Turbulencje stają się coraz częstszym – i coraz bardziej nieprzyjemnym – elementem podróży lotniczych. Naukowcy z Uniwersytetu w Reading alarmują, że niebo nad północnym Atlantykiem jest dziś o 55% bardziej niespokojne niż 40 lat temu. Winny? Rozchwiany przez ocieplenie klimatu układ prądów strumieniowych. Efekt uboczny: linie lotnicze zaczynają szukać technologii, która pozwoli im wyprzedzać zjawisko, którego… nie widać na radarach. I tu na scenę wchodzi sztuczna inteligencja.
Dlaczego turbulencje rosną w siłę?
Tu nie ma magii – jest fizyka. Cieplejsze, bardziej niestabilne powietrze sprzyja powstawaniu turbulencji czystego powietrza, czyli tej najbardziej zdradliwej, bo niewidocznej zarówno dla pilotów, jak i pokładowych radarów. To właśnie ona odpowiada za większość obrażeń na pokładach samolotów, choć – na szczęście – przypadki śmiertelne nadal są rzadkością.
FAA podaje, że w latach 2009–2021 poważnych obrażeń doznało 146 osób. A jeśli dorzucimy do tego informację, że zjawisko nasila się nie tylko nad Atlantykiem, ale też nad Europą, Bliskim Wschodem i USA, otrzymujemy branżę, która czuje, że musi działać.
Koszty rosną. Presja również
Turbulencje to nie tylko stres dla pasażerów i gorąca kawa lądująca tam, gdzie nie powinna. To także realne straty finansowe. Jak tłumaczy meteorolog Mark Prosser, linie lotnicze w USA tracą od 150 do 500 milionów dolarów rocznie – od dodatkowego zużycia samolotów po obrażenia załogi i pasażerów.
Największy problem? Współczesne radary i modele meteorologiczne wciąż zawodzą przy wykrywaniu małych, lokalnych wirów, które potrafią zamienić spokojny lot w rollercoaster.
AI na pokładzie: Emirates testują przyszłość
Emirates – największe linie Bliskiego Wschodu – postanowiły wyjść poza klasyczne prognozy i dorzuciły do kokpitu… sztuczną inteligencję.
Nowy system firmy łączy uczenie maszynowe, raporty pilotów i szerokie zbiory danych o turbulencjach. A następnie wysyła do załogi „wizualizacje turbulencji na żywo” – coś na kształt wirtualnej mapy niebezpiecznych stref, które mogą pojawić się przed samolotem.
Efekt? Jak mówi kapitan Hassan Alhammadi, odpowiedzialny w Emirates za operacje lotnicze, w ostatnim roku odnotowano „znaczne zmniejszenie” przypadków niespodziewanych, silnych turbulencji.
Brzmi jak game-changer? Może tak, choć Alhammadi studzi hurraoptymizm: całkowite wyeliminowanie turbulencji jest niemożliwe. Ale ograniczenie tych najgwałtowniejszych – jak najbardziej.
Co to znaczy dla pasażerów?
Na razie technologia jest na wczesnym etapie, ale pierwsze wnioski są proste:
- więcej danych = mniej niespodzianek,
- mniej niespodzianek = bezpieczniejszy i spokojniejszy lot.
Jeśli AI faktycznie nauczy nas przewidywać to, czego nie widzą radary, to za kilka lat największym zmartwieniem pasażera może być… nie to, czy zapiął pasy, ale czy Wi-Fi na pokładzie znowu działa jak w 2007.
Turbulencje nie znikną. Ale jeśli sztuczna inteligencja dalej będzie robiła postępy, to być może w końcu to my zaczniemy zaskakiwać atmosferę, a nie odwrotnie.
źródło: national-geographic.pl




Dodaj komentarz