsze jest zależna od chmury która nas otacza.

 

 

Zatem praca w chmurze?

Praca w chmurze artystycznej, gdzie zapraszasz innych do współtworzenia dzieła, jest szczera i prawdziwa. Pomyślałem, żeby społeczność teatralną zainspirować do takiego modelu pracy, która nie ma określonych ram, metod, czasu czy miejsca. Czerpię
z metafory chmury informatycznej.

 

Najczęściej aktorów zaprasza się na 10:00, żeby do 14:00 zrobić próbę. Ćwiczysz sceny powtarzając je do znudzenia, aż osiągniesz zadowalający efekt.
W chmurze jest inaczej?

Staram się stworzyć społeczność, która w pełni wykorzysta swój potencjał artystyczny. Dla mnie ten potencjał nie musi być przywiązany do miejsca. Nasza chmura to ludzie, ich idee i technologia. Osadzanie się w jednym miejscu byłoby bardzo ograniczające. Każda z przestrzeni którą wykorzystujemy (ulice miasta, sceny teatralne, przestrzenie Muzeum Narodowego, Centrum Technologii Audiowizualnych czy Kina Nowe Horyzonty we Wrocławiu) ma swój niepowtarzalny charakter, którym staramy się zainspirować i wykorzystać w możliwie najlepszy sposób. Mamy różne miejsca do prowadzenia prób (czasem inne do prób technologicznych, inne dla aktorskich). Mamy rdzeń zespołu, ale jesteśmy mocno otwarci na nowe osoby chcące do nas dołączyć. Aktorzy, rysownicy, czy informatycy (oraz komputery!) zmieniają się nawet w ramach jednego spektaklu – i zawsze wtedy wnoszą do nich coś nowego.

 

Jako reżyser także uczestniczysz w spektaklu?

Tak, zawsze. Nazywam to reżyserią live. Nie chcę być osobą, która coś tworzy, precyzyjnie ustawia, a potem pozostawia dzieło samo sobie. Chcę być ciągle obecny i wpływać na to, w jaki sposób spektakl się rozwija i zmienia.

 

W jaki sposób postrzegasz rolę technologii w swoim teatrze?

Jeśli wyobrazisz sobie, że masz projektor, który wyświetla jeden biały piksel, a wszystkie pozostałe dookoła są czarne, to na pierwszy rzut oka widzisz kropkę na ekranie. Jednak, gdy spojrzysz głębiej, zobaczysz że jest to wiązka światła, która przecina trójwymiarową przestrzeń teatralną w określonej linii i która zatrzymuje się na twojej ręce, kiedy staniesz jej na drodze. Wtedy otwiera się przestrzeń do postrzegania technologii w innych kategoriach. Do tego, żeby zacząć postrzegać pojedynczy piksel jako niezależny byt.

 

 

W takim razie, kim dla ciebie jest piksel? 

Małą istotą, która ma barwę, wielkość, jasność i określony czas życia. Kiedy uświadomisz sobie, że masz do dyspozycji mnogość takich istot obecnych na scenie, jako reżyser możesz stworzyć wszystko.

 

Stąd tytuł spektaklu Technologia jest Istotą?

Wielu zdobyczom technologicznym nieświadomie nadajemy ludzkie cechy. Na przykład obiektyw aparatu jest odpowiednikiem ludzkiego oka. Smartfony od dawna same podejmują decyzje: z którego nadajnika czerpać sygnał i ile mocy jest im potrzebne. Dopóki smartfon ma zasilanie, jest autonomicznym bytem. Pomyśl tylko, co się stanie, gdy telefony standardowo będą już zasilane solarnie! To pierwszy krok do stworzenia czegoś na wzór wczesnej formy życia. Jeśli otworzymy się na to, że w urządzeniach zachodzą procesy przypominające nasze procesy życiowe, to możemy uznać, że technologie to Istoty.

 

Technologia w twoim spektaklu żyje własnym życiem?

W czasie jednego z naszych spektakli obraz zaczął migać. Kolega z zespołu z przerażeniem pobiegł sprawdzić, co się dzieje z projektorem. Ja stałem zahipnotyzowany, nie mogąc oderwać wzroku od obrazu – podziwiałem jak pięknie daje znać o swojej autonomiczności. To, co czyni technologię prawdziwą i żywą, to nieprzewidywalność. Ona, podobnie jak my, nie jest doskonała. Nie możesz oczekiwać od projektora, że za każdym razem wyświetli ten sam obraz. Musisz zapytać raczej: jaki obraz mi dzisiaj wyświetlisz?

 

Te projekcje rysowane są na żywo?

Każdy z pikseli jest narysowany ludzką ręką na tablecie graficznym w trakcie spektaklu. Każda linia jest odręczna, często niedoskonała.

 

 

W jednym performansie projekcje tworzyło 6 rysowników – to nie lada wyzwanie. Zwłaszcza, że obraz miał 60 metrów długości i 6 metrów wysokości.

Tutaj wyzwaniem było tworzenie obrazu jednocześnie na sześciu tabletach graficznych i przesyłanie go w czasie rzeczywistym na duże odległości. Firmy produkujące tablety nie przewidują używania wielu urządzeń do rysowania jednego obrazu (nawet sterowniki nie mają takiej możliwości) a kable HDMI mają swoje ograniczenia (odległości do max. 30 metrów). Ja potrzebowałem dużo więcej, żeby obraz dotarł do wszystkich miejsc.

 

Ile metrów kabli gra w spektaklach?

