Roboty maszerujące przez miasta, żeby się nas wszystkich pozbyć? Według Donalda Trumpa to bujda. Amerykański prezydent w serii wpisów w mediach społecznościowych rozprawił się z obawami o sztuczną inteligencję tym samym tonem, jakim zwykle atakuje teorie o zmianach klimatu czy śledztwa w sprawie rosyjskiej ingerencji w wybory.
Nazwał AI „największym silnikiem rozwoju gospodarczego w historii”. Siebie samego okrzyknął „pogromcą mistyfikacji”. A wszystkim, którzy ostrzegają przed technologią, kazał po prostu zaufać jednej osobie – jemu.
O co właściwie chodzi
Trump odrzuca pomysł regulowania sztucznej inteligencji. Nie chce debaty, nie chce nowych przepisów, nie chce hamulców. Jego zdaniem AI potrzebuje tylko jednego zabezpieczenia – silnego i mądrego prezydenta.
„Jedyna kontrola czy 'guardrails’, jakich AI potrzebuje, to SILNY I MĄDRY (Wysokie IQ!) PREZYDENT, a USA takiego mają, i to w nadmiarze” – napisał. Dorzucił, że rząd i tak dysponuje już „ogromną władzą karną i regulacyjną” nad firmami technologicznymi.
To znajomy motyw w jego drugiej kadencji. Jeśli Trump uzna coś za dobre – powinien móc na to pozwolić. Jeśli za złe – móc to zakończyć jednym podpisem. Dokładnie tak samo podchodzi do ceł i imigracji.
Dlaczego Trump tak mocno stawia na AI
Sztuczna inteligencja to spór, w którym Trump zajął zdecydowane stanowisko: żadnych regulacji, pełne zaufanie do prezydenta i do rynku. Powód jest przede wszystkim gospodarczy – inwestycje w AI napędzają amerykańską gospodarkę od kilku lat. Według raportu firmy prognostycznej ING, inwestycje technologiczne odpowiadały za ponad jedną trzecią całego wzrostu gospodarczego USA w drugim kwartale 2026 roku.
Giełda rośnie. Wartość spółek – a przy okazji emerytalne portfele milionów Amerykanów – w dużej mierze opiera się na wydatkach na chipy, centra danych i całą infrastrukturę wokół AI. Cokolwiek zagraża temu wzrostowi, natychmiast budzi podejrzliwość prezydenta.
Do tego dochodzi rywalizacja z Chinami. Trump traktuje AI jak grę o sumie zerowej. „Wyprzedzamy Chiny w AI” – powiedział w sobotę. „I szczerze, chcę, żeby tak zostało, bo kto wygra AI, wygrywa wszystko”.
Ciekawostka: jak na obrońcę wolnego rynku, Trump chętnie miesza się w gospodarkę. Chwali się częściowym udziałem państwa w US Steel i producencie chipów Intel.
Sprzeciw rośnie — i to we własnym obozie
Problem w tym, że wątpiących przybywa. I nie chodzi już tylko o lewicę.
Steve Bannon, były doradca Trumpa, na wtorkowej konferencji „pro-human” o zagrożeniach AI powiedział wprost: „Uważamy, że to może być świetna technologia, ale nie damy tym gościom carte blanche. Nie było żadnej debaty”.
Chwilę wcześniej senator Bernie Sanders z Vermont mówił do tej samej sali o „potencjalnie katastrofalnych skutkach” nieuregulowanej AI. Kongres – jego zdaniem – „spał za kierownicą”, a niewiedza prezydenta w tej sprawie jest „naprawdę żenująca”.
Po drugiej stronie stoją ludzie z bliskiego otoczenia Trumpa. David Sacks, nieformalny „car AI” w administracji, nazwał całą sprawę paniką napędzaną sezonem wyborczym. Wśród technologicznych bossów zdania są jednak podzielone – od Elona Muska, przez Marka Zuckerberga, Jeffa Bezosa i Sama Altmana, po Dario Amodeia z Anthropic, który akurat apeluje o zwolnienie tempa.
Dlaczego to ważne
Bo tu nie chodzi o techniczny spór ekspertów, tylko o to, kto decyduje o technologii, która wchodzi do naszych domów, pracy i portfeli. Trump proponuje model, w którym o bezpieczeństwie AI decyduje zaufanie do jednego człowieka, a nie przepisy.
Na razie polityczne ryzyko jest niewielkie. Jak zauważa Matt Calkins, szef firmy Appian, temat jeszcze „nie stał się dynamitem” – dlatego słowa są tanie. Ale wystarczy jeden głośny incydent z udziałem AI, żeby to się zmieniło. „Możliwe, że przyszłe wydarzenia zelektryzują opinię publiczną – i wtedy stanowiska oraz słowa nie będą już takie tanie”.
Z regulacjami raczej się nie spieszy. Republikański przewodniczący Izby Reprezentantów Mike Johnson już wycofał się z wcześniejszej otwartości na działania Kongresu i zaczął powtarzać narrację o „mistyfikacji AI”. A przed wyborami do Kongresu mało kto chce narazić się Trumpowi.
źródło: bbc.com




Dodaj komentarz