Zimowe IO 2026 w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo zakończyły się 22 lutego, ale ich piętno na rozwoju technologii, połączonej ze sportem, będzie ponadczasowe. To bowiem pierwszy w historii turniej zimowy, w którym sztuczna inteligencja nie była już tylko dodatkiem do transmisji czy ciekawostką dla geeków. To był integralny element infrastruktury sportowej, medialnej i analitycznej. AI pracowała na wielu poziomach jednocześnie, na przykład: mierzyła ruch zawodników co do milimetra, przewidywała trajektorię kamieni curlingowych, automatycznie katalogowała setki godzin nagrań, a nawet tłumaczyła zasady sportów widzom w czasie rzeczywistym. W praktyce oznacza to, że igrzyska stały się czymś więcej niż polem dla ludzi wybitnych w konkretnych sportach. Czy nam się to podoba, czy nie, to już również gigantyczny ekosystem danych.
Pomiar ruchu i biomechanika, czyli AI od firmy Omega
Jedną z najważniejszych technologii AI na IO był system biomechanicznej analizy ruchu rozwijany przez dział Swiss Timing firmy Omega, oficjalnego chronometrażysty igrzysk. W Mediolanie-Cortinie rozwiązania te zostały rozszerzone na sporty zimowe, co dotyczy szczególnie łyżwiarstwa figurowego, narciarstwa alpejskiego i skoków narciarskich.
Wspomniany system opiera się na wielokamerowej wizji. W praktyce wokół “areny” rozmieszczone były dziesiątki zsynchronizowanych kamer o wysokiej częstotliwości (do kilkuset klatek na sekundę!). Algorytmy się uczyły i rekonstruowały trójwymiarowy model ciała sportowca w ruchu. Na tej podstawie AI wyliczała parametry biomechaniczne: prędkość segmentów ciała, kąty stawów, rotację, przyspieszenia. Szmery, bajery.
Dla widza wyglądało to trochę jak nakładki graficzne na transmisję. Dla sędziów natomiast – cóż, to twarde dane, które mogły pomóc w ocenie występu. Wysokość skoku, liczba obrotów, moment lądowania… Technologia pozwalała dosłownie rozbić czyiś występ na czynniki pierwsze bardziej niż kiedykolwiek.
Co ważne, AI nie tylko mierzy, ale też w tym przypadku interpretuje. Modele są trenowane na tysiącach występów z bazy zawodników, dzięki czemu potrafią klasyfikować rodzaje ruchów zawodnika i wykrywać błędy techniczne. Wygląda to tak, jakby użycie Swiss Timing przesuwało sport w stronę obiektywnej oceny biomechanicznej, a nie bazowało wyłącznie na percepcji sędziów. To bardzo ważna zmiana. W kontekście najbliższych lat – może wręcz przełomowa.

AI śledziło też obiekty, tak jak… na torze curlingowym
Trzeba przyznać, że curling stał się jednym z poligonów doświadczalnych dla AI na IO 2026. Kamień curlingowy porusza się wolno, dlatego to sport dla prawdziwych koneserów! Ale do rzeczy: jego tor zależy od mikroskopijnych nierówności lodu i rotacji nadawanej przez zawodnika. Dla człowieka – sędziego, sportowca, widza – przewidywanie trajektorii jest intuicyjne, natomiast dla AI to – jak można było zobaczyć – bułka z masłem, jeśli chodzi o modelowanie fizycznego toru.
Na igrzyskach zastosowano system śledzenia kamieni oparty na czujnikach i wizji komputerowej. Kamienie były lokalizowane w czasie rzeczywistym przez AI, a następnie nakładało się im trajektorię i przewidywany punkt zatrzymania. Wszystko generowane na bieżąco, zwizualizowane pod kątem analizy taktycznej.
I choć to może zabrzmieć dość absurdalnie, w 2026 roku właśnie curling jest jednym z najważniejszych sportów na świecie, gdzie wplata się sztuczną inteligencję. Kto wie, może za 10 lat sami zawodnicy będą mieli mini-tablet, na którym zobaczą tuż przed próbą, jak dokładnie rzucić kamień, co do milimetra, żeby odnieść sukces.

