resident evil 2026 film

Resident Evil najlepszym filmem na podstawie gier? Zaskakujący odbiór ekranizacji kultowej marki

Piekło zamarzło, czyli gracze doczekali się wreszcie porządnego filmu na podstawie gier! A dokładnie chodzi o franczyzę Resident Evil. To nie pierwszy raz, kiedy przemysł filmowy wyciągnął rączki po flagową markę od Capcom. Tym razem za reżyserię wziął się Zach Cregger i wygląda na to, że powierzenie mu pracy nad filmem było dobrą decyzją. Premiera filmu już dzisiaj, a recenzje wypadają bardzo entuzjastycznie!

Zombie, strzelba, kamera, horror

Okazało się, że Cregger postanowił nie tworzyć z Resident Evil kolejnego „akcyjniaka”, a mocno odbić w kierunku survival horroru, którego bohaterem będzie zwykły, szary człowiek. Tym razem chłopak zajmujący się transportem… organów do transplantologii pomiędzy szpitalami. Tak się akurat składa, że jego kolejnym zleceniem ma być dostarczenie przesyłki do kultowego Racoon City. Reszty możecie się domyślać.

Chociaż nie musicie, bo trailer jednak sugeruje dość sporo i wszystko wskazuje na to, że nie będzie to spokojna wycieczka z miasta do miasta.

Pozytywne recenzje od krytyków. Co z widzami?

Resident Evil trafia na ekrany kin od dzisiaj, a w Sieci już można znaleźć liczne recenzje filmu. Całkiem pochlebne, co dla filmów bazujących na grach można uznać za pewne novum. Na agregatorze ocen Rotten Tomatoes film już teraz uzyskał 96/100 punktów od krytyków i 85/100 od widowni. Na IMDB z kolei film cieszy się obecnie notą 7,8/10. Zarówno krytycy, jak i fani serii nie boją się pisać, że to najlepsza adaptacja gry kinowych ekranach w historii. Chcąc być jednak uczciwym – nie była to wysoko podniesiona poprzeczka.

W recenzjach doceniono sam klimat filmu, gdzie groza i niepokój umiejętnie przeplata się z gore i jumpscare’ami oraz… komedią. W dodatku film prezentuje się świetnie od strony audio-wizualnej oraz co chwilę puszcza oczko do graczy i fanów pełnego zombiaków i różnej maści genetycznych abominacji i ścierwa do poczęstowania strzałem ze śrutówki.

Dużo dobrego napisano także o kreacji głównego bohatera – Billy’ego – granego tutaj przez Austina Abramsa. Żaden z niego bohater. To chłopak, który po prostu, pozwolę sobie na eufemizm, miał kiepski dzień w pracy. Jest gapowaty, strachliwy, ale jednak potrafi powoli zaadaptować się do warunków, w których przyszło mu się znaleźć. I przez to dla widza staje się autentyczny.

Wygląda więc na to, że nie tylko fani cyklu Resident Evil mają szansę dobrze spędzić 1,5 godziny w kinie!


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *