„Best of 2018” Apple to zamykające rok zestawienie przygotowane przez związanych z Cupertino kuratorów; coś na kształt wypadkowej pomiędzy „najpopularniejszymi” a „najlepszymi” produktami, jakimi mogli cieszyć się w dobiegającym już powoli końca roku posiadacze sprzętu Apple.

Zestawienie przygotowano w sumie w sześciu kategoriach, z których niektóre rozbite są jeszcze na podkategorie. Podział prezentuje się następująco: aplikacje (w tym gry), muzyka, podcasty, film i telewizja (seriale, programy telewizyjne etc.) oraz książki. Oczywiście mówimy tu tylko i wyłącznie o ofercie kulturowej dostępnej za pośrednictwem usług i urządzeń z jabłkiem. Nie zmienia to faktu, iż jest to oferta bardzo obszerna – no, nie licząc może gier, z którymi firma z Cupertino ma, jak wiadomo, pewne problemy. Mówimy tu bowiem jedynie o produkcjach działających w środowisku Apple (macOS/iOS).

Najlepsze aplikacje 2018 roku wg Apple

Zdaniem Apple – z podziałem na podkategorie – są one następujące:

Trend roku w kategorii aplikacji (App Trend of the Year) – self-care (czyli, „po naszemu”, świadome dbanie o siebie, swój czas i swoje zdrowie, nie tylko fizyczne)

Trend roku w kategorii gier (Game Trend of the Year) – Battle Royale

Aplikacja roku na iPhone (iPhone App of the Year) – Procreate Pocket

Gra roku na iPhone (iPhone Game of the Year) – Donut County

Aplikacja roku na iPady (iPad App of the Year) – Froggipedia

Gra roku na iPady (iPad Game of the Year) – Gorogoa

Aplikacja roku na komputery i notebooki Apple (Mac App of the Year) – Pixelmator Pro

Gra roku na komputery i notebooki Apple (Mac Game of the Year) – The Gardens Between

Aplikacja roku na Apple TV (Apple TV App of the Year) – Sweat

Gra roku na Apple TV (Apple TV Game of the Year) – Alto’s Odyssey

Jak widzimy, bez zaskoczeń; wybór self-care w kategorii trend roku doskonale wpisuje się w szerszą politykę ideową Apple – jednym z jej filarów jest ostatnimi czasy szeroko pojęta samoświadomość, również w kwestiach związanych ze zdrowiem i zarządzaniem naszym czasem (którego, jak wiadomo, mamy tylko skończoną ilość). Mówimy tutaj nie tylko o aplikacjach typowo treningowych czy fitness; to również narzędzia wspomagające zarządzanie czasem czy nawet badające jakość snu. O wzroście znaczenia tego segmentu cyfrowych produktów wiemy nie od dziś; ogłoszenie Apple jest niejako tego ostatecznym potwierdzeniem.

Wybór Battle Royale jako trendu roku w kategorii gier również nie dziwi; wszystkim, którzy mają na ten temat jakiekolwiek wątpliwości, polecam zapoznanie się z przypadkiem PUBG czy choćby Fortnite. To gry, które szturmem zdobyły świat graczy, co zresztą natychmiast zauważyli i podchwycili więksi, „pierwszoplanowi” producenci – np. Treyarch/Activision (Call od Duty: Black Ops 4 to gra mocno zorientowana na Battle Royale). Oczywiście w jabłkowym środowisku również nie brakuje tego typu produkcji – a efektem ich popularności jest właśnie ten wybór.