AI w transmisji, czyli automatyczne wyszukiwanie kluczowych momentów
Olympic Broadcasting Services – za tą nazwą kryje się produkcja wyjątkowej transmisji olimpijskiej, przerabiającej tysiące godzin materiału. W 2026 roku wprowadzono w niej dodatkowo system AI do automatycznej analizy wideo, który kataloguje wydarzenia sportowe w czasie rzeczywistym. Brzmi jak ucięcie mozolnej części pracy dla montażysty, prawda?
W dużym skrócie, technologia na IO używała kilku warstw:
- wykrywała konkretnych zawodników i sprzęt
- zajmowała się detekcją zdarzeń
- analizowała warstwę audio, np. reakcje tłumu na wydarzenia
- tworzyła też modele językowe do generowania opisów
W ten sposób AI identyfikowała “momenty znaczące” dla potencjalnego widza (upadki, rekordy, reakcje emocjonalne) i automatycznie tworzyła z nich klipy. Potem człowiek przed komputerem jedynie weryfikował, czy wszystko jest w porządku.
Co by nie mówić, to była ogromna zmiana dla mediów, bo zamiast ręcznego przeglądania nagrań od A do Z, dało się dostać gotowy highlight o niebo szybciej. Dla widzów oznaczało to oczywiście szybsze powtórki, choć tutaj można zadać pytanie, czy wobec takiego kierunku zmian sens oglądania właściwych zawodów będzie ten sam? Skoro jeszcze tego samego dnia, może nawet w ciągu godziny po zawodach, będziemy dostawać bardziej przystępną czasowo pigułkę? To już chyba temat na rozważania w innym materiale.
Powtórki 360°, wirtualne kamery i chmura od Alibaba Group
Myśleliście, że znaczenia AI bardziej podkręcić się nie da? Ha! Jedną z najbardziej spektakularnych technologii IO 2026 był 360-stopniowy replay. Polegał on na tym, że wokół aren rozmieszczano dziesiątki kamer, dzięki którym AI automatycznie rekonstruowało scenę w 3D. Wszystko po to, żeby umożliwiać wirtualną zmianę punktu widzenia. Nawet na taki, którego fizycznie nie było.
Technologia od Alibaby wykorzystuje rekonstrukcję wielokamerową, fotogrametrię, interpolację klatek i render w 3D. Bajer na bajerze. Efekt? Przykładowy skok narciarski widz mógł zobaczyć z dowolnego kąta.
Cały system był częścią transmisji polegającej na danych zbieranych w chmurze, za co odpowiada Alibaba Group. Taki rozwój technologii to też, trzeba przyznać, w jakimś stopniu rewolucja logistyczna. W końcu produkcja w chmurze pozwala ograniczyć sprzęt na miejscu i zmniejszyć zużycie energii. W teorii zatem wygrywa każdy: realizator i widz.

Drony FPV i AI użyte w stabilizacji obrazu
W Mediolanie-Cortinie chwalili się, że dzięki AI mogą zastosować kompletnie nową dynamikę obrazu. Wykorzystano bowiem drony FPV w transmisjach narciarskich i snowboardowych, co wyglądało tak, że kamera “latała” tuż za zawodnikiem z prędkością ponad 100 km/h. A to, żeby ładnie wyglądało na obrazie, oczywiście wymagało AI do wspomnianej stabilizacji i autonomicznego śledzenia.
System działał hybrydowo, nie był w pełni uzależniony od AI. To znaczy: pilot sterował dronem, a AI stabilizowało obraz i trajektorię. Co więcej, swego rodzaju algorytm śledzący utrzymywał sportowca w kadrze i unikał przeszkód terenowych.
Rezultat? Słuchajcie, co mam wam powiedzieć. To była bajka. To coś pomiędzy kamerą GoPro a filmem, który ma elementy akcji rodem z dużego ekranu. Całe to olimpijskie ustrojstwo zostało uznane za jedno z kluczowych innowacji dla transmisji w 2026 roku. I trudno się nie zgodzić, bo to naprawdę daje coś ekstra w czasie oglądania.
Każdy chce mieć swojego Chata GPT… i analizę dźwięków AI
Kolejne narzędzie: Olympic GPT. To taki “chatbot olimpijski”, który był dostępny w aplikacjach i na stronach igrzysk. Jego zadanie było natychmiastowe odpowiadanie na pytania widzów o wyniki zawodów, zasady gry, harmonogram, wszelkie wyjaśnienia dotyczące konkurencji. Najprościej będzie powiedzieć, że to wyspecjalizowany model językowy trenowany na danych wokół sportów występujących na olimpiadzie.
Ciekawą nowością była też analiza ścieżki audio z użyciem AI. Mikrofony kierunkowe i drony zbierały dźwięk ze stadionów, a modele AI filtrowały i klasyfikowały sygnały: uderzenia nart o śnieg, kontakt łyżwy z lodem, reakcje tłumu. Dzięki temu na końcowym etapie transmisji, gdy widz dostawał gotowy produkt, nie było niepotrzebnych szumów, obraz był właściwie zsynchronizowany z dźwiękiem, a on sam w sobie był dodatkowo wzmacniany, kiedy zachodziła taka potrzeba. Wszystko dla immersji. Widz przed telewizorem miał się czuć tak, jakby był na miejscu. Oczywiście takiego efektu w pełni osiągnąć się nie da, to niemożliwe, ale plusik dla realizatorów igrzysk za próby. To chyba dobry kierunek.