Około 400 metrów, nie licząc kilometrów mikroskopijnych przewodów w procesorach. Dbam o te wszystkie kable jak skrzypek o skrzypce. Poświęcam im mnóstwo uwagi i troski.

 

Na potrzeby spektakli skonstruowałeś także specjalne komputery.

Komputery oraz drukarkę 3D, która występuje w roli aktorki. Ma na imię Maryla: rusza się, żyje i pięknie „śpiewa”. W jednym performansie „śpiewała” nawet w duecie z wiolonczelą.

 

Jesteś także programistą?

Nie nazwę się programistą, ale 80% oprogramowania, które wykorzystujemy w trakcie spektaklu napisałem sam. Musiałem też napisać własne sterowniki do tabletów. Nie miałem innego wyjścia. Zatrudnienie sztabu informatyków znacznie wykraczało poza teatralny budżet. Poza tym programowanie to moja pasja. W dzieciństwie zamiast czytać bajki uczyłem się asemblera i innych języków programowania.

 

 

Takie oprogramowanie wcześniej nie istniało?

Chciałem rysować światłem w przestrzeni 3D na tablecie graficznym. Wszystkie istniejące programy dla takiego tabletu umożliwiają jedynie stworzenie rysunku i zapisanie go w pliku. Stąd potrzeba stworzenia własnego.

 

Nie wystarczyło zgłosić się z takim zapotrzebowaniem do producenta sprzętu?

Często tworzyłem tzw. feature requests do producentów o stworzenie funkcjonalności obsługi wielu tabletów. Zawsze spotykałem się z tą samą odpowiedzią: Proszę pana, żaden grafik nie używa kilku tabletów jednocześnie! Dodatkowo, dobry tablet graficzny produkuje 350 impulsów na sekundę. Musi z nich powstać obraz kreski lub pędzla – to poważne zadanie dla procesorów graficznych. A podłączenie sześciu tabletów jednocześnie mocno zwiększa zapotrzebowanie na moc obliczeniową komputera. Nawet najmocniejsze karty graficzne mają z tym problem.

 

Technologia jest Istotą to wielokrotnie nagradzany, flagowy spektakl Cloud Theater.

W warstwie fabularnej spektakl jest opowieścią o ludzkich fantazjach na temat przyszłości: mówi o tym w jaki sposób sobie ją wyobrażamy, jak się jej boimy, jak patrzymy na nią z nadzieją i oczekiwaniem. Jest to także rodzaj manifestu formy teatralnej, w której technologia zajmuje równoprawne miejsce obok aktora.

 

Wszystkie spektakle Cloud Theater są nieme?

Słowo mówione paradoksalnie bardzo ogranicza treść przekazu. Bez niego widz sam musi podjąć wysiłek wpisania historii w obraz. Nie używamy słów, chyba, że jest to uzasadnione. Czasem chcemy, żeby widz usłyszał język jako formę. Wtedy wprowadzamy tekst, na przykład, w obcym języku. Do jednego ze spektakli zaprosiłem do współpracy aktora, który mówił po ormiańsku. Spektakl oferuje formę, którą widz może wypełnić dowolną treścią. Jest jak puste naczynie, do którego można nalać dowolny napój. Teatr nie jest tubą do przekazania tego, co miał na myśli reżyser. Jest raczej przestrzenią, w której każdy może siebie wyrazić – także widz, bo to on ostatecznie decyduje o tym, o czym był spektakl.

 

 

Jaka interpretacja spektaklu pojawia się najczęściej? 

Każdy widz ma swoją interpretację. Jeden z widzów stwierdził, że ten spektakl jest znakomitym traktatem filozoficznym o tym, czym technologia jest dziś, a czym będzie w przyszłości. Inny stwierdził, że to opowieść o tym, jakim zagrożeniem jest technologia i jak bardzo człowiek z nią przegrywa. Jeszcze inny widz, starszy pan, doszedł do wniosku, że to historia zachwytu nad technologią i dodał, jak bardzo pokochał swój telefon komórkowy (mimo małych ikon, w które nigdy nie może trafić).

 

W spektaklu szukasz połączenia między światem technologii i tradycyjnym teatrem?

Raczej kompletnej synergii tych światów. Sposób
w jaki nowe technologie są powszechnie wykorzystywane w teatrze promuje podejście konkurencyjne: technologia albo człowiek – kto będzie bardziej interesujący? Uważam, że technologia w teatrze nie musi stać w opozycji do pierwiastka życia, który wnosi aktor. Szukam rozwiązania, które sprawi, że człowiek z technologią się zsumuje, a nie będzie z nią konkurował. Wystarczy uznać jej prawo do życia. Technologia jest niczym bez aktora, a aktor niczym bez technologii.

 

Jakie pytanie zadajesz widzom, którzy przychodzą na spektakle Cloud Theater?

Przy reżyserowaniu spektaklu, w którym staram się patrzeć na technologię jak na żywą istotę, nie można zapomnieć o najważniejszym: kim jest człowiek w tym technologicznym świecie? Niezwykle zainspirował mnie pewien Amerykanin: Arthur Ganson, który konstruuje maszyny niespełniające żadnej praktycznej funkcji. Chodzą po to, żeby się naoliwiać. Ganson nie nadaje ich istnieniu żadnego innego sensu, jak po prostu być. Może człowiek jest podobny do takiej maszyny bardziej niż nam się wydaje?

 

Zdjęcia: Tobiasz Papuczys