Najlepsza muzyka 2018 roku wg Apple

Artysta roku (Artist of the Year) – Drake

Debiut roku (Breakout Artist of the Year) – Juice WRLD

Utwór roku (Song of the Year) – I Like It (Cardi B featuring Bad Bunny & J. Balvin)

Album roku (Album of the Year) – Golden Hour (Kacey Musgraves)

Komentarz nasuwa się sam: na kształt tej listy niewątpliwie miała wpływ popularność danego artysty/utworu/albumu w iTunesie. Nie sposób nie zauważyć, że kuratorzy Apple zdecydowanie skłaniają się w stronę rapu, choć raczej tego „szerokonurtowego”. Pomijając jednak osobiste preferencje i skupiając się na bardziej obiektywnych kryteriach – np. popularności – trzeba powiedzieć, że zaproponowane przez Apple typy nie są niczym naprawdę zaskakującym.

 

 

Choć właściwie – może są. Bo jak na Apple, firmę zdecydowanie „anty-mainstreamową”, są zaskakująco… no właśnie: mainstreamowe? Zanadto „popowe”?

Najlepsze filmy 2018 roku wg Apple

Anihilacja (Annihilation)

Czarna Pantera (Black Panther)

Bajecznie bogaci Azjaci (Crazy Rich Asians)

Eighth Grade

Green Book*

Dziedzictwo (Hereditary)

Iniemamocni 2 (Incredibles 2)

Jutro albo pojutrze (Minding the Gap)

Narodziny gwiazdy (A Star is Born)*

Won’t You Be My Neighbor

*dostępne, co ciekawe, jedynie w preorderze.

Okej – fajnie, że jest Marvel (Czarna Pantera); ale dlaczego właśnie marvelowski „Król Lew”, a nie, jak powinno być w tym roku, najnowsi Avengers? Nie umiem powiedzieć. To *dziwna* decyzja, szczególnie że Czarna Pantera nie może równać się z Wojną Nieskończoności ani pod względem rozmachu, ani popularności, ani ogólnie pojętej filmowej jakości. Mniejsza jednak o szczegóły; obecność Marvela jest zawsze na plus. ;- )

Bajecznie bogaci Azjaci uświadomili mi, że pieniądze (duże, naprawdę ogromne pieniądze) to jednak jest zło, a Anihilacja – że nawet z kiepskiego science-fiction można zrobić coś dobrego, jeżeli właściwie dobrać aktorów. I jedno, i drugie warto obejrzeć. Natomiast osobiście uważam Dziedzictwo (Hereditary) za rozczarowanie tegorocznego Halloween. ;- ) Już dawno nie widziałem aż tak przereklamowanego horroru. W dodatku o tak przesadzonych pretensjach do „głębi” (tu w dodatku źle pojętej). Spragnionym „straszaka” z drugim (trzecim, czwartym) dnem polecam powrót do Dziecka Rosemary. Bo Hereditary najlepiej podsumować w ten sposób:

via GIPHY

Ogólnie: Apple’owski przegląd gatunków należy raczej do tych uczciwych. Nie ma tu filmów, których oglądać nie warto; nie ma też filmów przesadnie ambitnych. Lista Apple, pomimo momentami niejasnych decyzji, jest więc listą wartościową. O ile, oczywiście, tolerujemy kino szerszego nurtu – kino codzienne, „nie-festiwalowe”. Bo nikogo nie trzeba chyba przekonywać, że w 2018 roku były również lepsze filmy.

Tyle że nie wszystkie z nich udostępniono w usługach Apple. Po prostu.

Najlepsze seriale 2018 roku wg Apple

Zawód: Amerykanin (The Americans)

Atlanta

Barry

The Expanse

Sprawa idealna (The Good Fight)

Dobre Miejsce (The Good Place)

Opowieść podręcznej (The Handmaid’s Tale)

Killing Eve

The Marvelous Mrs. Maisel

Pose

Zawód: Amerykanin (The Americans) od pewnego czasu należy do moich ulubionych seriali; osobiście uważam go też za serial wyraźnie niedoceniany. Niedobrze, bo od pierwszego sezonu przeszedł on naprawdę długą drogę – nie wspominając o tym, że od samego początku jest to produkcja z kategorii tych ambitnych. Dwójka sowieckich szpiegów żyjąca w bezpośrednim sąsiedztwie rodziny agenta amerykańskiego wywiadu to może i pomysł aż nadto oczywisty (i, dodajmy, oklepany); jednak to, co zrobiono z nim w dalszych sezonach, robi naprawdę dobre wrażenie. Mocno polecam. I zdecydowanie zgadzam się z jego obecnością na liście.

 

 

Z przyjemnością powitałem również obecność jednego z ciekawszych sitcomów ostatnich lat, czyli Dobrego Miejsca (The Good Place). Nadal wprawdzie uważam, iż najlepszym sezonem był sezon pierwszy; nie sposób jednak nie docenić pomysłowości, a także filozoficznej erudycji twórców serialu. To rzecz, którą oglądać możemy na przynajmniej dwa sposoby, dla rozrywki i wnikliwie – i oba okazują się równie satysfakcjonujące. A o ilu sitcomach możne powiedzieć obecnie to samo? Ostatnimi laty nawet te najlepsze mocno straciły. Niektóre zresztą zamieniły się w telenowele – odwieczna przypadłość gatunku sitcomów, na którą cierpieli już Przyjaciele. Największym rozczarowaniem jest pod tym względem z pewnością Teoria wielkiego podrywu (Big Bang Theory). Ten serial stracił wszystko co miał. Trzymajmy kciuki za Dobre Miejsce – oby nigdy nie zsunęło się w „telenowelowe Złe Miejsce sitcomów”.

 

 

Co więcej? Atlanta – rzecz dość ciekawa, robiąca furorę na popularności (mainstreamowego) rapu; serial w sumie przyzwoity, choć The Get Down to to nie jest. The Expanse – science-fiction, które z każdym kolejnym odcinkiem staje się coraz poważniejszą propozycją dla lubiących science-fiction. Barry – ulubieniec publiczności i dużo ciekawszy następca Dextera. Opowieść podręcznej – średnio udany serial nakręcony na podstawie średnio udanej powieści jednej z najwybitniejszych kanadyjskich pisarek (Margaret Atwood); niemniej: dość kontrowersyjny. I, jak sądzę, nienajgorszy, choć wartość produkcji literackiej Atwood budzi ostatnimi laty przede wszystkim wątpliwości. Wszystko to dobre i popularne seriale. Czy jednak bardziej „dobre”, czy bardziej „popularne”, to każdy rozstrzygnąć musi samemu.

Najlepsze książki 2018 roku wg Apple

Książka roku (Book of the Year) – American Marriage (Tayari Jones)

Literatura faktu (Best Nonfiction) – The Library Book (Susan Orlean)

Kryminał roku (Best Mystery) – The Witch Elm (Tana French)

Thriller roku (Best Thriller) – Light It Up (Nick Petrie)

Biografia/Autobiografia roku (Best Bio/Memoir) – Educated (Tara Westover)

Romans roku (Best Romance) – Too Wilde to Wed (Eloisa James)

Science-fiction/fantasy roku (Best Science Fiction/Fantasy) – Spinning Silver (Naomi Novik)

„Na poprawę humoru” (Best Feel-Good Fiction) – When Life Gives You Lululemons (Lauren Weisberger)

Literatura piękna (Best Literary Fiction) – There There (Tommy Orange)

Dla młodszych czytelników (Best Young Reader Book) – Harbor Me (Jacqueline Woodson)

Apple jest szybsze niż polscy wydawcy, a już na pewno niż polscy tłumacze. Przedstawiona przez jabłkowych kuratorów lista ma więc dla polskiego czytelnika raczej charakter ciekawostki, przynajmniej póki co.

Co mogę powiedzieć na temat tej listy? No cóż – mam do niej raczej mieszane uczucia. Debiut Tommy’ego Orange, There There, uważam za powieść nader udaną, choć z całą pewnością nie jest to materiał na anglojęzyczną „literaturę piękną roku”. Są znacznie (znacznie!) lepsze powieści. I wcale nie trzeba ich szukać daleko.

Natomiast Educated to pozycja obowiązkowa dla każdego – nieważne, czy pragnie książkowej sensacji, czy głębszego zrozumienia dzielących różne grupy przepaści kulturowych. To autobiografia kobiety wychowywanej w wyjątkowo radykalnej rodzinie Mormonów (wyjątkowo na tle reszty społeczności mormońskiej). Jeżeli chcecie przekonać się, jak to jest – żyć w świecie, w którym każdego dnia może nastąpić koniec dziejów, a wszystko, co macie, znacie i lubicie jest zakazane pod groźbą kary, i to najczęściej kary poważnej, to polecam Wam tę książkę. Raczej się nie zawiedziecie. Dodając tę książkę do swojej listy, Apple podjęło słuszną decyzję.

Niestety, anglojęzyczny termin „Feel-Good Fiction” nie doczekał się jeszcze, o ile mi wiadomo, swojego polskiego odpowiednika. Najogólniej rzecz biorąc – chodzi o książki, konkretnie: powieści, które… poprawiają Twoje samopoczucie. „Podnoszą na duchu”, „przywracają wiarę w dobro i sens” etc. etc. To specyficzna podkategoria – nie tyle gatunek, co kategoria sprzedażowa, bo w amerykańskich księgarniach i sklepach z książkami „Feel-Good Fiction” często stoi na osobnej półce. I, o ile wierzyć statystykom, cieszy się dość sporym wzięciem.

W Polsce „Feel-Good Fiction” wciąż jeszcze czeka na swoje pięć minut. Chętni wyprzedzać książkowe trendy czytelnicy mogą jednak już teraz skorzystać z rekomendacji od Apple. ;- )

Najlepsze podcasty roku 2018 wg Apple

In The Dark

Caliphate

The Dream

Everything is Alive

Slow Burn

Dr. Death

Armchair Expert with Dax Shepard

Bubble

Bundyville

A Very Fatal Murder

Wolverine: The Long Night

Serial

The Daily

This American Life

99% Invisible

Ponownie – co nie dziwi – propozycje wyłącznie anglojęzyczne. Niektóre – tworzone przez „twórców niezależnych”, typowych podcasterów; inne – przez duże koncerny medialne (m.in. przez „New York Times”). Kalifat (Caliphate) to propozycja dla każdego; podobnie Slow Burn. Sporo tutaj polityki; sporo bieżących tematów społecznych. Komentarze mocno osadzone w amerykańskich realiach; czy wartościowe dla kogoś spoza Stanów Zjednoczonych? Zapewne tak – do pewnego stopnia. A tak poza tym? Trudno powiedzieć. „Times” niewątpliwie ma swoje standardy. Ale wolę „New Yorkera”. ;- )

Podsumowanie

Apple’owskie „Best of 2018” ma swoje plusy i swoje minusy. Plusy? Gatunkowa eklektyczność i zasadnicza *uczciwość* zestawień. Nie ma odchyłów w żadną ze stron; odpowiedzialni za to zestawienie kuratorzy znaleźli optymalną wypadkową pomiędzy „najpopularniejszymi” a faktycznie „najlepszymi” „best-of’ami”. A minusy? Te również się znajdą: nie w pełni jasne kryteria oceny oraz mimo wszystko dość ograniczony zestaw „produktów” – co najbardziej daje się chyba we znaki w kategorii „Filmy i seriale” (chociaż z książkami też nie jest dobrze).

Ogólnie: Apple’owskie zestawienie oceniam na plus. Na moje osobiste „zestawienie najlepszych zestawień 2018 roku” raczej nie wejdzie; jest na to nieco zbyt zachowawcze; momentami – powierzchowne. Ale nie ma też porażki. Wiele pozycji budzi mój sprzeciw. Jednak te, z którymi się zgadzam, jak chociażby Dobre Miejsce, przekonują mnie, że lista Apple ma swoją wartość. Nie jest, być może, listą wybitną. Ale czy miała takie ambicje?