AI jako sędzia wspierający? Tak, to się dzieje
Niektórzy mówią, że to była najbardziej kontrowersyjna część igrzysk. Trochę już o tym wspomniałem, ale cały temat zasługuje na osobny rozdział. Otóż na IO we Włoszech jeszcze bardziej posunięto się w stronę AI, jeśli chodzi o wspomaganie sędziów. To ma znaczenie szczególnie w sportach, gdzie czyiś występ trzeba ocenić. Dajmy na to: łyżwiarstwo figurowe. Tam analiza ruchu, a na jej podstawie naprawdę małe punkty decydują, kto wygrywa medal.
Organizatorzy zapewniali, że to doskonałe urozmaicenie pracy sędziów. Ba, mówiło się też o większej transparentności, bo jeśli algorytm podsunie fantastyczne wyniki, człowiek nie może iść im na przekór, prawda? Okej, to nie werdykt, ale przy ludzkim oku, które potrafi być zawodne, cenna “podpórka”.
Sędzia mógł teraz zobaczyć dane biomechaniczne tuż obok obrazu, mógł się nimi wspomagać i decydować. Owszem, można było się obawiać i wątpić, zwłaszcza jeśli chodzi o autonomiczność decyzji. Potrafię sobie wyobrazić, że jakiś sędzia podejmował decyzje jak na auto-pilocie, bez głębszej refleksji, byle wedle tego, co wypluje AI. Ale miejmy nadzieję, że to tylko jakiś odprysk, didaskalia, a nie częste zjawisko. Poza tym, co w sumie jeszcze ważniejsze w tej kwestii, obyśmy za 20 lat nie widzieli zawodników ocenianych wyłącznie przez… roboty. To byłoby straszne.
Zimowe IO we Włoszech niczym laboratorium dla AI
Jak widzicie, zawody w Milano-Cortina „stojące pod znakiem AI” to nie były puste słowa. To był realny pokaz, że sport powoli staje się coraz większym poligonem dla rozwiązań sztucznej inteligencji. Powód jest prosty: sport generuje tyle danych, tak dynamicznych i nieprzewidywalnych, że trudno o lepszy trening dla modeli opracowanych przez gigantów technologicznych.
Owszem, sportów najbardziej dynamicznych nigdy tak do końca nie zapakujemy w liczby, bo pierwiastek “robienia czegoś z niczego” to przecież domena tej dziedziny. Narysujesz linię, obliczysz, że ktoś jest słaby, bo wcześniej 10 razy skoczył słabo, ale on nagle zadziwi wszystkich i wygra konkurs. No właśnie – to jest sport. Gdyby AI mogło go opanować, zrobić coś więcej niż fajniej opakować produkt dla widza, bukmacherzy nie zarabialiby tyle, ile zarabiają. I zapewne nieprędko, a może wręcz nigdy taki stan rzeczy zmianie nie ulegnie.




Dodaj komentarz